Polski supertalent wraca na drogę wielkiej kariery. Pomógł profesor od Realu i Barcelony

Łukasz Jachimiak
Krzysztof Różnicki (z prawej) i jego trener Krysztof Król
fot. archiwum prywatne

Na Pomagam.pl zebrali 72 z potrzebnych 110 tysięcy złotych, ale Krzysztof Różnicki i tak pojechał do Londynu i przeszedł operację ścięgna Achillesa. Nieważne, że wracał 22 godziny busem z nogą w górze. Ważne, że wreszcie ma wrócić na drogę do wielkiej kariery. - Na rehabilitację już nie będziemy zbierać, oczekujemy jej od PZLA - mówi trener mistrza Europy juniorów w biegu na 800 m. - Działacze nam to obiecali, widziałem też, że Tomasz Majewski zrobił to na Sport.pl - dodaje Krzysztof Król.

- Jeśli na Pomagam.pl nie uda się zebrać całej kwoty, to osobiście wezmę kredyt - mówił w rozmowie ze Sport.pl trener Krzysztofa Różnickiego dwa tygodnie temu.

Zobacz wideo Piotr Lisek ucieknie z lekkoatletyki do freak fight czy nie? "To tam będę się angażował na sto procent"

Różnicki to nasz biegowy supertalent. W 2021 roku jako 18-latek został mistrzem Europy juniorów. Już wtedy biegał tak dobrze, że mógł polecieć na igrzyska olimpijskie do Tokio. Ale od tamtego czasu zamiast się rozwijać, próbuje wreszcie wyleczyć ścięgno Achillesa.

- Zorganizowaliśmy zrzutkę, bo okazało się, że po prostu musimy. Krzysiek miał już dwie operacje. Pierwszą w październiku 2021 roku i drugą w czerwcu 2022 roku. Niestety, zabiegi zrobione w Polsce nie pomogły, dlatego teraz zdecydowaliśmy się szukać pomocy gdzie indziej. Oczywiście rozmawialiśmy o tym z Polskim Związkiem Lekkiej Atletyki. I dowiedzieliśmy się, że federacja nie może sfinansować tej operacji - tak mówił nam Krzysztof Król, tłumacząc, dlaczego Różnicki zbiera pieniądze na operację na Pomagam.pl.

Pieniądze dali kibice, kolega i starosta. Teraz pora na PZLA

Ludzie wpłacili trochę ponad 72 tysiące, a sama operacja u renomowanego profesora w Londynie kosztowała 20 tysięcy funtów. Z kosztami przejazdu i pobytu dla opiekuna lekkoatlety wszystko zamknęło się w kwocie prawie 110 tysięcy złotych.

- Kredytu w końcu nie wziąłem. Nie musiałem. Na Pomagam.pl zebraliśmy 72 tysiące, a resztę zebrałem od kolegi, który ma dużą firmę i wielką wiarę w Krzyśka, i od pewnego pana starosty, który interesuje się sportem i chciał pomóc - mówi nam trener Różnickiego. - Krzysiek w tym tygodniu zamknie zrzutkę. Na szczęście wystarczyło na zabieg, na nasz pobyt i paliwo. Za wszystko wyszło prawie 110 tysięcy złotych. A o środki na rehabilitację już kibiców nie będziemy prosić, oczekujemy jej od Polskiego Związku Lekkiej Atletyki. Zwłaszcza że działacze nam to obiecali i widziałem, że nawet w mediach o tym mówili, choćby Tomasz Majewski na Sport.pl - dodaje trener Król.

Wiceprezes PZLA Tomasz Majewski rzeczywiście złożył taką deklarację. Zapytany przez Sport.pl, dlaczego federacja nie sfinansuje całego leczenia sportowca, który już pokazał wielkie możliwości, a w przyszłości może wywalczyć dla Polski wiele medali największych imprez, Majewski odpowiedział: - Musimy dzielić pieniądze na wszystkich naszych zawodników, niestety nie mamy nieograniczonego budżetu. Płaciliśmy za poprzednie leczenie Krzyśka Różnickiego i przykro nam, że potrzebna jest kolejna operacja. Część jej kosztów pokryje ubezpieczenie, które PZLA Krzyśkowi opłaca [to będzie 20 tysięcy złotych]. Pomożemy mu też w rehabilitacji. Ufundujemy na nią zawodnikowi jakiś rodzaj stypendium. Szczegółów jeszcze nie mogę podać, bo to musi najpierw przejść przez zarząd.

