WRC. Bolesne lekcje Roberta Kubicy

Po sukcesie w zeszłorocznym cyklu WRC-2 apetyty w debiutanckim sezonie Roberta Kubicy w najbardziej prestiżowej klasie rajdowej WRC były ogromne. Polak od początku sezonu studzi emocje i podkreśla, że to dla niego sezon nauki, zbierania doświadczeń i nowych umiejętności. Na razie to dość bolesna lekcja. Ale bardzo potrzebna. W piątek wypadł z trasy podczas piątego odcinka specjalnego Rajdu Finlandii.


Po blisko czterotygodniowej przerwie kierowcy wrócili na rajdowe trasy i od razu musieli mierzyć się z legendarnym Rajdem Finlandii. Zdradliwe szutry, ślepe zakręty, hopy oraz ogromne prędkości - to elementy charakterystyczne tego rajdu. Kubica po pierwszym dniu zajmował dobre, dziewiąte miejsce, ale piątek zaczął się dla niego pechowo. Już 1,6 km po starcie piątego odcinka specjalnego wypadł z trasy, wpadł do rowu i nie mógł kontynuować dalszej jazdy. Uszkodzone było przednie lewe zawieszenie. Do ścigania najprawdopodobniej wróci dzięki systemowi Rally2, ale przez kary za każdy nieukończony odcinek szans na dobry wynik już nie ma. Lepiej miało być w drugiej części sezonu. Na razie jest, jak było do tej pory.





Jak wygląda dotychczasowy bilans Kubicy? Z siedmiu do tej pory rozegranych rajdów w trzech Kubica nie dojechał do mety (Monte Carlo, Meksyk, Portugalia), w dwóch miał dość poważne wypadki, w wyniku których tracił szanse na dobry wynik, ale na mecie był (Szwecja, Polska). Przygód udało się uniknąć tylko w Argentynie, gdzie zajął szóste miejsce i nieco na Sardynii - tam urwał koło, ale zakończył rajd na ósmej pozycji.

Błędy, błędy, pech

W Rajdzie Monte Carlo Kubica zaczął od wygrania dwóch odcinków specjalnych, ale na dziewiątym odcinku specjalnym ześlizgnął się z trasy i spadł między drzewa. Wypadek wyglądał groźnie (auto się zapaliło), ale załodze nic się nie stało. Po dwie wpadki Kubica miał w Meksyku i Portugalii, obu rajdów nie ukończył. W Meksyku dwukrotnie dachował. O ile za pierwszym razem, w piątek, samochód nadawał się do dalszej jazdy, o tyle po sobotnim wypadku została naruszona klatka bezpieczeństwa i auto nie mogło brać udziału w dalszej rywalizacji. W Portugalii też nie obyło się bez przygód - w piątek uderzył w drzewo i urwał koło, ale w sobotę znów miał problemy, wypadł z trasy, a przy próbie wyprowadzenia samochodu z łąki na drogę doszło do awarii rozrusznika. Później spaliło się sprzęgło i w ten sposób zakończyło się ściganie dla biało-czerwonych.

W zimowym Rajdzie Szwecji Polak zaliczył trzy wpadki. Na Rajdzie Polski najpierw dachował po własnym błędzie (przestrzelił zakręt, wylądował w rowie, ale wrócił do ścigania dzięki pomocy kibiców), by dwa dni później pechowo uderzyć w kamień i urwać koło. Wrócił do ścigania dzięki Rally2.

Przeszkadzają wyścigowe nawyki z F1

Kubicowe powtarzanie o nauce i kolejnych lekcjach może wydać się już nudną wymówką dla kolejnych wpadek. W końcu Polak punkty przywiózł tylko z dwóch tegorocznych rajdów WRC, a częściej słyszymy, jak ląduje poza trasą. Skąd tyle wypadków Polaka, najlepiej tłumaczył on sam przed Rajdem Polski w rozmowie z Łukaszem Ceglińskim .

- Mało osób wie, jak człowiek, który spędził 20 lat na torze w wyścigowym bolidzie, może się czuć, jeżdżąc na szutrze w rajdówce. To całkiem inne doświadczenie, z którego wiele osób nie zdaje sobie sprawy. Te setki tysięcy kilometrów, które przejechałem na torze, z rajdami mają niewiele wspólnego, w wielu momentach wyścigowe nawyki w rajdówce mi przeszkadzają. Chciałbym się ich pozbyć, ale też nie do końca, bo nigdy nie wiadomo, co ci się przyda w życiu, a poza tym jestem dumny z tego, że jestem kierowcą wyścigowym. Mam nadzieję, że jeśli nabędę doświadczenia, to te wyścigowe nawyki będę mógł wykorzystać w rajdówce - mówił.

Dla Kubicy to dopiero drugi pełny sezon rajdowy, a pierwszy za kierownicą najszybszych aut WRC. W tym gronie jest kompletnym nowicjuszem - brakuje mu kilometrów w rajdówce, trasy dopiero poznaje. Rywale mają nad nim ogromną przewagę wynikającą z lat startów, znajomości tras i charakterystyk nawierzchni. A by osiągnąć ten poziom, czeka go długa droga.

- Cierpliwym gościem nigdy nie byłem, ale rajdy mnie tego uczą. Żeby poznać dany fragment trasy w Formule 1, potrzebujesz około kwadransa - wsiadasz do bolidu, wykonujesz kilka, kilkanaście okrążeń z rzędu. W rajdach, żeby przejechać dany odcinek 10 razy, potrzeba pięciu lat. I moim zdaniem to jest ten czas, po którym można jechać na rajd, myśląc o wynikach, choć oczywiście zdarzają się kierowcy, którzy do wysokiego poziomu dochodzą dużo szybciej. Taka jest charakterystyka tego sportu, cierpliwość i wytrzymałość w dążeniu do celu są konieczne - mówił w tym samym wywiadzie .

Wypada, bo jedzie na granicy

Ale część wypadków bierze się z tego, że Kubica nogi z gazu nie zdejmuje. Tylko w ten sposób jest w stanie szybko zbierać doświadczenie. Uczy się nowych tras, nawierzchni, zachowania samochodu, a by wiedzieć, gdzie jest granica, musi jechać na maksimum swoich możliwości.

- Trudne jest to, że niewielu rozumie, że to zależy od twoich celów. Jeśli twoim celem jest prześlizgiwać się przez rajdy i się nimi bawić, to w porządku, ale to nie jest mój cel. Chcę osiągnąć najwyższy poziom, jaki mogę, i jeżdżenie w rajdzie z czasem o 2,5 s/km gorszym donikąd mnie nie zaprowadzi. Bo za rok chcę jechać szybciej - mówił.

Kubica przed rokiem też zaliczał wpadki, ale w wolniejszym aucie klasy WRC-2 nie były one tak wielkie, a i miał więcej szczęścia. Do tego WRC-2 nie jest tak prestiżową klasą jak WRC - to tu ścigają się najlepsi, na ich rajdy ściągają tysiące kibiców i to dzięki nim jest zainteresowanie mediów. A tym samym wszyscy kierowcy są na świeczniku. Wszystkie błędy widać jak na dłoni.

Czy Kubica będzie jeszcze wypadał z trasy? Oby jak najrzadziej. Kolejne wycieczki poza trasę, rolki, urwane koła na pewno go deprymują, ale z drugiej strony pokazują, ile mu jeszcze brakuje do czołówki i gdzie są granice w prowadzeniu samochodu. To dla niego lekcja bolesna, ale bezcenna. On nogi z gazu nie zdejmie.