Filip Rak to nasza wielka nadzieja na medale. Nie tak dawno podczas Memoriału Janusza Kusocińskiego w Chorzowie 21-latek ustanowił znakomity rekord życiowy w biegu na 1500 m - 3.33,74. To trzeci najlepszy wynik w historii polskiej lekkoatletyki, a zarazem młodzieżowy rekord Polski. Ostatnio poza dobrymi chwilami na bieżni przeżył jednak bardzo nieprzyjemne poza nią.
W zeszłą sobotę młody lekkoatleta wystartował na mityngu we francuskim Tomblaine, gdzie zajął ósme miejsce w biegu na 800 m. Niedługo później miał udać się do czeskiej Ostrawy na mityng Zlata Tetra. Niewiele brakowało, a w ogóle by tam nie dotarł. Wszystko przez przykry incydent. Jak poinformowała Interia, Rak padł ofiarą kradzieży. - Na lotnisku w Paryżu wszystko było w porządku, jednak przy przechodzeniu przez kontrolę bagażu podręcznego nagle zniknął mu plecak. A tam miał paszport, dowód osobisty, pieniądze i bilet na samolot - opowiedział w rozmowie z portalem WP SportoweFakty menedżer zawodnika Czesław Zapała.
Skradzionych dokumentów nie udało się odzyskać, a biegacz stracił w Paryżu półtorej doby. - Filip skontaktował się ze mną i powiedziałem mu, żeby jednak spróbował wejść do samolotu, bo miał zdjęcie biletu w telefonie. Niestety, nie udało się. Jedna pani z obsługi uparła się i koniec. Podobnie jak nie udało się odnaleźć plecaka. Kradzież zgłosił na policję, na szczęście udało się załatwić hotel blisko lotniska. Ja skontaktowałem się z polską ambasadą i konsulatem, żeby udało się szybko załatwić nowe dokumenty - wyjaśnił Zapała.
Rak otrzymał tymczasowo ważne dokumenty, choć i tu nie obyło się bez problemów. Koszt ich wyrobienia przekraczał sumę, jaką miał przy sobie. Na szczęście udało się zrobić ekspresowy przelew. Polak dotarł do Ostrawy dzień przed startem o godz. 23. Nerwowe chwile wyraźnie odbiły się na jego stracie.
We wtorek Rak wystartował na 1500 m. Od razu ruszył szybkim tempem tuż za pacemakerem Adamem Czerwińskim. Potem sam prowadził aż do 1200. metra. Wtedy zaczęło brakować mu sił. Na finiszu bez problemu mijali go kolejni biegacze, a Rak dobiegł dopiero na 10. pozycji z czasem 3.38,12. - Dla niego był to wielki stres, miał w głowie ogromny mętlik. To przecież bardzo młody człowiek. To jego pobudzenie było widać we wtorek na mityngu w Ostrawie, gdzie poszedł bardzo mocno za pacemakerem. I tak szacunek, że mimo takiej utraty sił w końcówce udało mu się dobiec do mety - podsumował jego menedżer. Filip Rak wypełnił minimum na mistrzostwa Europy w Rzymie, ale wciąż nie ma olimpijskiej kwalifikacji.