Fatalne wieści ws. Piotra Liska. "Nie jestem w stanie się z tym pogodzić"

Pech nie opuszcza Piotra Liska w tym roku. Najpierw nasz multimedalista złamał tyczkę podczas zawodów i opuścił halowe mistrzostwa świata w Toruniu, a teraz kontuzja zabrała mu kolejną imprezę. - Jestem bardzo rozczarowany i na razie nie jestem w stanie się pogodzić z tym, co się stało - przekazał Lisek.
DLOSZ
Fot. Krzysztof Hadrian / Agencja Wyborcza.pl

Piotr Lisek nie ma zbytnio szczęścia od początku tego roku. Podczas lutowych zawodów w Karlsruhe Liskowi nagle złamała się tyczka, gdy próbował pokonać wysokość 5,60 m. Ten uraz okazał się na tyle poważny, że jego sezon na hali zakończył się przedwcześnie. "Do ostatniej chwili łudziłem się, że nadwyrężona dłoń nie będzie aż tak dewastująca. Wiele razy łamałem tyczki, ale pierwszy raz tyczka złamała mnie. Kości się zrastają, a ten czas poświęcę na pracę nad głową, w której coraz częściej kroczę ciemnymi ścieżkami" - przekazał Lisek w komunikacie. Pech go jednak nie opuszcza.

Zobacz wideo Piotr Lisek na konferencji „Biegowe 360 stopni". "Moją pasją jest bieganie"

Lisek nie wystąpi na mistrzostwach Europy. "Nie jestem w stanie się z tym pogodzić"

Polski Związek Lekkiej Atletyki (PZLA) wydał komunikat, w którym poinformował o absencji Liska na mistrzostwach Europy, które odbędą się w dniach 10-16 sierpnia w Birmingham. "Powodem decyzji o wycofaniu się ze startu jest kontuzja, której zawodnik nabawił się podczas niedawnego treningu w Spale. Życzymy szybkiego powrotu do pełni zdrowia" - czytamy w komunikacie federacji. Mowa o naderwaniu mięśnia łydki.

PZLA przekazuje, że Lisek wylądował zbyt blisko dołka w trakcie skoku i źle postawił nogę, co później doprowadziło do kontuzji. Lisek ma dojść do siebie w ciągu dwóch-trzech tygodni. To kolejna duża impreza, która ominie Liska w tym roku. Wcześniej złamana tyczka "zabrała" naszemu reprezentantowi udział w halowych mistrzostwach świata w Toruniu. Aby uniknąć urazu, Lisek zrezygnował też z udziału w mistrzostwach Polski, które odbyły się w lipcu.

- Jestem bardzo rozczarowany i na razie nie jestem w stanie się pogodzić z tym, co się stało. Pewnie, gdyby moje treningi nie wskazywały na to, że jestem dobrze przygotowany do walki o finał mistrzostw Europy, a później o wysokie skoki, byłoby mi łatwiej. Właśnie dlatego dziś czuję się fatalnie, bo wiem, że byłem w dobrej dyspozycji. Skok o tyczce nie bez przyczyny uznawany jest za ekstremalną konkurencję, a wpływ na kariery zawodników ma też bilans pecha i szczęścia. Mnie w tym roku prześladuje wyjątkowy pech - przekazał Lisek.

Zobacz też: Joanna Jóźwik mówi wprost: Dobrze, że wreszcie ktoś się tym zajął

Lisek chce jeszcze startować przez dwa lata. "Mam nadzieję, że sport nie zrezygnuje ze mnie"

Lisek przyznał w rozmowie z Łukaszem Jachimiakiem ze Sport.pl z marca tego roku, że chciałby zakończyć karierę po igrzyskach olimpijskich, które odbędą się w 2028 r. w Los Angeles.

- To będzie mój ostatni cel. O ile się ziści, bo jeśli - brzydko mówiąc - sport wcześniej zrezygnuje ze mnie, nie będę tupał nogą. Ale walczę, żeby czerpać z tego dużo radości i już troszeczkę mniej mi przeszkadzają negatywne głosy na mój temat. Staram się czerpać ze wszystkiego radość, tak jak na początku kariery. Mam nadzieję, że do 2028 roku sport ze mnie nie zrezygnuje - przekazał multimedalista mistrzostw świata i Europy.

Lisek wywalczył ostatni medal w skoku o tyczce podczas halowych mistrzostw Europy w Toruniu w 2021 r., kiedy to zajął trzecie miejsce ze skokiem na 5,80 m.

Więcej o: