Lekkoatletyczne ME. Chłopiec kontra lokomotywa

Christophe Lemaitre wygrał w Barcelonie mistrzowski bieg wszech wag - na 100 m. I zamierza dziś to samo zrobić na 200, choć jest zawodnikiem wagi lekkiej.

Gdy spojrzeć na Lemaitre'a, nie można się nadziwić, jakim cudem ten szczupły chłopak może ścigać się z kulturystami - Dwainem Chambersem, Markiem Lewisem-Francisem, czy choćby swoim rodakiem Martialem Mbandjockiem. On mógłby pozować Cocteau, oni Rodinowi lub twórcom socrealu. Le Maitre znaczy Mistrz (fachu), ale Lemaitre patykowatą - 189 cm wzrostu przy 74 kg wagi - budową bardziej przypomina wzorzec metra w Sevres.

A mimo to w finale 100 m w Barcelonie pobiegł 10,11 pod wiatr, równoważnik 10,00, czyli czas, który już się liczy na świecie.

Trzy tygodnie temu na mistrzostwach Francji w Valence Lemaitre został pierwszym białym sprinterem na świecie, który zszedł na tym dystansie poniżej tej magicznej bariery (Polacy w tym miejscu zawsze wspominają 9,992 Mariana Woronina z 1984 roku, zaokrąglone do nieszczęsnych 10,00). Wczoraj został pierwszym od 1982 roku białym, który zdobył tytuł mistrza Europy. Jutro może zostać pierwszym białym od mistrzostw Europy w Pradze w 1978 roku, który wygra obydwie sprinterskie konkurencje, czyli od czasu Pietro Mennei. Jedyny problem to taki - jak donosi francuska prasa - że Lemaitre ma kontuzję, lekkie naciągnięcie mięśnia, która nie dokucza mu na prostej, ale na łuku. Mimo to, wczoraj wszedł łatwo do półfinału.

- Dla mnie sprint nigdy nie był kwestia koloru skóry. Wiem, że w przyszłości będę kojarzony z tym wydarzeniem, ale dla mnie ono nic historycznego nie znaczy, jest ważne dla mnie, bo pobiłem życiowy rekord - powiedział wtedy Francuz, mimo, że gdyby obejrzał się za siebie w Barcelonie, zobaczyłby, że jest inaczej. Lub obejrzał kilka olimpijskich finałów. Lub gdyby przejrzał listę mityngu Diamentowej Ligi - tym razem w Sztokholmie, dokąd z pewnością zostanie zaproszony do lukratywnego biegu z prawdziwymi tytanami Usainem Boltem, Asafą Powellem i Tysonem Gayem. Już raz widział czarne, muskularne plecy Jamajczyków - na mityngu w Paryżu, gdzie Bolt miał nad nim przewagę ponad 0,25 s. Jednak wciąż rekord życiowy Lemaitre'a jest o ok. 0,4 s, lub o frakcje sekundy mniej, słabszy o rekordów życiowych Jamajczyków i Amerykanina.

Wszyscy oni pochodzą z niezamożnych lub wręcz biednych rodzin i lekkoatletyka stała się dla nich sposobem na życie. Lemaitre - i tu nasuwa się kolejna analogia, tym razem do Yoana Gourcuffa, piłkarza innego niż pozostali reprezentanci Francji, w związku z tym sekowanego w niesławnej drużynie - urodził się i wychował się w zamożności, w pięknym podalpejskim Annecy, studiuje elektrotechnikę w zdrojach Aix les Bains, gdzie zwykła przyjeżdżać królowa Wiktoria, trenuje pod okiem weterana 70-letniego Pierre'a Carraza, człowieka o wielkiej klasie i łagodności, który zauważył 14-latka na lokalnych zawodach podczas wiejskiego festynu. I jeszcze do niedawna podróżował na wakacje z rodzicami. Dlatego jedna z lokalnych gazet artykułowi o nim dała tytuł: "Dziecko Raju".

Czas zmierzyć się teraz ze światem. Na razie 20-latek łagodnie wchodzi w wielki świat sportu. Na mistrzostwach świata juniorów w Bydgoszczy w 2008 roku wygrał 200 m, po roku spróbował sił na mistrzostwach seniorów, ale zjadła go chyba koszmarna trema bo zrobił w drugiej rundzie falstart. W Barcelonie w związku z tym dmuchał na zimne - jego reakcja na strzał startera była katastrofalna - 0,224 s.

Czy Lemaitre zostanie gwiazdą światowego sprintu?

Jego trener Carraz mówi, że Lemaitre szybko jest w stanie biegać 9,92 s.

Hmm, zaskakujący srebrny medalista Mark Lewis-Francis biegał na setkę równie szybko co 20-letni Lemaitre w wieku 18 lat (Lewis-Francis pobiegł 9,97 s na mistrzostwach świata w Edmonton w 2001 roku, ale nie uznano mu tego czasu z powodu awarii mierzącej siłę wiatru). Gdyby nie sensacyjne zwycięstwo brytyjskiej sztafety na olimpiadzie w Atenach w 2004 roku, o Brytyjczyku wiedzieliby tylko fachowcy wąskiego grona. Sam Lemaitre był szczęśliwy, gdy - przed startem w Paryżu na Diamentowej Lidze - okazało się, że Bolt zna jego nazwisko.

Bolt jednak wtedy powiedział po prostu: - No, dobra. Teraz będzie się ścigał z dużymi chłopcami.

Rekord Polski Trybańskiej ?

Więcej o: