Kiełbasińska zawiodła koleżanki. "Nie wyobrażam sobie stanąć z nią na bieżni"

Łukasz Jachimiak
Czy byłby medal dla Polski w sztafecie mieszanej 4x400 m, gdyby pobiegła Anna Kiełbasińska? Tak naprawdę pytanie jest inne - czy koleżanki wyobrażają sobie bieganie z nią w następnej sztafecie na tych MŚ? I to pytanie im zadajemy.

Sztafeta mieszana 4x400 m była ostatnią konkurencją pierwszego dnia lekkoatletycznych MŚ w Eugene. O godzinie 19.50 tutejszego czasu (w Polsce była już sobota, godz. 4.50) na starcie stanęli Karol Zalewski, Justyna Święty-Ersetic, Kajetan Duszyński i Natalia Kaczmarek. Przyjechali na stadion po ogromnym zamieszaniu z kilkudziesięciu ostatnich godzin. Ale i tak z zamiarem powalczenia o medal.

Zobacz wideo Maria Andrejczyk: Ważniejsze są cisza i spokój, które pozwalają skupić się na najcięższej pracy

Błąd trenerów. I błąd Kiełbasińskiej

Podium było bardzo daleko. Wygrała Dominikana przed Holandią i USA. Polska do trzeciego miejsca straciła aż 2,15 s. Wątpliwe, że obecność w zespole Anny Kiełbasińskiej dałaby wyższe miejsce. Ale bez wątpienia jej oświadczenie, a de facto rezygnacja ze startu była dla koleżanek i kolegów ciosem. Bolesnym zwłaszcza dla koleżanek.

Z zaskakującego oświadczenia Kiełbasińskiej wynika, że wobec błędu/niedopatrzenia trenerów ona nie chciała się nagiąć i postanowiła, że jeśli ma pobiec w piątek dwa razy - w eliminacjach i w finale - to woli nie pobiec wcale. Druga najszybsza w tym roku Polka miała obiecane, że w finale wystąpi razem z najszybszą Kaczmarek. Ale gdy dzień przed startem trenerzy Aleksander Matusiński i Marek Rożej dowiedzieli się, że po eliminacjach można będzie zrobić tylko jedną zmianę w składzie, trzeba było wybrać, kogo siły oszczędzić. Wychodzi na to, że według Kiełbasińskiej to ona, a nie Kaczmarek, zasługiwała na taki przywilej.

Kaczmarek o oczekiwaniach Kiełbasińskiej: "Ja tego nie rozumiem. Zapracowałam sobie"

- Z jej wypowiedzi wynika, że właśnie tego oczekiwała - mówi nam Kaczmarek, gdy pytamy o jej opinię. - Ja tego nie rozumiem. Udowadniałam w sezonie, że jestem numerem 1. Miałam być oszczędzana z tego powodu, że sobie na to zapracowałam. Nikt tego nie kwestionował z wyjątkiem Ani. Ona się nie zgodziła, powiedziała, że rezygnuje, a my musieliśmy sobie z tym poradzić. Bo jakie mieliśmy inne wyjście? Nie jesteśmy tacy, żeby odpuścić, żeby powiedzieć, że nie biegamy. Zostawiliśmy serducho na bieżni, żeby zająć jak najwyższe miejsce - dodaje Kaczmarek.

Więcej artykułów o podobnej treści znajdziesz na portalu Gazeta.pl.

W podobnym tonie wypowiada się Święty-Ersetic. - Zamieszanie na pewno nie wpłynęło na nas dobrze. Staraliśmy się zrobić swoje, pokazaliśmy, że mimo wszystko potrafimy się zjednoczyć i walczyć, że jesteśmy drużyną - mówi.

Święty-Ersetic: Nie wyobrażam sobie stanąć z nią na bieżni

Słuchając obu Polek, trudno nie zadać im pytania, czy wyobrażają sobie, że w Eugene będą jeszcze współpracowały z Kiełbasińską. Że razem powalczą o medal w klasycznej, damskiej sztafecie 4x400 m ostatniego dnia mistrzostw.

Po pytaniu Sport.pl Justyna i Natalia chwilę na siebie patrzą, uśmiechają się zakłopotane, ale postanawiają uciekać od odpowiedzi. - Myślę, że ta cała sytuacja nie wpłynęła pozytywnie zarówno na zespół miksa, jak i na nasze relacje pod kątem żeńskiej sztafety. Zawsze trzeba patrzeć na dobro drużyny. Idea zespołu, teamu, tego, że należy się wspierać, została zaburzona. Jestem w tej sztafecie od wielu, wielu lat i po raz pierwszy jest taka dziwna sytuacja - mówi Justyna.

