Niszczyciel polskiego ładu miażdży Polaków. Ale te podejrzenia...

Łukasz Jachimiak
Złoto dla Nowickiego, srebro dla Fajdka - taką prognozę na igrzyska olimpijskie Paryż 2024 przedstawili kilka dni temu analitycy z firmy Gracenote. Nie wiemy, czy Ethan Katzberg to widział, w każdym razie już w pierwszym starcie w sezonie zburzył to pięcioma potężnymi rzutami. W 2023 roku chudy wąsacz z Kanady uderzył w polski ład, wygrywając mistrzostwa świata, a w 2024 rok wszedł tak, jakby chciał całemu światu powiedzieć, że będzie Usainem Boltem i Armandem Duplantisem rzutu młotem.

- Patrzę podejrzliwie, bo nawet w historii byłego Związku Sowieckiego byłby to fenomen, progres kosmiczny - tak Szymon Ziółkowski komentował wyczyn Ethana Katzberga w sierpniu ubiegłego roku.  Wtedy Kanajdyjczyk został mistrzem świata. W 2023 roku swój rekord życiowy z poziomu 76,36 wywindował do 81,25. A teraz w pierwszym zawodach w roku 2024 wszedł do koła i pobił tę swoją życiówkę pięć razy. A tak naprawdę nie pobił, tylko zmiażdzył!

Zobacz wideo Wielka nadzieja Polski na igrzyska olimpijskie w Paryżu! "Celem jest finał"

81,79 m, 82,06 m, 81,50 m, 84,38 m, 83,26 m - taką superserię miał Katzberg w sobotnim mityngu w Nairobi w Kenii. Wygrał w cuglach, oddał najdalszy na świecie rzut od 15 lat. W głębokim cieniu został startujących tam polskich arcymistrzów - Wojciech Nowicki zajął trzecie miejsce z wynikiem 79,14 m, a Paweł Fajdek był czwarty, osiągając tylko 75,82 m.

Fajdek przekonywał: "Nie dołoży". A Katzberg już dołożył. I to jak!

- W 2024 roku będziemy mieli mistrzostwa Europy i igrzyska olimpijskie, i pojadę na nie po to, żeby wpakować złote medale do kieszeni i tyle - mówił Fajdek w październikowej rozmowie ze Sport.pl.

Pięciokrotny mistrz świata w sierpniu w Budapeszcie bardzo chciał zdobyć szóste złoto z rzędu. Nie dał rady, zajął czwarte miejsce, startując ze skręconą kostką. Wkurzony na odchodne rzucił nam tam takie zdanie: "Za dwa lata jest Tokio, tam se wezmę szósty tytuł. Dziękuję". Może nie było to eleganckie, ale było szczere. Fajdek przywykł do zwycięstw. My też przywykliśmy.

  • MŚ 2017: złoto dla Fajdka i brąz dla Wojciecha Nowickiego
  • MŚ 2019: złoto dla Fajdka i brąz dla Nowickiego
  • Igrzyska olimpijskie Tokio 2020: złoto dla Nowickiego i brąz dla Fajdka
  • MŚ 2022: złoto dla Fajdka i srebro dla Nowickiego

Do ubiegłorocznych MŚ dzięki naszym młociarzom mieliśmy taką serię zwycięstw na światowych imprezach. I zarazem serię wielkich zawodów z dwoma medalami dla Polski. W Budapeszcie dostaliśmy "tylko" srebro - wywalczył je Nowicki, przegrywając z Katzbergiem nieznacznie, o 23 cm. - Jestem pod wielkim wrażeniem i pełen podziwu, że w tak młodym wieku można tak daleko rzucać. Życzę mu jak najlepiej, żeby był zdrowy i dalej tak rzucał. Bo to dla mnie jest dodatkowa motywacja, żeby walczyć - nasz mistrz o nowym mistrzu z Kanady mówił z uznaniem. Ale jednocześnie i z przekonaniem o swojej mocy. I słusznie.

Tę polską moc świat dobrze sobie zapamiętał. Kilka dni temu analitycy z firmy Gracenote w olimpijskiej prognozie zrobionej na sto dni przed rozpoczęciem igrzysk Paryż 2024 zarezerwowali dla naszych młociarzy złoto (dla Nowickiego) i srebro (dla Fajdka). W to, że progres Katzberga będzie trwał i że nadal będzie kosmiczny nie dowierzali. Ale nie tylko oni.

- Mówisz, że ty będziesz wszystkich przerzucał, a nie myślisz, że jednak może być tak, że Ethan Kazberg zdominuje rzut młotem na lata i wszystkim zostanie walka tylko o srebrne i brązowe medale? - pytaliśmy Fajdka pół roku temu. "Ten Kanadyjczyk ma 21 lat i choć Szymon Ziółkowski bez wahania mówi, że dla niego podejrzany jest progres, jaki robi nowy mistrz świata, to po tym jak Katzberg przeniósł w 2023 roku swoją życiówkę z poziomu 76.36 m na 81.25 m chyba trzeba się spodziewać, że jeszcze dużo dołoży?" - dodawaliśmy.

- Nie dołoży - odpowiadał Fajdek. - Magia jest, ale nie aż taka. To już nie będzie człowiek znikąd. Teraz pojawią się obciążenia pozasportowe, teraz będzie presja. W tym sezonie pomogło mu, że jest młody, ten jego progres był - tak jak Szymon mówi - z kosmosu, ale już dalej tak nie będzie. I nieważne czy wierzymy, czy nie wierzymy, że to wszystko było zrobione na czysto [...] Na pewno nie będę się patrzył na to, jak młody rzuca. Rywali mam mocnych, więc sam muszę być mocniejszy od nich - dodawał nasz multimedalista.

Katzbergowi kilka słów Fajdek poświęcił też w rozmowie z tvp.sport.pl tuż przed mityngiem w Nairobi. - Nie obchodzi mnie to, jak on rośnie, mówiąc szczerze. Wiem, że teraz był przez dwa miesiące na obozie w Portugalii. Ale nie pytałem. Skupiam się na sobie. Z całym szacunkiem, ale jego wynik z MŚ to żadna sensacja, nic historycznego. Ot, chłopak miał dzień. Tyle - stwierdził.

Trener rymuje, a my analizujemy. Czy czas dominacji naszych mistrzów minął?

Teraz już coś zdecydowanie historycznego w wykonaniu Katzberga zauważył Nowicki.

 

Fajdek nie skomentował tego, co Katzberg zrobił w Kenii. Trener Ziółkowski na gorąco ograniczył się do barwnej analizy występu swojego zawodnika.

A dwa dni po zawodach zapytany przez Interię czy Katzberg wyrasta na hegemona, odpowiedział: "Do hegemonii to chyba jeszcze daleka droga. W swojej karierze sportowej widziałem wiele dziwnych wyników. Pożyjemy, zobaczymy".

Poza Katzbergiem od Fajdka i od Nowickiego w Nairobi zdecydowanie lepszy był jeszcze Ukrainiec Mychajło Kochan. Ale jego 80,76 m to z pewnością rzut w zasięgu i Nowickiego, i Fajdka. To samo bardzo byśmy chcieli powiedzieć również o 84,38 m, które osiągnął Katzberg. Ale to jest dziewiąty wynik w historii konkurencji - takiego nigdy nie osiągnął żaden z naszych mistrzów. Co więcej - nie wygląda na to, żeby Kanadyjczyk miał tego swojego nowego rekordu już nie śrubować. On ma 22 lata, natomiast Fajdek i Nowicki mają już po 35 lat. Cały czas cenimy ich sportową klasę, ale raczej musimy brać pod uwagę, że bić życiówki będzie im już trudno. A ich rekordy to 83,93 m Fajdka z 2015 roku i 82,52 m Nowickiego z 2021 roku.

O Katzbergu celnie wypowiedziała się dla Sport.pl Joanna Fiodorow tuż po jego złocie ubiegłorocznych MŚ. Wicemistrzyni świata z 2019 roku podkreślała znakomite warunki fizyczne Kanadyjczyka (198 cm wzrostu i 107 kg wagi), jego niesamowitą szybkość w kole i zwracała uwagę, że Katzberg rzuca jeszcze z "krótkich rąk", że technicznie może być dużo lepszy. I że owszem, może zdominować młot na lata.

Fiodorow dodawała, że oczywiście zdominować konkurencji Katzberg wcale nie musi, że teraz zobaczymy, jak sobie poradzi w całkiem nowej roli, czyli w roli mistrza. I faktycznie - Katzberg jeszcze dominatorem nie został. Ale pierwszy występ w tej nowej roli miał kapitalny, potężny, monstrualny. Zresztą, popatrzcie:

Katzberga wkrótce będziemy mieli okazję oglądać u siebie - 18 maja ma wystartować w Chorzowie w Memoriale Kusocińskiego. Ciekawe czy pierwszy raz wygra w cuglach na ziemi swoich największych rywali. Wygląda na to, że rzut młotem zyskał postać, która może go zdominować tak, jak sprint dominował przed laty Usain Bolt i jak skokiem o tyczce rządzi Armand Duplantis.

Jego zawodnik koksem psuł maszynę. Ten trener pomaga Katzbergowi

Tak naprawdę po najnowszym wyczynie Katzberga osiągalny dla niego zaczyna się wydawać nawet rekord świata. A to aż 86,74 m Jurija Siedycha z 1986 roku, czyli z ery koksu branego na kilogramy.

Gdy Katzberg został sensacyjnym mistrzem świata, to Tomasz Wieczorek, lekkoatletyczny sędzia i statystyk, zamieścił na Twitterze wpis pokazujący, jak niesamowity jest postęp Kanadyjczyka.

To właśnie na te dane statystyczne Ziółkowski odpowiedział tak: "Widać nie znam się na tej konkurencji, taka progresja to jest kosmos". Podkreślmy, że tak napisał nie jakiś teoretyk, tylko mistrz olimpijski z 2000 roku i mistrz świata z 2001 roku. A na pytanie, co może spowodować taki progres, odpisał: "Nie znam takiej metody".

Ziółkowskiego zapytaliśmy wtedy wprost: czy patrzy podejrzliwie na osiągnięcia Katzberga? Odpowiedział: "Patrzę podejrzliwie, bo nawet w historii byłego Związku Sowieckiego byłby to fenomen, progres kosmiczny".

Co wspólnego może mieć Katzberg ze "Związkiem Sowieckim"? Prezes Polskiego Związku Lekkiej Atletyki Henryk Olszewski mówił nam w Budapeszcie, że trenerem Kanadyjczyka jest jego rodak Dylan Armstrong (a Fiodorow opowiadała nam, że ten były kulomiot zobaczył kiedyś Ethana grającego w koszykówkę i od razu dostrzegł w nim potencjał na wielkiego miotacza), natomiast konsultantem jest Anatolij Bondarczuk. To dziś już 84-latek, który w 1972 roku zdobył olimpijskie złoto dla Związku Radzieckiego, a później prowadził Siedycha.

W środowisku wszyscy od lat mówią, że Siedych dopingował się na potęgę, a Grigorij Rodczenkow, który organizował w Rosji system dopingowy, a później wyjawił wszystko Międzynarodowej Agencji Antydopingowej WADA, pisał w swojej książce, że Siedych był tak nakoksowany, że jego próbka zanieczyszczała maszynę analizującą do tego stopnia, że maszyna skażała jeszcze wiele następnych, czystych próbek od innych zawodników.

Bondarczuk od lat mieszka w Kanadzie i prowadził Armstronga do największych sukcesów (brąz olimpijski oraz srebro i brąz MŚ). To naturalne, że trener Katzberga konsultuje się ze swoim byłym trenerem. A podejrzenia? Z jednej strony trudno im się dziwić. Robiąc research do tekstu o Katzbergu po jego złocie na MŚ, trafiliśmy na informacje, że np. żona Dylana Armstronga to dopingowiczka Jewgienija Kołodko z Rosji. Ona w 2012 roku zajęła trzecie miejsce na igrzyskach olimpijskich w Londynie w pchnięciu kulą, dostała srebro po dyskwalifikacji za doping Nadziei Astapczuk, a w 2016 roku straciła ten medal, bo i jej udowodniono, że pchała na koksie.

A może to po prostu Usain Bolt rzutu młotem? Oby nie Lance Armstrong

Z drugiej strony: już wtedy pytaliśmy: "Ale może to jest po prostu Usain Bolt rzutu młotem i właśnie zaczął swoje panowanie?". I dodawaliśmy: "Jamajskiego sprintera przez lata oskarżano i twierdzono, że na czysto na pewno nie byłby w stanie aż tak uciec reszcie świata. Ale przecież wielokrotnie go badano i zawsze był czysty".

Katzberg to świeżość, ogromna szybkość, imponująca technika i nowa, wielka siła. To - jak w trakcie MŚ w Budapeszcie komentowała czteroletnia wtedy córka Nowickiego - "taki ładny chłopak", dostrzegając urok w tej postaci wyglądającej trochę jak szwarcchakter z kreskówki.

Dla dobra sportu życzmy sobie, żeby z nim zawsze kojarzyły się nam tylko ładne rzeczy. Żeby okazał się dominatorem jak Bolt, a nie kimś takim Lance Armstrong. Niesławnego kolarza Fajdek wspomniał w rozmowie ze Sport.pl, gdy mówił o dopingowiczach ze swojego młociarskiego podwórka. "Oczywiście nie chcę nikogo oczerniać, będę pracował na swoją formę, a nawet jeśli ewentualne działania śledczych będą tak skuteczne jak tych, którzy przez lata sprawdzali Lance'a Armstronga, to mnie to co najwyżej rozbawi, a nie poważnie zainteresuje. Bo to jest poza mną, poza moim światem" - mówił, akurat wtedy w kontekście Francuza Quentina Bigota, który za przyjmowanie niedozwolonych środków był zdyskwalifikowany od 2014 do 2016 roku.

Fajdek i jego trener Ziółkowski z różnymi koksiarzami mieli już do czynienia, stąd ich nieufność. Ale najlepszym podejściem jest na pewno patrzenie na siebie, skupienie się na swojej pracy. Ciekawe czy Fajdek i Nowicki wykonają jeszcze taki kawał dobrej roboty, żeby - być może po raz ostatni - porządzić na wielkiej, światowej scenie. I czy Katzberg będzie w kolejnych tygodniach dalej pokazywał, że jest kosmitą, czy może jednak im większa będzie się stawała olimpijska presja, tym mocniej będzie na niego działało przyciąganie ziemskie.

Czy Ethan Katzberg pokona Wojciecha Nowickiego i Pawła Fajdka na igrzyskach olimpijskich w Paryżu?
Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.