Przed operacją wybory w Brukseli. Nawet turbina nie zepsuła humorów

Rehabilitację Różnicki ma zacząć już wkrótce, bo operacja skończyła się pełnym sukcesem. Oddajmy głos trenerowi.

- W sobotę 14 października Krzysiek, ja i Krzysztof Żygenda, czyli mój inny zawodnik, który liczy się w Polsce w biegu na 10 000 m, pojechaliśmy do Londynu. Krzysiek Żygenda był naszym tłumaczem i odpowiadał za logistykę wyprawy. Przenocowaliśmy na granicy niemiecko-holenderskiej, w niedzielę zagłosowaliśmy w wyborach, w Brukseli, i dotarliśmy do Londynu. Jechaliśmy busem. Specjalnie go wynajęliśmy, żeby w drodze powrotnej Krzysiek mógł leżeć z nogą w górze - opowiada Król.

- W poniedziałek o godzinie 8:30 odstawiliśmy Krzyśka na operację, a następnego dnia o 8:30 go odebraliśmy. Wracaliśmy 22 godziny! Turbina w aucie nam się rozwaliła, ostatnie 600 km jechaliśmy poniżej 100 km/h, tiry nas wyprzedzały. Ale wracaliśmy już naprawdę szczęśliwi, bo lekarz powiedział Krzysiowi po zabiegu, że wszystko jest w porządku, że zrobił dokładnie to, co zaplanował, że widział duże zrosty i zwapnienia i wszystko wyczyścił - dodaje trener.

Różnickiego operował profesor od Realu i Barcelony

Szkoleniowiec Różnickiego podkreśla, że operacja była droga, ale po dwóch latach nieskutecznego leczenia w Polsce utalentowany zawodnik po prostu zasługiwał na to, żeby zajął się nim światowej klasy fachowiec i żeby dał pewność, że koszmar wreszcie się skończy.

- Ten lekarz ze świetnymi efektami operował piłkarzy Realu, Barcelony, Paris Saint Germain i kilka gwiazd rugby. To profesor, który ma mnóstwo publikacji i wąską specjalizację: stopę oraz ścięgno Achillesa. Równo dwa miesiące po operacji, 16 grudnia, polecimy do Londynu na wizytę kontrolną. Mamy nadzieję, że wtedy dostaniemy informację, że wszystko jest w porządku, i pomalutku będziemy mogli wchodzić w trening - mówi nam Król.

Nie będą gonić Paryża. "Przed nami jeszcze wiele lat na sukcesy"

Trener przekonuje, że ani on, ani jego zawodnik nie zamierzają niczego przyspieszać. - Krzysiek kupił sobie elektrostymulator i dwa-trzy razy dziennie pobudza uda, żeby mięśnie pracowały. Dwa tygodnie po operacji zdejmą mu gips, u nas, na miejscu. Wtedy będzie mógł zacząć robić więcej ćwiczeń, w ortezie. Nie chcemy tracić czasu, ale też absolutnie nie chcemy czegoś zepsuć przez pośpiech - mówi.

- Ustaliliśmy, że nie będziemy próbowali gonić Paryża. Igrzyska odbędą się w sierpniu, realnie Krzysiek zacznie biegać w marcu, mielibyśmy więc za mało czasu, żeby bez ryzyka zbudować wysoką formę od zera. A my nigdy nie ryzykowaliśmy, Krzysiek nigdy nie trenował na siłowni z więcej niż 35 kg ciężaru na plecach. Spokojnie zbudujemy formę na rok 2025. Przed nami jeszcze wiele lat na sukcesy, bo jestem pewny, że Różnicki będzie przyszłością polskiej lekkoatletyki. Oby tylko to był ostateczny koniec jego zdrowotnych kłopotów - podsumowuje trener Krzysztof Król.

Artykuły Powiązane

Wczytywanie kolejnego artykułu...