Dawid Tomala w czwartek pojawił się na trasie chodu na 35 kilometrów podczas mistrzostw świata w Budapeszcie. Polak nie ukończył konkurencji, schodząc po połowie trasy, a w późniejszej rozmowie z Łukaszem Jachimiakiem ze Sport.pl odniósł się do niedawnego wywiadu Roberta Korzeniowskiego. Czterokrotny mistrz olimpijski w bardzo konkretnych słowach ocenił w nim kondycję dyscypliny w Polsce oraz samych sportowców.
- Dziś widzimy w kadrze zawodników w wieku 35+, którzy chodzą po to, żeby tylko zaznaczyć swoją obecność na mistrzowskich imprezach. Polska flaga dzięki nim na nich jest, ale sportowo nie ma to większego znaczenia. To jest dla mnie bardzo przykre - stwierdził między innymi Korzeniowski w rozmowie ze Sport.pl.
Tomala skwitował, że nie zamierza rozpaczać po odejściu trenera i postanowił "odbić piłeczkę". - Porozmawiajcie szczególnie z tymi, którzy jeździli z nim na obozy, to dowiecie się więcej, jeśli ci zawodnicy będą o tym chcieli opowiedzieć. Ja powiem w ten sposób: była dżentelmeńska umowa, że jest koniec współpracy i tego nie komentujemy, a Robert wyciągnął na nas jakieś brudy, które nie są prawdą. Niefajna sprawa, bardzo słabo. Nie wiem, jak taki mistrz może się zachować w ten sposób - podsumował.
Więcej treści sportowych znajdziesz też na Gazeta.pl
Na odpowiedź Korzeniowskiego nie trzeba było długo czekać. Czterokrotny mistrz olimpijski skomentował słowa Tomali w mediach społecznościowych. - Szkoda, że mistrz z Tokio nie umie odnaleźć się w świecie wyczynu, tym razem schodząc z trasy, a zamiast uderzyć się we własne piersi, bije we mnie za pomocą historii zasłyszanych od zawodników, którzy swą porażkę też chcą jakoś usprawiedliwić. A może to jeszcze wina Tuska? - skwitował.
Korzeniowski w ubiegłym roku poprowadził Katarzynę Zdziebło do dwóch medali mistrzostw świata w Eugene. W tym roku w Budapeszcie zawodniczka została dwukrotnie zdyskwalifikowana.