Kaczmarek wstrząśnięta, ale nie zmieszana. "Wiedziałam, że będzie medal"

DLOKA
Fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Wyborcza.pl

Wiecie co jest najlepsze po srebrnym medalu MŚ, który wybiegała Natalia Kaczmarek? Że ona jest przeszczęśliwa i ani trochę nie jest zaskoczona. - Mówiłam sobie: "Nie daj się podpuścić, jak zrobisz to, co trzeba, to na pewno będzie medal" - mówi biegaczka, która młodszym kibicom zaczyna dawać taką radość, jaką starszym dawała Irena Szewińska.

Była naszą cichą - choć z biegiem kolejnych dni coraz głośniejszą - kandydatką do medalu. I spisała się na medal. Do podium rywalizacji na 400 m na MŚ w Budapeszcie Natalia Kaczmarek dobiegła absolutnie niezagrożona, czwarta zawodniczka finału straciła do niej aż 0.56 s. Nasza wicemistrzyni przyznaje, że zdobywając ten tytuł, po prostu wykonała zadanie.

Zobacz wideo Natalia Kaczmarek ze złotem mistrzostw Polski. "Moja pewność siebie jest wysoka"

- Wicemistrzyni świata to cudownie brzmi. I dopiero muszę się do tego przyzwyczaić - uśmiecha się Natalia w rozmowie z grupką polskich dziennikarzy pracujących na tych mistrzostwach. Natomiast z myślą, że medal jest do zdobycia, Kaczmarek oswoiła się już dawno. I to było widać w pewnym stylu, w jakim ten medal wywalczyła.

- Wiedziałam, że nie mogę się podpalić, wiedziałam, że za mną biegną sprinterki, więc ostro ruszą i mówiłam sobie "Kurczę, nie daj się podpuścić". Wiedziałam, że jak wyjdę na ostatnią prostą za nimi, ale będę miała z nimi kontakt, to będzie dobrze. "Biegnij swoje, dzisiaj nie ma rywalek, dzisiaj jesteś tylko ty i jak zrobisz to co trzeba, na pewno będzie medal" - tak sobie myślałam - relacjonuje nam Natalia.

Rekordy będą bite. Kaczmarek obiecuje!

Czas 49.57 s, w jakim Kaczmarek przebiegła finał, to trzeci najlepszy rezultat w jej karierze. W lipcu w Memoriale Kamili Skolimowskiej w Chorzowie uzyskała czas 49.48. W półfinale w Budapeszcie miała 49.50. Finałowe 49.57 to potwierdzenie, że Natalia ustabilizowała się na świetnym poziomie. Na takim, z którego na pewno będzie atakowała 49.28 s, czyli rekord Polski Ireny Szewińskiej. Rekord, który ma już 47 lat!

- Na imprezach nie chodzi o rekordy. To był bieg o medale. A życiówki jeszcze na pewno będą bite - uśmiecha się Natalia. W finale swoją życiówkę i rekord Dominikany pobiła Marileidy Paulino. Aktualna wicemistrzyni olimpijska i wicemistrzyni świata sprzed roku wygrała finał z genialnym wynikiem 48.76 s.

- Paulino byla faworytką do złota, jeszcze nie jestem w stanie łamać 49 sekund, ale już raz w tym roku z nią wygrałam, na pewno się do niej zbliżam i wierzę, że kiedyś ją dogonię - komentuje Kaczmarek. I bardzo się cieszy, że już teraz wygrała z Sadą Williams. Brązową medalistkę poprzednich MŚ Polka wyprzedziła o 0.03 s.

- Ostatnie 20 metrów modliłam się, żeby mnie Sada nie wyprzedziła, bo już mnie odcinało. Ale wytrzymałam - mówi Natalia. I od razu wyjaśnia, że jedyną wątpliwością, jaką miała było to, czy zdobędzie srebro, czy brąz. A nie czy w ogóle będzie miała medal.

- Jak już ruszyłam na ostatnią prostą, to szczerze mówiąc, wiedziałam, że będzie medal, bo mam mocną końcówkę - mówi Kaczmarek. I wyjaśnia, że tak naprawdę o tym medalu wiedziała jeszcze wcześniej. - Z trenerem rozmawiałam o tym, że jestem kandydatką do medalu, ale trener mnie chronił, postanowiliśmy, że odetnę się od mówienia o tym i że będę o tym rozmawiała już po tym jak to się wydarzy - mówi.

Dopiero co zdobyła medal MŚ, a już mówi o igrzyskach. I o skrzydłach, które jej wyrosły

Ten medal Kaczmarek odbierze na oficjalnej ceremonii w czwartek. Zaraz po biegu dostała tylko srebro przechodnie, na chwilę, do zdjęć. Ale już poczuła jego słodki ciężar. - To jest coś niesamowitego. Gdy rok temu zdobyłam medal mistrzostw Europy, to mówiłam sobie: "Kurczę, fajnie, ale jeszcze mi indywidualnie trochę do zrobienia zostało". Teraz mam medal mistrzostw świata i to mi dodaje skrzydeł. Za rok są igrzyska i tam też będę poważnie myślała o medalu. Wiem, że nie będzie o to łatwo, ale wierzę, że dalej będę przesuwała swoje granice. Na razie idzie super, trener wie, co robi, mam świetną ekipę - podkreśla nasza już multimedalistka.

Dwa lata temu na igrzyskach w Tokio Kaczmarek wywalczyła olimpijskie złoto w sztafecie mieszanej 4x400 m i srebro w klasycznej, damskiej sztafecie. Czy pierwszy indywidualny medal wielkiej imprezy znaczy dla niej jeszcze więcej? - Indywidualne sukcesy trochę inaczej się przeżywa. Ale medale olimpijskie też były niesamowite. I na pewno bardziej niespodziewanie. Zwłaszcza złoto - odpowiada dyplomatycznie.

Oby takich dylematów Kaczmarek miała jak najwięcej. Ale na razie niech się pocieszy, niech poświętuje. Zwłaszcza, że ma z kim. - Mam tu ogromne wsparcie. Przyjechali rodzice, przyjechało rodzeństwo, jest Konrad [Bukowiecki - kulomiot reprezentacji Polski, a prywatnie narzeczony Natalii], jest trener. Będę miała z kim świętować ten sukces - przyznaje wicemistrzyni świata.

Artykuły Powiązane

Wczytywanie kolejnego artykułu...