Sensacyjny wynik Polaka. W czwartek na budowie, w niedzielę zadziwił

Łukasz Jachimiak
Mateusz Kaczor
https://www.instagram.com/matikaczor/

- W czwartek o 17:40 zszedłem z dachu. W niedzielę przebiegłem maraton, a w poniedziałek o 7:30 znów byłem na budowie - opowiada Sport.pl Mateusz Kaczor, nowy wicemistrz Polski w maratonie. 26-letni biegacz zdobył medal w debiucie na tym dystansie! Teraz jego celem jest zakwalifikowanie się na igrzyska olimpijskie Paryż 2024.

Mateusz Kaczor był rewelacją maratońskich mistrzostw Polski w Poznaniu. W niedzielę z czasem 2:12.38 zdobył srebrny medal. Przegrał ledwie o cztery sekundy z Adamem Nowickim, olimpijczykiem z Tokio (zajął tam 38. miejsce), który reprezentował Polskę również w tegorocznych MŚ w Budapeszcie (był 34.).

Zobacz wideo Piotr Lisek ucieknie z lekkoatletyki do freak fight czy nie? "To tam będę się angażował na sto procent"

W stolicy Węgier 33-letni Nowicki ustanowił swój rekord życiowy w maratonie (2:09:48) i właśnie tam w lutym 2024 swój drugi maraton w życiu zamierza pobiec 26-letni Kaczor. Celem jest zejście poniżej 2:10, co miałoby dać zawodnikowi kwalifikację na igrzyska w Paryżu.

Łukasz Jachimiak: W niedzielę pobiegłeś pierwszy w życiu maraton i od razu zdobyłeś wicemistrzostwo Polski z bardzo dobrym wynikiem 2:12.38. Zaskoczenie jest tym większe, że pracujesz na budowie, a na treningi masz czas tylko przed pracą i po pracy.

Mateusz Kaczor: Czy to jest zaskoczenie? No nie wiem - zapierniczam ciężko, więc zrobiłem wynik. Chociaż liczyłem na czas 2:14, a zrobiłem 2:12, więc jakieś tam zaskoczenie jest. Ale szczerze mówiąc, jest też niedosyt, bo liczyłem, że uda mi się wygrać te mistrzostwa Polski.

"Zapierniczam ciężko" to chyba najkrótsze, najprawdziwsze zdanie, jakie mógłbyś o sobie powiedzieć, przedstawiając się kibicom?

Ha, ha! Rzeczywiście. Chyba da się pogodzić pracę, i to ciężką, ze sportem. Udowadniam, że się da. Tylko trzeba mieć cholernie silną wolę. Cholernie!

Opowiadaj!

Nie jest łatwo, naprawdę. Codziennie pracuję fizycznie po 10-12 godzin.

Wiem, że w niedzielę przebiegłeś maraton i zdobyłeś medal, a już w poniedziałek rano byłeś na budowie i nie wierzę, że nie byłeś zmęczony i że nie przydałby ci się wolny chociaż jeden dzień. Ale powiedz, ile dni odpoczywałeś przed maratonem.

Bieg był w niedzielę, w sobotę byłem w podróży z Radomia do Poznania, a wolne zarządziłem tylko w piątek. W czwartek o godzinie 17:40 zszedłem z dachu. W niedzielę przebiegłem maraton, po nim wróciłem do siebie, a w poniedziałek o godzinie 7:30 już byłem na budowie. Nogi trochę po biegu bolały, ale ręce działały jak trzeba, można było pracować!

Co konkretnie robisz na budowie?

W tym momencie kończę stawiać sobie dom. Jako że pracuję u siebie, mam ten plus, że kiedy już naprawdę potrzebuję wolnego dnia, to sobie robię wolne. Ale gdybym odpuszczał, to na pewno nie postawiłbym wszystkiego sam, od podstaw, od fundamentów, przez ściany nośne, aż po konstrukcję dachu. W tym momencie kładziemy z kumplem blachę na dachu. Do tego zarabiam na różnych fuszkach z doskoku. A wcześniej pracowałem na etacie w firmie produkującej kominki. Tam spędziłem półtora roku i tę pracę rzuciłem dla budowlanki. Bo w budowlance - czy robię u siebie, czy u ludzi - mogę sobie swobodniej wszystko układać, dzięki czemu mogę choćby robić trening przed pracą, bo jak zacznę o godzinie szóstej rano, to jeszcze zdążę swoje przebiec przed robotą.

O szóstej zaczynasz trening, do pracy idziesz o której i czy po niej trenujesz jeszcze raz?

