Gigant miał szykować sprzęt dla polskiej mistrzyni. A tu taki numer. "Nic nie wiem"

Łukasz Jachimiak
Trzy miesiące temu Natalia Kaczmarek została wicemistrzynią świata w biegu na 400 metrów, a dziś jest już w Karpaczu, gdzie szykuje formę na przyszłoroczne igrzyska. - Planuję jeszcze sporo sukcesów - mówi Sport.pl 25-letnia Polka. Od teraz Natalia pracuje w specjalnej grupce.

Natalia Kaczmarek to mistrzyni olimpijska z Tokio z 2021 roku ze sztafety mieszanej 4x400 m i wicemistrzyni tamtych igrzysk ze sztafety 4x400 m. W 2023 roku nasza najlepsza biegaczka rozwinęła się na tyle, że osiągnęła swój największy w karierze sukces indywidualny - wicemistrzostwo świata.

Zobacz wideo Piotr Lisek ucieknie z lekkoatletyki do freak fight czy nie? "To tam będę się angażował na sto procent"

W tym roku 25-latka ustanowiła też nowy rekord życiowy - czas 49,48 s. To wynik gorszy już tylko o 0,20 s od legendarnego rekordu Polski Ireny Szewińskiej z igrzysk olimpijskich Montreal 1976 (wówczas 49.28 s było rekordem świata).

Po Natalii spodziewamy się kolejnych sukcesów i tego, że wciąż będzie poprawiała swoją życiówkę. A najważniejsze, że ona sama się tego spodziewa i ciężko na to pracuje.

Łukasz Jachimiak: Co słychać u wicemistrzyni świata poza tym, że już mocno pracuje nad formą na igrzyska olimpijskie? Byłaś w ogóle na wakacjach?

Natalia Kaczmarek: Nie miałam zbyt długich wakacji i jeszcze bym chciała poodpoczywać, ale rzeczywistość jest taka, że już jestem na pierwszym zgrupowaniu. I dobrze, bo na zgrupowaniu pracuje mi się lepiej niż gdy jestem w domu.

Byliście z Konradem [Bukowieckim - narzeczonym Natalii] na jakichś egzotycznych wczasach? Nie widziałem żadnych relacji w mediach społecznościowych.

- Bo nigdzie nie byliśmy. Niestety, nie miałam czasu, żebyśmy mogli wyjechać. Późno się skończyły moje starty i po sezonie wolałam pobyć z rodziną, ponadrabiać takie zaległości.

Najbliższych brakowało ci aż tak bardzo, że teraz na zgrupowanie zabrałaś siostrę! A mówiąc poważnie - w obrazku na Instagramie wasz wspólny trening wygląda fajnie, a w rzeczywistości jak się czujesz na pierwszym takim obozie?

- To rzeczywiście nasz pierwszy taki obóz, że jesteśmy we dwie z trenerem. I na pewno nie ostatni! Już kilka następnych mamy zaplanowanych. Na ile pozwolą nam czas i fundusze, tyle zgrupowań będziemy miały razem. Ale rozbieżności będą, bo ja nie będę biegała w przyszłym roku w hali, a moja siostra będzie w hali startowała, później będę miała Bahamy, polecę tam na mistrzostwa świata sztafet, i generalnie w sezonie ja będę miała zupełnie inne starty niż ona.

 

Wyjaśnijmy czytelnikom, że trener Marek Rożej od teraz prowadzi również twoją siostrę, 21-letnią Alicję. A kiedy mówisz o funduszach, to masz na myśli fakt, że zupełnie inne finansowanie przygotowań od związku masz ty, multimedalistka największych światowych imprez, a zupełnie inne ona, dopiero marząca o takich sukcesach.

- Wszystko się zgadza, dokładnie tak to wygląda.

Twoja siostra jest wicemistrzynią świata juniorek ze sztafety mieszanej 4x400 m, indywidualnie była w finale 400 m przez płotki, próbowała też biegać na 800 m - co dla niej planuje trener Rożej?

- Na pewno nie 800 metrów, tylko 400. Ale nie mam pojęcia czy płotki, czy może jednak płaskie 400 metrów.

Czyli może być tak, że będzie ci rosła konkurentka w najbliższej rodzinie.

- Może, jak najbardziej! A może Alicja będzie łączyła płotki ze zwykłym bieganiem na 400 metrów. Zobaczymy, konkretnego planu jeszcze nie ma.

A jak wygląda twój plan na najbliższy czas?

- Teraz jest Karpacz, później polecimy do Monte Gordo i do RPA.

Ale chyba aż takiej dawki zgrupowań nie przyjmiesz jeszcze w tym roku?

- Nie, nie, RPA to już będzie przyszły rok - wylot po świętach i po balu mistrzów sportu.

A do Bostonu się nie wybierasz?

- Nie, dlaczego?

Dzień po tym jak zdobyłaś srebro MŚ w Budapeszcie, oficer prasowy PZLA zdradził, że polecisz do siedziby New Balance, żeby dograć szczegóły specjalnych lekkoatletycznych butów dla ciebie.

- A to trzeba jego pytać, ja nic nie wiem!

Ty mówiłaś, że ten wyjazd najpewniej będziesz miała w listopadzie albo w grudniu. Dlatego pytam.

- Ale na razie nic na ten temat nie wiem. I tak naprawdę już w tych kolcach, które dostaję od New Balance biega mi się bardzo dobrze, one mi bardzo pasują. Oczywiście fajnie by było mieć swoje, spersonalizowane, żeby się wyróżniały choćby pod względem kolorystyki. Jednak żadnego parcia na to nie mam, jest mi wygodnie już w tych butach. I jestem ciekawa, jakie będą następne.

Wśród producentów butów z karbonową wkładką zrobił się taki technologiczny wyścig, że co sezon one są ulepszane? Czy raczej oni wszyscy powprowadzali nowe rozwiązania na igrzyska w Tokio i teraz dzieje się już mniej, bo trudno im wpaść na kolejny tak przełomowy pomysł?

- Po Tokio było już kilka nowych modeli, cały czas są zmiany, aczkolwiek na pewno przeskok między nimi jest mniejszy niż między butami sprzed Tokio, a kolcami na japońskie igrzyska. Wtedy był efekt "wow", weszło coś całkiem nowego. Teraz już wszystkie buty mają karbon i tylko zmienia się jego sztywność, grubość czy ułożenie.

Potrafisz wyjaśnić kibicowi, jak to jest biegać w takich butach? One są bardzo wygodne i sprężynują, dzięki czemu jest się szybszym, czy może to sprężynowanie sprawia, że oddają dynamikę i pozwalają przyspieszyć, ale to się dzieje kosztem wygody i może nawet bieganie w superkolcach boli?

- Wygoda to kwestia indywidualna, akurat dla mnie te buty są superwygodne. Ale wiem, że nie każdy ma takie odczucia. Modele tych butów są różne i różne są też nasze stopy. Wszystkie buty z karbonem działają w ten sam sposób - karbonowa płytka sprężynuje, oddaje energię, przez co można mocniej się odbić i szybciej pobiec, co się czuje szczególnie na końcówce, przy największym zmęczeniu. Natomiast komfort, wygoda, to naprawdę sprawa indywidualna. Ja czuję, że trafiłam idealnie.

A jak wytrzymały jest ten wasz supersprzęt?

- Buty z karbonem na pewno mają krótszą żywotność niż wcześniejsze kolekcje, bez karbonu. Ta pianka, wkładka, się ugniata i gdy to się stanie, słabiej sprężynuje. Dlatego takie kolce warto często zmieniać. Ja robię tak, że zawsze mam dwie pary - w jednych trenuję, a w drugich tylko startuję.

Takie dwie pary wystarczają ci na sezon?

- Tak, na każdy kolejny sezon dostaję nowe dwie pary.

Co robisz ze zużytymi butami?

- Zazwyczaj je po prostu wyrzucam. To przecież zniszczone buty, których już w żaden sposób się nie da naprawić.

Ale dla niektórych to mogłaby być cenna pamiątka! Kolców z Budapesztu chyba nie wyrzuciłaś?

- Nie wyrzuciłam, bo nie są podziurawione i czasami takie kolce w lepszym stanie oddaję - że tak powiem - młodszemu pokoleniu.

Wydaje mi się, że sprzęt, w którym wybiegałaś medale wielkich imprez warto byłoby nie oddawać czy wyrzucać, tylko wystawiać na licytacje w jakimś szczytnym celu.

- Jeżeli ktoś wpadnie na fajny pomysł, to proszę bardzo. Chyba raz coś takiego już było - wydaje mi się, że po igrzyskach w Tokio podpisaliśmy buty, w których jako sztafeta zdobyliśmy złoto i przekazaliśmy to na jakąś aukcję. Dokładnie już nie pamiętam, jak to było. W każdym razie ja sama swoich rzeczy nie wystawiam.

Widzę, jak dużym zainteresowaniem cieszą się stroje i buty przekazywane na charytatywne aukcje przez Igę Świątek i myślę, że nawet jeśli Iga jest największą gwiazdą naszego sportu, to i na wylicytowanie jakiejś rzeczy od ciebie byłoby dużo chętnych.

- Rzeczywiście, możliwe.

Kończąc temat butów - jeśli New Balance w końcu zrobi ten model specjalnie dla ciebie, to jeszcze tylko na ten sezon z nazwiskiem Kaczmarek?

- Tak, zdecydowałam, że przejmę nazwisko męża i od września przyszłego roku będą panią Bukowiecką.

Widziałem, że kiedy ogłosiłaś to w "Fakcie", to na WP Sportowe Fakty ekspert od marketingu analizował czy nie stracisz na tym, że po latach sukcesów wywalczonych jako Natalia Kaczmarek od września przyszłego roku będziesz startowała pod innym nazwiskiem.

- Serio? Nie widziałam tego. Ale w sumie nie za bardzo mnie interesuje czy na tym stracę marketingowo. Aczkolwiek uważam, że jeśli to w ogóle będzie miało jakieś znaczenie, to tylko przez krótki czas. Co innego, gdybym nazwisko zmieniła po karierze, ale przecież ja je zmienię wkrótce i uważam, że to będzie kwestia roku-dwóch i ludzie się po prostu przestawią i zaczną dobrze kojarzyć nowe nazwisko. Zresztą, ono przecież nie jest anonimowe, Konrad też ma osiągnięcia.

Z tego co mówisz, wnioskuję że jesteś spokojna, że będziesz miała jeszcze wiele sukcesów.

- Ha, ha, no mam nadzieję! Po to trenuję, po to się staram i chociaż wiadomo, że życie sportowca jest nieprzewidywalne, to tak, planuję jeszcze sporo sukcesów.

Zabawnie o tym powiedziałaś w Budapeszcie - "mam 25 lat, czyli jeszcze nie jestem jakaś superstara".

- No tak, zgadza się!

Co będziesz chciała osiągnąć w 2024 roku? Też przede wszystkim medal indywidualny na głównej imprezie, jak w roku 2023?

- Na pewno będzie o to trudno, bo na igrzyska absolutnie wszyscy szykują to, co najlepsze. W tym roku po ciąży wróciła Shaunae Miller-Uibo, w Budapeszcie pobiegła 52,5 sekundy i pokazała, że jednak też jest tylko człowiekiem i pewnych rzeczy nie przeskoczy, natomiast spodziewam się, że w przyszłym roku już będzie gotowa na naprawdę bardzo szybkie bieganie. Tak samo dużo spodziewam się po Sydney McLaughlin-Levrone, która w tym roku za bardzo nie pobiegała. Dziś nie da się przewidzieć, kto jak będzie biegał, ale trzeba zakładać, że rywalki będą bardzo mocne i trzeba patrzeć na siebie. Ja na pewno zrobię wszystko, żebym była w jak najlepszej formie i żebym powalczyła nawet jeśli będzie ciężej niż w Budapeszcie.

Na pewno masz rację co do tego, że rywalki przyspieszą i że ich przybędzie, ale jestem spokojny, pamiętając, jak twój trener niecałe trzy miesiące temu mówił nam, że jesteś jeszcze daleko od swoich limitów i dał do zrozumienia, że docelowo możesz biegać 400 m w czasie poniżej 49 sekund, podczas gdy dziś życiówkę masz na poziomie 49,48 s.

- Nie wiem co trener myśli, ale ja się na razie nad takimi rzeczami nie zastanawiam. Wiadomo, że chcę się cały czas poprawiać i na pewno zrobię wszystko, żeby się przygotować na sto procent i żeby znów przesunąć swoje granice. Chcę być tylko coraz szybsza - to na pewno. Ale trudno dziś prorokować, co to mi da w sierpniu przyszłego roku w Paryżu.

A które miejsce prorokujesz sobie w plebiscycie na najlepszego sportowca Polski za rok 2023? "Przegląd Sportowy" kilka dni temu ogłosił twoje nazwisko wśród 20 nominowanych i zastanawiam się czy top 10 by cię ucieszyło, czy chciałabyś czegoś więcej.

- "Dziesiątka" na pewno by mnie zadowoliła! Wśród nominowanych jest dużo mocnych, głośnych nazwisk. I wielu innych sportowców ma taką przewagę, że my, lekkoatleci, już jakiś czas temu skończyliśmy sezon i o nas jest teraz ciszej, a niektórzy wciąż startują. Ale mimo wszystko mam nadzieję, że w "dziesiątce" się znajdę.

A planujesz znaleźć się na okładce jeszcze jakiegoś magazynu czy wiosenna sesja w "Vogue" to była jednorazowa zabawa w modelkę?

- Na razie nie mam żadnej propozycji, ale jeśli jakaś by była i zgrywałaby się z moim terminarzem startowym, to jasne, że chętnie bym skorzystała. To jest bardzo fajny przerywnik w mojej pracy i to dla mnie bardzo fajna zabawa.

 
Więcej o:
Copyright © Agora SA