Sułek idzie na całość. 18 dni po porodzie. Związek odpowiada: Nie miała racji

- Można mieć wielki cel i wielką determinację, ale to jest fizjologia i pewnych rzeczy się nie przeskoczy - mówi Tomasz Majewski, komentując powrót Adrianny Sułek-Schubert do treningów. Zaledwie 18 dni po porodzie znakomita wieloboistka opublikowała nagranie swojego treningu na siłowni. Na razie wicemistrzyni Europy nie może wrócić do treningów finansowanych przez Polski Związek Lekkiej Atletyki. Wiceprezes Majewski tłumaczy dlaczego.

Rok temu Adrianna Sułek-Schubert w kapitalnym stylu zdobyła srebrny medal halowych mistrzostw Europy w pięcioboju. Gdy wpadła na metę ostatniej konkurencji, czyli biegu na 800 metrów, to przy jej nazwisku wyświetliła się liczba 5014 punktów oznaczająca nowy rekord świata!

Zobacz wideo Najlepszy tegoroczny wynik w Europie Ewy Swobody. "Kocham halę, hala kocha mnie"

Niestety, kilka sekund później finiszowała Nafissatou Thiam, która prowadziła po czterech konkurencjach, a w piątej, choć straciła część przewagi nad Polką, to pozostała na pierwszym miejscu i wygrała zawody z wynikiem 5055 punktów. To rezultat Belgijki jest rekordem świata. I na razie Sułek go nie pobije, choć rok temu odgrażała się, że wkrótce to zrobi.

Sułek znów zaskakuje. "Zgadnijcie, kto wrócił"

Sułek-Schubert nie jest dziś czynną zawodniczką, bo dopiero co - 8 lutego - urodziła syna. Z powodu ciąży nasza znakomita wieloboistka nie wystąpiła na ubiegłorocznych mistrzostwach świata na stadionie w Budapeszcie. Ale latem trenowała na tyle, na ile pozwalał na to jej stan. Wszystko po to, żeby podtrzymywać formę i spróbować wrócić do rywalizacji możliwie jak najszybciej po porodzie.

"Zgadnijcie, kto wrócił. Gotowi? Myślę, że nie. Ja tak" - takim wpisem na Instagramie Sułek opatrzyła wideo ze swojego treningu na siłowni. Opublikowała je 26 lutego, czyli zaledwie 18 dni po porodzie!

W ten sposób lekkoatletka kolejny raz pokazuje, że próbuje zrobić wszystko, żeby zdążyć wypracować formę na igrzyska olimpijskie, które odbędą się w Paryżu od 26 lipca do 11 sierpnia. Czasu ma bardzo mało. Zwłaszcza jeśli chciałaby nie tylko wystartować, ale powalczyć o wymarzony medal.

 

Wpis Sułek-Schubert na Instagramie widział Tomasz Majewski. - Ada urodziła, wraca do zdrowia, a ja jej gratuluję macierzyństwa - mówi w rozmowie ze Sport.pl. I podkreśla, że zaprasza zawodniczkę do korzystania ze związkowych przygotowań, ale pod pewnym, podstawowym, warunkiem.

PZLA zaprasza do powrotu. Ale stawia warunek

- Jak przejdzie badania w Centralnym Ośrodku Sportu, to wtedy do takiego treningu wróci. I ani chwilę wcześniej, bo takie są przepisy i te przepisy są równe dla wszystkich - podkreśla wiceprezes Polskiego Związku Lekkiej Atletyki.

W ten sposób Majewski nawiązuje do zarzutów, jakie Sułek-Schubert niedawno postawiła związkowi na łamach serwisu Interia.pl. W styczniu stwierdziła tam, że w trakcie ciąży PZLA nie pomagał jej trenować, że "wmawiał" jej, że nie jest zdolna do realizacji planu treningowego oraz że ona jest traktowana niesprawiedliwie, bo "w przypadku wielu innych reprezentantów Polski związek lekkoatletyczny często naginał przepisy".

- Działamy wedle przepisów. Trzeba się zdecydować, albo jestem w ciąży, albo trenuję. Jeśli nie możesz wykonywać 80 proc. ćwiczeń, a pozostałe wykonujesz na 50 proc., to nie jest to trening. To jest rekreacja. Jakby to nie wyglądało na Instagramie, to z treningiem wyczynowym nie ma to nic wspólnego - odpowiadał wtedy Majewski.

Dziś Majewski podkreśla, że Sułek-Schubert nie miała racji, gdy sugerowała, że PZLA naginał przepisy dla innych zawodniczek, które były w ciąży. - To nieprawda. Popatrzmy na najświeższe przykłady powrotów młodych mam: Gośka Hołub czy Marika Popowicz wracały, korzystając z dokładnie tych samych przepisów, które obowiązują Adę Sułek. Te przepisy mają chronić sportsmenki. Wiadomo, że nie są doskonałe, ale takie mamy, takie stosujemy i na pewno one pomagają wrócić po ciąży, porodzie i połogu - mówi.

Sułek narzeka, a Majewski mówi, że miała pieniądze. "Sto procent w trakcie ciąży, 50 proc. w połogu"

Już wiemy, że te przepisy nie pozwalają związkom na finansowanie zgrupowań zawodniczkom będącym w ciąży. A co właściwie dają takim sportsmenkom? - To są przepisy ministerialne, a nie jakieś nasze, związkowe. One obowiązują i działają tak samo we wszystkich dyscyplinach olimpijskich - zaznacza najpierw Majewski. - One są odpowiedzią na brutalny system w naszym sporcie, w myśl którego jak nie masz dobrego wyniku w danym roku, to nie masz stypendium na następny rok. Tu, w przypadku ciąży, jest jasne, że zawodniczka nie może trenować i startować i nie wraca do zera złotych sprzed osiągnięcia dobrego wyniku, tylko cały czas ma wypłacane środki za ten dobry wynik uzyskany przed ciążą. W trakcie ciąży to jest sto procent świadczenia, natomiast w połogu 50 procent wypłacane do czasu wznowienia treningów. I przy wznowieniu treningów jest powrót do zapewnianego przez nas szkolenia - wyjaśnia Majewski.

Były mistrz zapewnia, że życzy imponująco ambitnej Sułek-Schubert jak najlepiej, ale jednocześnie nie wierzy, że ona w niespełna pół roku od porodu zdoła przygotować taką formę, by nie tylko wystartować w bardzo wymagającym siedmioboju na igrzyskach, ale by walczyć o olimpijski medal. - Można mieć wielki cel i wielką determinację, ale to jest fizjologia i pewnych rzeczy się nie przeskoczy - mówi Majewski. - Ale oczywiście Ada ma prawo przygotowywać się do igrzysk i my jej w tym pomożemy, jeśli tylko zgodnie z przepisami przejdzie badania pokazujące, że może wrócić do szkolenia - podsumowuje.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.