Mój grafik wygląda tak: poniedziałek, wtorek i środa zaczynają się o szóstej rano od wybiegań, w ramach których robię po 10-12 kilometrów. W środowe popołudnia czy bardziej wieczory trenuję dłużej i porządniej na stadionie. W czwartki i piątki znów robię rano po 10-12 kilometrów. I takie same wybiegania mam w popołudnia w poniedziałki, wtorki, czwartki i piątki. Soboty mam luźniejsze, bo krócej pracuję, więc trochę dłużej śpię i o godzinie dziewiątej robię sobie sesje treningowe na stadionie.

Treningu uzupełniającego nie robisz, bo na rower czy basen nie masz już czasu, a siłowni nie potrzebujesz, skoro masz budowę?

Tak, trening uzupełniający mam w pracy. Za małolata robiło się różne duperele, a teraz nie ma to czasu.

Tu musi się pojawić pytanie "co by było, gdyby?". Gdybyś skupiał się tylko na treningu, gdybyś miał więcej czasu, gdybyś lepiej odpoczywał, to może w Poznaniu uzyskałbyś czas nie 2:12, tylko na przykład 2:08 i już byś myślał o starcie na igrzyskach olimpijskich w Paryżu?

Wiesz co, ja takim "gdybaniem" się nie zajmuję, bo przez pięć lat byłem w kadrze i skupiałem się tylko na bieganiu, a efektów nie było. W końcu przyszedł moment, w którym już nie mogłem sobie pozwolić tylko na bieganie, bo nie było mnie na to stać. Szczerze mówiąc, to ja w ogóle nie myślałem, że wrócę do sportu. W 2019 roku skończyłem. Stałem w miejscu, do tego złapałem kontuzję i aż do poprzedniego sezonu praktycznie sportem się nie zajmowałem. W ubiegłym roku się zawziąłem, zacząłem bardzo wcześnie wstawać, trenować, po pracy dokładałem drugi trening i dziś, po półtora roku trzymania się takiego planu, są efekty.

Czyli w 2019 roku tobie się wydawało, że skończyłeś ze sportem? W wieku 22 lat?

Tak, powiedziałem do trenera Leszka Trzosa wprost: "Trenerze, mam już dosyć i fizycznie, i psychicznie, bo pięć lat stoję w miejscu i nic z tego nie mam, a mam już swoje lata i uważam, że przyszedł czas, żeby wreszcie zarabiać trochę pieniędzy, bo inaczej będzie mi w życiu ciężko".

Do treningów wróciłeś w 2022 roku?

Przez sześć miesięcy nie robiłem kompletnie żadnych treningów, wtedy pracowałem przy tych kominkach. Później zajmowałem się kominkami, ale czasem potruchtałem, co któryś dzień zrobiłem jakąś dyszkę i w 2021 roku uznałem, że wystartuję w mistrzostwach Polski w lekkoatletyce. Wtedy w Poznaniu jakimś cudem zrobiłem brąz w biegu na 3000 m z przeszkodami. Myśl o tym, że nawet przy treningu z doskoku stać mnie na medal mistrzostw Polski, nie dawała spokoju. W końcu w 2022 roku stwierdziłem, że spróbuję jeszcze raz, tylko teraz już nie tak, że wszystko stawiam na sport, bo na to już mnie nie stać. Sport jest u mnie na drugim planie, bo nie przynosi mi dochodu. Mam tylko partnera technicznego. Od połowy bieżącego roku pomaga mi adidas - daje sprzęt i za to jestem bardzo wdzięczny, bo oni jako jedyni mi podali rękę.

Znasz się z Maherem Ben Hlimą, który prowadzi firmę transportową i opowiada, że przez godzenie pracy z treningiem śpi tylko po trzy-cztery godziny na dobę, a w tym roku został mistrzem Polski w chodzie?

Wiem, o kim mówisz, ale nie wiedziałem, że ma działalność! Szacunek dla niego, wiem, jak to jest trudne. U mnie jest tak, że pracuję najmniej sześć godzin dziennie, ale w wakacje to często było więcej niż 12 godzin. Mam taką teorię, że dzięki ciężkiej pracy mój organizm się zahartował. W 2019 roku miałem duży problem ze ścięgnem Achillesa. Biegałem, skupiałem się tylko na sporcie i nie mogłem sobie poradzić z kontuzją. Dziś zdrowotnie czuję się dużo lepiej, czuję, że jestem mocniejszy i sprawniejszy. Widzę, że inny jest mój poziom rozciągnięcia, elastyczności mięśni. Kiedyś nie było szans, że z prostymi nogami zrobię taki skłon do ziemi, żeby jej dotknąć palcami dłoni, a teraz to dla mnie żaden problem.

