"Będziecie wieszać na mnie psy". Piotr Lisek zapowiada wielkie zmiany. "Będą głosy, że mi odbiło"

Łukasz Jachimiak
Piotr Lisek zajął dziewiąte miejsce w skoku o tyczce na MŚ w Budapeszcie. Nasz utytułowany lekkoatleta nie liczył się w walce o medale. 31-latek zapowiada, że teraz dużo zmieni w swoim treningu, a skakać chce aż do igrzysk olimpijskich Los Angeles 2028. - Na pewno będzie wiele głosów, że mi odbiło. Ale to jest dobry moment, żeby coś zmienić, żeby się odmłodzić - mówi.
Fot. Ashley Landis / AP

Piotr Lisek był srebrnym medalistą MŚ 2017 oraz brązowym na MŚ 2015 i 2019. Na mistrzostwach w Budapeszcie do walki o podium się nie włączył. Najlepsi skakali dla niego za wysoko - żeby mieć brązowy medal trzeba było pokonać poprzeczkę na wysokości 5.95 m. A Lisek uzyskał 5.75 m.

Zobacz wideo Natalia Kaczmarek zdobyła srebro na mistrzostwa świata. "Tu nie biega się po rekordy życiowe. To jest bieg na miejsca"

- Konkurs na superwysokim poziomie, cieszę się, że brałem w nim udział. Przypomniał mi się mój Berlin - mówi Lisek. Na ME w Berlinie w 2018 roku Lisek skoczył 5.90 m i był czwarty. Teraz w Budapeszcie po zaliczeniu 5.75 bez powodzenia atakował 5.90 - przeniósł na nie dwie próby po pierwszej nieudanej na 5.85. Zrobił to, widząc, że 5.85 to już za mało, żeby włączyć się do walki o medal.

- Starałem się, walczyłem do ostatniej kropli potu, tego potu wylałem dużo. Przekładałem dwie próby na większą wysokość, ale tak i tak powiesicie na mnie psy. Może wy nie, ale kibice tak. Bo nie skoczyłem sześciu metrów. Nawet gdybym to skoczył, to i tak byłbym na dalszym miejscu, nie na podium i i tak byłoby gadanie, że na co i po co - śmieje się Lisek.

Skok o tyczce + skoki ze spadochronem = forma aż do Los Angeles 2028?

- Nie jestem mocno zawiedziony. Myślę, że trzeba wprowadzić trochę starego Liska na treningi, muszę tę moją "30" odmłodzić. Kiedyś byłem bardziej crazy i wrócę do tego - mówi nasz skoczek już całkiem poważnie.

Co to znaczy? Czy do treningu Lisek zamierza wprowadzić jakieś sporty ekstremalne, np. skakanie na spadochronie? - Myślę, że tak, ale jeszcze zobaczymy. Na pewno będzie wiele głosów, że mi odbiło. Ale to jest dobry moment, żeby coś zmienić, żeby się odmłodzić, żeby czerpać z treningu więcej funu. Pomieszam w nim sobie. Już nie mam nic do stracenia, karierę chcę skończyć po następnych igrzyskach, będę chciał walczyć do Los Angeles. Będę robił bardziej crazy rzeczy - mówi Lisek.

Nasz lekkoatleta podkreśla, że decyzję o tak długim startowaniu już omówił ze swoją małżonką, która jesienią urodzi drugie dziecko. - Żona zawsze mnie wspiera, nie musicie się martwić - uśmiecha się Lisek, który ma już córkę i nie zna płci dziecka, które przyjdzie na świat w październiku. - Nie chcieliśmy wiedzieć, poczekamy - mówi.

Lisek zaprasza do siebie

Po powrocie z Budapesztu Lisek ma w planach jeszcze trzy starty, a po nich zaprasza do siebie. - 16 września w Szczecinie robię mityng "Lisek i przyjaciele". Tam nie będę skakał, ale zapraszam skoczków. To będzie mityng w aurze megaprofesjonalnej, młodzi zawodnicy będą to mogli poczuć i fajnie porywalizować - kończy Lisek.

W finale skoku o tyczce na MŚ w Budapeszcie poza Liskiem mieliśmy jeszcze jednego Polaka. Robert Sobera skoczył 5.55 m i zajął 12. miejsce. Złoty medal zdobył Szwed Armand Duplantis (6.05 m), srebro wywalczył Ernest John Obiena z Filipin (6.00 m), a brązowe medale wyskakali Kurtis Marschall z Australii z Australii i Christopher Nilsen z USA, którzy osiągnęli po 5.95 m.

Łukasz Jachimiak
Więcej o: