Anna Kiełbasińka przygotowuje się do igrzysk olimpijskich w Paryżu. Trzy lata temu w Tokio wraz ze sztafetą 4x400 m wywalczyła srebrny medal, mimo że zaledwie pięć miesięcy wcześniej przeszła operację złamanej kości łódkowatej. Teraz nadal pozostaje w grze, choć ostatnio miała notoryczne problemy ze ścięgnami Achillesa. Zabrakło jej m.in. na zeszłorocznych mistrzostwach świata w Budapeszcie. W "Podkaście Olimpijskim" w Interii zdradziła, że w przygotowaniach przeszkodziło jej coś jeszcze.
Chodzi o problemy mentalne. Latem zeszłego roku pojawiły się informacje, że Kiełbasińska zmagała sie z depresją. - Ja miałam stany depresyjne, ale depresja nigdy nie była stwierdzona u mnie - wyjaśniła. -Miałam stany depresyjne po halowych mistrzostwach Europy w Stambule, gdzie właściwie nawarstwiły się przez dwa lata bardzo intensywnego życia sportowego, gdzie wspięłam się na wyżyny. Osiągnęłam chyba więcej, niż myślałam, że mogę, chociaż zawsze wierzyłam, że to we mnie jest. I wyznaczyłam sobie cele, bo wiedziałam, że już nie mam dużo czasu. Dwa-trzy lata i właściwie miałam już nie trenować - opowiedziała.
33-latka w Stambule osiągnęła znakomite wyniki i przywiozła stamtąd dwa brązowe medale - indywidulany i w sztafecie 4x400 m. - Byłam tak przestymulowana, że nie potrafiłam się nawet tak naprawdę cieszyć z tego wszystkiego - wspomniała. Po powrocie tydzień chorowała, a następnie miała kłopoty ze znalezieniem motywacji do treningów. - Ja w ogóle jak patrzyłam na ludzi, którzy biegali, to mi się niedobrze aż robiło. Miałam po prostu jakiś taki przesyt. Ja w ogóle nie mogłam się zebrać. To było bardzo męczące - dodała.
Kiełbasińka od kwietnia do lipca próbowała wrócić do dobrej dyspozycji, ale ostatecznie odpuściła. Podzieliła się niepokojącym wyznaniem. - W końcu nie wytrzymałam i najpierw zrobiłam w sezonie przerwę. Zrezygnowałam ze startu w Diamentowej Lidze w Paryżu. Powiedziałam trenerowi, że sorry, ja nie jestem w stanie, bo ja miałam ataki paniki przed startem. Chciałam uciekać - ujawniła.