"Dziwne i śmieszne". Kwasy w kadrze po oświadczeniu Kiełbasińskiej. "Koleżanka"

- Pod ostrzałem znalazł się mój trener [Świety-Ersetic jest prowadzona indywidualnie przez głównego trenera kadry, Matusińskiego] i my. A prawda nie jest taka, jak została podana w oświadczeniu przez Anię. To należy powiedzieć. Ania dostała szansę biegania, ale zrezygnowała. Nie jest tak, że trener jej nie wystawił, że my jej nie chcieliśmy. Trzeba jasno powiedzieć, że Ania ma drugi czas w kraju w tym sezonie i to ona powinna biegać w finale, a nie ja. Tak było uzgadniane, ja miałam tylko wesprzeć drużynę w eliminacjach. Ale skoro zrezygnowała, to próbowaliśmy ratować sytuację i zrobiliśmy tyle, ile mogliśmy - dodaje jeszcze Święty-Ersetic. I w końcu wyrzuca z siebie to, co naprawdę myśli: - Nie wyobrażam sobie stanąć z nią na bieżni.

Trenerzy nie odpowiadają. "Czują się trochę winni"

À propos trenera pod ostrzałem - ani Matusiński, ani Rożej nie odpowiedzieli na pytania, które nasuwają się same. Oni powinni wiedzieć o zmianach w regulaminie dużo wcześniej niż dzień przed startem. - Czują się trochę winni - zdradza nam Kaczmarek. - Ale nie mi oceniać, kto tu zawinił. Ja o tym nie wiedziałam, trenerzy mówią, że nie wiedzieli i ja im ufam, zarząd PZLA nie wiedział. Na pewno ktoś zawinił, bo powinniśmy to wiedzieć, ale to nie była chwila na rozstrzyganie, kto zawinił. Nawet gdybyśmy znaleźli winnego, to przecież i tak sytuacja pozostałaby taka, że na finał możemy wymienić tylko jedną osobę - przytomnie zauważa Natalia.

"Uderzyła w nas", "Może chciała pomóc komuś innemu"

- Na nas wszystkich spadło to, że trzy osoby pobiegną dwa razy jednego dnia. To było pierwsze uderzenie. A potem uderzyła w nas Ania, bo ona powiedziała, że z nami nie pobiegnie. Nie rozumiem tego. Jesteśmy zespołem, każdy z nas stanął i podjął walkę, a ona nie. Każdy mógłby wstać i powiedzieć to samo, co ona. Nie rozumiem też jej oświadczenia, że wcześniej wiedziała o tym przepisie. Skoro tak, to dlaczego to przed nami ukrywała? My o tym nie wiedzieliśmy i ona doskonale wie, że nie wiedzieliśmy. Może chciała pomóc komuś innemu, nie wiem, jaki miała cel, żeby to przed nami ukrywać. Albo mówi nieprawdę, nie mam pojęcia. Nie jest to dla mnie zrozumiałe i nie akceptuję tego - denerwuje się Kaczmarek.

Najszybsza z Polek denerwuje się do tego stopnia, że nie wprost, ale jednak wypowiada myśl, że Kiełbasińska pomogła Holenderkom, z którymi na co dzień trenuje. W to iść nie warto. Ale warto i trzeba się zastanawiać, co będzie dalej.

Finał sztafety 4x400m w EugenePolska sztafeta 4x400m bez medalu MŚ w cieniu afery. Niespodziewani mistrzowie

Za tydzień, na koniec mistrzostw "Aniołki Matusińskiego" będą chciały powalczyć o podtrzymanie medalowej serii z wielkich imprez. Sztafeta kobiet 4x400 m daje nam krążki największych zawodów nieprzerwanie od MŚ w Londynie w 2017 roku. Najbardziej utytułowana Święty-Ersetic ma już wór medali - dwa z igrzysk, dwa z MŚ na stadionie, trzy z MŚ w hali, dwa z ME na stadionie i jeszcze pięć z ME w hali. Ona ma prawo mówić o poświęceniu dla sztafety, bo przez lata była jej liderką.

Biegała i po dwa razy dziennie, i z kontuzjami albo zaraz po nich z wielkim znakiem zapytania w głowie czy to się uda. Ale zawsze z jeszcze większym sercem.

Dziś Justyna, Natalia, Iga Baumgart-Witan a pewnie i pozostałe zawodniczki, z którymi nie mieliśmy okazji porozmawiać, mają w sercu zadrę po zachowaniu Kiełbasińskiej.

- Mogliśmy sprawę błędu załatwić później i mieć nauczkę na przyszłość, że powinniśmy czytać dokumenty uważniej. Natomiast na gorąco powinniśmy być wszyscy razem w tej sytuacji i razem próbować walczyć - podsumowuje Kaczmarek.

Niestety, stało się, jak się stało i tego nie da się odkręcić. Ciekawe, czy za kilka dni emocje opadną i Kiełbasińska zostanie poproszona o pomoc w walce o medal. Dziś trudno to sobie wyobrazić.

Więcej o: