Po wybuchu wojny w Ukrainie wielu rosyjskich i białoruskich sportowców postanowiło zmienić obywatelstwo. Miało to związek z wykluczeniem ich z międzynarodowej rywalizacji, co było pokłosiem ataku zbrojnego. Do składania wniosków o zmianę obywatelstwa dochodziło też przed inwazją. Tak postąpiła m.in. Kryscina Cimanouska.
Utalentowana biegaczka została nominowana do startu w białoruskiej sztafecie 4 x 400 m na igrzyskach olimpijskich w Tokio, ale skrytykowała sztab szkoleniowy i nie wystartowała w imprezie. Władze Białorusi próbowały ściągnąć ją do ojczyzny, ale uciekła na lotnisku, a następnie przyjechała do naszego kraju. Po przylocie zaczęła się starać o uzyskanie obywatelstwa - otrzymała je w sierpniu 2022 roku, a po kilku miesiącach mogła startować w nowych barwach. Wystąpiła m.in. na lekkoatletycznych mistrzostwach świata na Węgrzech. Niewykluczone, że już wkrótce w jej ślady pójdzie inna Białorusinka.
Mowa o Marii Żodzik, a więc utalentowanej lekkoatletce, specjalizującej się w skoku wzwyż. Mimo młodego wieku - 26 lat - ma już na koncie wiele sukcesów. Przed czterema laty triumfowała w mistrzostwach kraju na otwartym stadionie. W 2022 roku udało jej się osiągnąć ten sam sukces, ale tym razem na hali.
Później jednak wyjechała z Białorusi do Polski i zdecydowała się na start w naszych imprezach. Dlaczego? Powodem były igrzyska olimpijskie w Tokio. Zawodniczka była nominowana do startu na imprezie czterolecia, podobnie jak i Cimanouska, ale finalnie nie przystąpiła do rywalizacji i to nie z własnej winy.
Błąd rzekomo popełniła Białoruska Federacja Lekkoatletyczna. Nie zadbała o wykonanie wystarczającej liczby testów antydopingowych. W związku z tym The Athletics Integrity Unit (AIU) wykluczyła skoczkinię z rywalizacji. Na jej miejsce powołano lekkoatletkę, która nie miała wiele czasu na przygotowanie do imprezy.
Ta pomyłka białoruskiej organizacji oburzyła nie tylko Żodzik, ale i Cimanouską. Tym bardziej że podobny los, co skoczkinię, spotkał też koleżanki biegaczki, a więc Anan Michajłową i Kriscinę Mulyarchyk. Cimanouska skrytykowała wówczas związek i tak rozpoczęły się jej problemy z władzami, które poskutkowały ucieczką do Polski.
Sama Żodzik poszła w ślady rodaczki i przyleciała do naszego kraju, ale rok później. W niedawnym halowym mityngu lekkoatletycznym w Toruniu zwyciężyła w rywalizacji pań, osiągając wynik 1,94 m. To o dwa centymetry mniej od rekordu życiowego. Jak na razie nie ma ona możliwości startu pod polską flagą, ale niewykluczone, że w przyszłości zdecyduje się na taki ruch.
Świadczy o tym m.in. fakt, że coraz bardziej chłonie polską kulturę, a także język, co pokazuje w mediach społecznościowych. Posty, które udostępnia, są w języku polskim. Nie ma wątpliwości, że byłaby sporym wzmocnieniem dla naszej kadry. Jak na razie nie ma w Polsce skoczkini, która wyróżniałaby się tak, jak Żodzik.