Wiecie co jest najlepsze po srebrnym medalu MŚ, który wybiegała Natalia Kaczmarek? Że ona jest przeszczęśliwa i ani trochę nie jest zaskoczona. - Mówiłam sobie: "Nie daj się podpuścić, jak zrobisz to, co trzeba, to na pewno będzie medal" - mówi biegaczka, która młodszym kibicom zaczyna dawać taką radość, jaką starszym dawała Irena Szewińska.
Była naszą cichą - choć z biegiem kolejnych dni coraz głośniejszą - kandydatką do medalu. I spisała się na medal. Do podium rywalizacji na 400 m na MŚ w Budapeszcie Natalia Kaczmarek dobiegła absolutnie niezagrożona, czwarta zawodniczka finału straciła do niej aż 0.56 s. Nasza wicemistrzyni przyznaje, że zdobywając ten tytuł, po prostu wykonała zadanie.
- Wicemistrzyni świata to cudownie brzmi. I dopiero muszę się do tego przyzwyczaić - uśmiecha się Natalia w rozmowie z grupką polskich dziennikarzy pracujących na tych mistrzostwach. Natomiast z myślą, że medal jest do zdobycia, Kaczmarek oswoiła się już dawno. I to było widać w pewnym stylu, w jakim ten medal wywalczyła.
- Wiedziałam, że nie mogę się podpalić, wiedziałam, że za mną biegną sprinterki, więc ostro ruszą i mówiłam sobie "Kurczę, nie daj się podpuścić". Wiedziałam, że jak wyjdę na ostatnią prostą za nimi, ale będę miała z nimi kontakt, to będzie dobrze. "Biegnij swoje, dzisiaj nie ma rywalek, dzisiaj jesteś tylko ty i jak zrobisz to co trzeba, na pewno będzie medal" - tak sobie myślałam - relacjonuje nam Natalia.
Rekordy będą bite. Kaczmarek obiecuje!
Czas 49.57 s, w jakim Kaczmarek przebiegła finał, to trzeci najlepszy rezultat w jej karierze. W lipcu w Memoriale Kamili Skolimowskiej w Chorzowie uzyskała czas 49.48. W półfinale w Budapeszcie miała 49.50. Finałowe 49.57 to potwierdzenie, że Natalia ustabilizowała się na świetnym poziomie. Na takim, z którego na pewno będzie atakowała 49.28 s, czyli rekord Polski Ireny Szewińskiej. Rekord, który ma już 47 lat!
- Na imprezach nie chodzi o rekordy. To był bieg o medale. A życiówki jeszcze na pewno będą bite - uśmiecha się Natalia. W finale swoją życiówkę i rekord Dominikany pobiła Marileidy Paulino. Aktualna wicemistrzyni olimpijska i wicemistrzyni świata sprzed roku wygrała finał z genialnym wynikiem 48.76 s.
- Paulino byla faworytką do złota, jeszcze nie jestem w stanie łamać 49 sekund, ale już raz w tym roku z nią wygrałam, na pewno się do niej zbliżam i wierzę, że kiedyś ją dogonię - komentuje Kaczmarek. I bardzo się cieszy, że już teraz wygrała z Sadą Williams. Brązową medalistkę poprzednich MŚ Polka wyprzedziła o 0.03 s.
- Ostatnie 20 metrów modliłam się, żeby mnie Sada nie wyprzedziła, bo już mnie odcinało. Ale wytrzymałam - mówi Natalia. I od razu wyjaśnia, że jedyną wątpliwością, jaką miała było to, czy zdobędzie srebro, czy brąz. A nie czy w ogóle będzie miała medal.
- Jak już ruszyłam na ostatnią prostą, to szczerze mówiąc, wiedziałam, że będzie medal, bo mam mocną końcówkę - mówi Kaczmarek. I wyjaśnia, że tak naprawdę o tym medalu wiedziała jeszcze wcześniej. - Z trenerem rozmawiałam o tym, że jestem kandydatką do medalu, ale trener mnie chronił, postanowiliśmy, że odetnę się od mówienia o tym i że będę o tym rozmawiała już po tym jak to się wydarzy - mówi.
Dopiero co zdobyła medal MŚ, a już mówi o igrzyskach. I o skrzydłach, które jej wyrosły
Ten medal Kaczmarek odbierze na oficjalnej ceremonii w czwartek. Zaraz po biegu dostała tylko srebro przechodnie, na chwilę, do zdjęć. Ale już poczuła jego słodki ciężar. - To jest coś niesamowitego. Gdy rok temu zdobyłam medal mistrzostw Europy, to mówiłam sobie: "Kurczę, fajnie, ale jeszcze mi indywidualnie trochę do zrobienia zostało". Teraz mam medal mistrzostw świata i to mi dodaje skrzydeł. Za rok są igrzyska i tam też będę poważnie myślała o medalu. Wiem, że nie będzie o to łatwo, ale wierzę, że dalej będę przesuwała swoje granice. Na razie idzie super, trener wie, co robi, mam świetną ekipę - podkreśla nasza już multimedalistka.
Dwa lata temu na igrzyskach w Tokio Kaczmarek wywalczyła olimpijskie złoto w sztafecie mieszanej 4x400 m i srebro w klasycznej, damskiej sztafecie. Czy pierwszy indywidualny medal wielkiej imprezy znaczy dla niej jeszcze więcej? - Indywidualne sukcesy trochę inaczej się przeżywa. Ale medale olimpijskie też były niesamowite. I na pewno bardziej niespodziewanie. Zwłaszcza złoto - odpowiada dyplomatycznie.
Oby takich dylematów Kaczmarek miała jak najwięcej. Ale na razie niech się pocieszy, niech poświętuje. Zwłaszcza, że ma z kim. - Mam tu ogromne wsparcie. Przyjechali rodzice, przyjechało rodzeństwo, jest Konrad [Bukowiecki - kulomiot reprezentacji Polski, a prywatnie narzeczony Natalii], jest trener. Będę miała z kim świętować ten sukces - przyznaje wicemistrzyni świata.

