Sceny na HMŚ w Glasgow! Polak był już niemal zdyskwalifikowany

Uff! Niewiele brakowało, a wszystko skończyłoby się dla nas jeszcze zanim się zaczęło. Chodzi o bieg na 60 m przez płotki na halowych MŚ w Glasgow. Jak dowiaduje się Sport.pl, Jakub Szymański, który chce walczyć o medal, przez chwilę był niemal zdyskwalifikowany w eliminacjach! Na szczęście skończyło się tylko żółtą kartką i wieczorem zobaczymy Polaka w półfinale i oby w finale.

Jakub Szymański to 21-latek, który w tym roku robi furorę - miesiąc temu pobił rekord Polski, a w sumie w styczniu i w lutym uzyskał sześć świetnych wyników. Takich, które znajdują się teraz w historycznym top 8 polskiej lekkoatletyki.

Zobacz wideo Ruszają lekkoatletyczne HMŚ. Prezes PZLA, Henryk Olszewski, wymienił nazwiska polskich zawodników z szansami

Szymański przed rokiem zdobył srebrny medal halowych ME, ale światowa rywalizacja w biegu na 60 m przez płotki stoi na jeszcze zdecydowanie wyższym poziomie. Dlatego Polak nie jest faworytem do podium, ale z pewnością jest jednym z kandydatów - ma w 2024 roku dziewiąty wynik na świecie, a ósmy z grona zawodników, którzy są na MŚ w Glasgow. Ale do numeru trzy w tym towarzystwie Kuba traci zaledwie 0,04 s.

- Liczymy, że jeszcze na spokojnie może poprawić nowo ustanowiony rekord Polski oraz powalczyć w finale MŚ - mówił nam przed rozpoczęciem rywalizacji Maciej Ryszczuk, który prowadzi Szymańskiego razem z Mikołajem Justyńskim. A kibicom sportu Ryszczuk jest dobrze znany ze współpracy z Igą Świątek.

Niewiele brakowało, a Szymański nie wystąpiłby w Glasgow w żadnym biegu. W eliminacjach drgnął w blokach startowych, przez co niektórzy rywale za szybko ruszyli i trzeba było zrestartować bieg. Przez dobrą minutę czekaliśmy niepewni czy Polak zostanie dopuszczony do tego restartu. Skończyło się na tym, że Szymański zobaczył żółtą kartkę.

Szymański zdziwiony. Nie miał świadomości, co mu groziło

- Ta żółta kartka troszkę mnie zdziwiła. Na zawodach można mieć dwie, muszę teraz uważać - mówił już po biegu w rozmowie z TVP Sport. - Wydaje mi się, że zrobiłem ruch po tym, jak obok ruszył się zawodnik z Wielkiej Brytanii. Ale okazuje się, że było jednak inaczej - dodawał.

Jak się okazuje, dużo większe nerwy przeżywał Filip Moterski, kierownik techniczny naszej ekipy na MŚ w Glasgow. Od niego dowiadujemy się, że starter chciał dyskwalifikacji dla Polaka, ponieważ uznał, że nasz biegacz popełnił falstart. - Z tego co wiem, byłaby dyskwalifikacja, ale arbiter zmienił decyzję startera - mówi nam Moterski.

Nerwy? "Mega luz, spacerek"

Po żółtej kartce Szymański zachował spokój. Bardzo dobrze wystartował, a później spokojnie kontrolował bieg i skończył go z dobrym czasem 7,57 s (0,10 s od rekordu życiowego) na drugim miejscu, a w całych eliminacjach (było sześć biegów) miał czwarty wynik.

- Generalnie psychicznie mega luz. To był taki spacerek troszkę. Ostatnie kroki już leciałem, nie wkładałem tam żadnej siły - mówił Szymański w TVP Sport. I dodawał, że teraz nastawi się na bicie rekordu Polsku i zarazem swojej życiówki.

- Jak głowy nie nastawię, to nie ma ciągu, nie ma pazura. Ale to nam było potrzebne w eliminacjach, żeby nie wydać wszystkich papierów. A teraz w półfinale będzie 110 procent - obiecał.

W półfinałach (godzina 20.10) zobaczymy też Krzysztofa Kiljana (7,67 s w eliminacjach). Finał zaplanowano na godzinę 22.30.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.