Ben Hlima marzy o reprezentowaniu Polski na igrzyskach w Paryżu. A ty masz takie marzenie, taki cel?

Długo nie myślałem, że to realne, ale teraz czuję, że tak i planuję walkę o olimpijską kwalifikację. Plan jest taki, że w lutym pobiegnę w maratonie w Sewilli. Mam nadzieję na złamanie czasu 2:10. Czuję, że to jest w moim zasięgu. A podobno to by wystarczyło.

Może przed tym maratonem odpuść pracę kilka dni wcześniej niż przed poznańskim?

Ha, ha, na pewno tak zrobię! Liczę, że tam będzie lepsza pogoda niż była w Poznaniu, gdzie mocno wiało. I słyszałem, że trasa w Poznaniu nie sprzyja dobrym wynikom, że jest trudna. Nie mam porównania, ale jeśli w Sewilli mają być lepsze warunki, to spróbuję tę szansę wykorzystać.

Dawid Tomala też pracował na budowie, ale gdy zarobił na swoje przygotowania do igrzysk, to skupił się już tylko na nich i wyszło tak świetnie, że w Tokio zdobył złoto. Oczywiście wiem, że takie rzeczy dla ciebie są nieosiągalne, ale może teraz warto jednak całkiem odpuścić budowę i spróbować tak potrenować do lutego, żeby awansować na igrzyska?

O kurde, nie wiedziałem tego o Dawidzie! Ale znam go tylko z telewizora. Ludzie mi mówią tak jak ty - żebym teraz postawił wszystko na trening. Ale ja się tego boję. Przez wiele lat stałem w miejscu, stawiając tylko na bieganie, a teraz w trybie praca plus trening jest dobrze i nie chcę tego zepsuć. Oczywiście masz rację, że nierealne jest, żebym zrobił coś takiego jak Dawid Tomala. Bieganie w Polsce, w ogóle w Europie, a bieganie w Afryce to jest przepaść nie do przeskoczenia, żeby nie wiem co. Mnie chodzi o udział w igrzyskach, o spełnienie marzenia, bo przecież każdy młody sportowiec ma takie marzenie w głowie, a mało który je spełnia. Chciałbym, żeby mi się spełniło. Bardzo! Szczerze mówiąc, to kilka lat temu nawet o igrzyskach nie marzyłem. Gdy skupiałem się tylko na bieganiu, to do igrzysk była u mnie taka przepaść, że się nie łudziłem. 3000 m przez przeszkody biegałem w czasie 8:54, a to jest ho, ho i jeszcze trochę od wyników kwalifikujących na igrzyska. Albo weźmy 10 000 metrów - w tamtych latach nie mogłem złamać 30 minut, a teraz na półmaratonie w Krakowie pierwszą dychę zrobiłem w 29:11, co jest moim rekordem życiowym. Zrobiłem cholernie duży przeskok.

Jak go zrobiłeś? Po wznowieniu kariery trenujesz inaczej, bo łączysz to z pracą, ale też zupełnie inaczej, jeśli chodzi o samą metodykę treningu? Masz innego trenera?

Wiesz, o co chodzi? O luz. Z trenerem Trzosem żyję od dwóch sezonów w takiej przyjaźni, że on nie jest na sztywno moim trenerem, tylko mi pomaga, ja się z nim konsultuję, natomiast ja sam sobie układam trening, sam sobie dopasowuję to, co robię do tego, jak się czuję, jaki miałem dzień na budowie, jakie mam samopoczucie itd. Ten sezon i poprzedni biegam właśnie na takich zasadach i to mi się sprawdza.

A masz jakiś plan B, gdyby w Sewilli - odpukać - nie udało ci się zdobyć olimpijskiej kwalifikacji?

Nie mam. Walka o igrzyska to jest dla mnie tak świeży temat, że na razie nic więcej nie wymyśliłem. Na razie dalej stawiam dom. Mam narzeczoną, od taty dostałem działkę, więc korzystam z takiej ogromnej pomocy i szansy. Na bieganiu w życiu bym nie zarobił na kupno działki. Trochę tylko odłożyłem na materiały budowlane. A że znam się na budowlance i ją lubię, to tanim kosztem jakoś to ogarniam. Biegowe marzenia próbuję spełnić przy okazji, a nie robię z nich najważniejszej sprawy w moim życiu.

Nagroda za srebro mistrzostw Polski za bardzo twoich finansów pewnie nie zmieniła?

Niestety to kropla w morzu potrzeb, bo to siedem tysięcy złotych, od których trzeba jeszcze zapłacić podatek. Ale naprawdę nie pieniądze w sporcie są dla mnie najważniejsze.

Artykuły Powiązane

Wczytywanie kolejnego artykułu...