- Zaszyjemy się w lesie, tak, żeby mnie nikt nie widział i nie słyszał - mówi Ewa Swoboda. - Przez cały tydzień nie będę korzystała z telefonu. Będę odpoczywała - dodaje. A na później zapowiada "bum!". Kolejne po srebrnym medalu halowych MŚ, który właśnie zdobyła w Glasgow.
Ewa Swoboda zdobyła w sobotę srebrny medal halowych MŚ w Glasgow w biegu na 60 metrów. To jej największy sukces w karierze - pierwszy seniorski medal światowej imprezy.
Po powrocie do Polski nasza najlepsza sprinterka docenia srebro, z którego początkowo była tylko umiarkowanie zadowolona. Tak było, bo Swoboda chce więcej. I w krótkiej rozmowie ze Sport.pl mówi, co zamierza zrobić, żeby popędzić po kolejne sukcesy.
Łukasz Jachimiak: Zaraz po zdobyciu wicemistrzostwa świata powiedziałaś przed kamerą TVP Sport: "Jestem bardziej zła". A kilka dni po tym srebrze nadal jesteś bardziej zła czy już bardziej zadowolona?
Ewa Swoboda: Byłam naprawdę zła, moje pierwsze wrażenie było takie, że jestem niezadowolona, ale teraz się cieszę. Wiem, że czegoś takiego nie udało się osiągnąć nikomu innemu w Polsce, żadnej sprinterce przede mną. Chociaż na pewno dlatego, że Irena Szewińska nie biegała na MŚ w hali. Ale dobrze, no! Jestem już naprawdę bardzo zadowolona i dumna. Dumna z siebie!
Czujesz, że srebro MŚ w Glasgow to jest kontynuacja tego, co zrobiłaś pół roku temu na MŚ w Budapeszcie? Na stadionie byłaś szósta indywidualnie i piąta z koleżankami w sztafecie 4x100 m, a teraz poszłaś za ciosem?
Staram się, jak mogę! Chciałabym co sezon się poprawiać. Mimo że trenuję już 15 lat, to coraz bardziej mnie to zaczyna cieszyć, a nie męczyć. Czuję, że dorosłe bieganie jest dużo lepsze niż juniorskie i młodzieżowe. Chciałabym iść za ciosem już do końca kariery.
Mówisz, że trenujesz już 15 lat, a robisz to cały czas z Iwoną Krupą - zdradzisz, czy trenerka jeszcze z każdym rokiem dokłada ci obciążeń, czy może już doszłyście do twoich limitów i teraz walczycie o to, żeby je trzymać?
Dołożyć możemy jeszcze tyle, że głowa mała! Nawet się śmieję z tego, że na siłowni podnoszę najmniej kilogramów ze światowej czołówki. Zapas jest naprawdę duży - treningowy, biegowy, sprawnościowy, na pewno jeszcze się mogę poprawiać.
Śmiejesz się, że dźwigasz najmniej, a to znaczy, że tak podejrzewasz, czy masz twarde dane, bo rozmawiacie o tym z rywalkami?
Rozmawiamy i wiem to na pewno.
Możesz powiedzieć, jakie to są różnice?
Nie, to tajemnica nas wszystkich!
Ale bardziej brakuje ci do nich średnio 10 proc. czy 25 proc.?
Oj, więcej! Od niektórych podnoszę nawet dwa razy mniej. Ale ja nie jestem typem siłowym, mi siłownia nie jest aż tak bardzo potrzebna; bazuję na ćwiczeniach skocznościowych i szybkościowych [w 2020 roku w rozmowie ze Sport.pl Ewa mówiła tak: "Biorę 90 kg na półprzysiad, 35 kg na wyciskanie i 30 na zarzut i rwanie. Rezerwy siłowe są duże. Na tym przykładzie widać, że moja trenerka tak wszystko rozplanowała, żebym z każdym rokiem robiła progres"].
Dzięki ciągłemu dokładaniu rozwijasz się w bieganiu na 100 metrów? Bo zgodzisz się, że przez lata była spora różnica między Ewą Swobodą na 60 m a Ewą Swobodą na 100 m, natomiast teraz jesteś jeszcze lepsza na 60 m, czego dowodem kolejny rekord Polski i pierwszy światowy medal. A jednocześnie dysproporcja między twoją sześćdziesiątką a twoją setkną się zmniejsza.
Chyba tak jest. A dlaczego? Myślę, że żeby dobrze biegać setkę, to trzeba było sobie trochę w głowie poukładać. I teraz ciężka praca owocuje.
Od momentu, gdy wylądowałaś w Warszawie po powrocie z Glasgow, wszyscy wokół ciebie powtarzają, że masz mało czasu - dokąd się tak spieszysz?
Jedziemy na wakacje [Ewa wyjeżdża z Krzysztofem Kiljanem, swoim chłopakiem, który też startował na MŚ w Glasgow i w biegu na 60 m przez płotki dotarł do półfinału - red.].
Jakaś egzotyka czy rodzinne strony?
Żadna egzotyka, będziemy odpoczywali w Polsce. Zaszyjemy się w lesie, tak, żeby mnie nikt nie widział i nie słyszał. I przez cały tydzień nie będę korzystała z telefonu. Będę odpoczywała. A później powrót do pracy na igrzyska. Latem skończę 27 lat, mówią mi, że to jest najlepszy wiek dla sprinterów, więc bardzo się cieszę, że akurat moje "bum!" się trafiło w roku igrzysk i będę wszystko robiła, żeby w Paryżu naprawdę było to bum.
To "bum" to olimpijski finał?
Tak. I wcześniej medal na mistrzostwach Europy.
A medal olimpijski to coś nierealnego? Potrzebowałabyś jeszcze ze czterech lat najmocniejszej pracy z ciągłym dokładaniem?
O Jezu, na coś takiego to jeszcze z 50 lat mi dajcie, ha, ha!