Ewa Swoboda w euforii po wielkim biegu. "Pokonałam tę, którą chciałam pokonać"

- Jest to jeden z najpiękniejszych dni w moim życiu, a zarazem jeden z najgorszych - powiedziała po finałowym biegu MŚ na 100 m Ewa Swoboda. Polka przeżyła prawdziwy rollercoaster. Już wydawało się, że odpadnie w półfinale różnicą 0,001 s, ale wyniki skorygowano i ostatecznie została szóstą sprinterką świata.

Ewa Swoboda finalistką mistrzostw świata w biegu na 100 m w Budapeszcie. Z wynikiem 10,97 została najlepszą Europejką i szóstą zawodniczką świata. Sukcesu nie byłoby, gdyby nie protest polskiej delegacji. Po półfinałach Polka miała dziewiąty wynik. Przegrała awans o 0,001 s, ale ostatecznie sędziowie jeszcze raz przeanalizowali fotofinisz i dopuścili ją do finału jako dziewiątą zawodniczkę. Opłaciło się, bo Swoboda pokonała w nim aż trzy rywalki.

Zobacz wideo Ewa Swoboda zaskoczona po swoim biegu eliminacyjnym. "Nie spodziewałam się tego"

Ewa Swoboda przeżyła huśtawkę nastrojów. Ale jest szósta. "Nie dałam za wygraną"

O swoich niesamowitych przeżyciach opowiedziała przed kamerą TVP Sport. Jak sprinterka zareagowała na wieść o zmianie decyzji sędziów? - Zeszłam tam na dół, widziałeś, w jakim stanie się rozstawaliśmy, nie było za dobrze. Ale panie powiedziały mi, że biegam, biegam w finale. Mówię: "no dobra" i dalej poszłam pełna łez, szybko załatwili mi meleksa i dalej pojechałam. Trenerka pozwoliła poprawić make-up, bo nie wyglądałam za dobrze, jak pamiętacie. Niesamowite przeżycie, ale jest to jeden z najpiękniejszych dni w moim życiu, a zarazem jeden z najgorszych. Połowa serduszka była złamana, ponieważ nie weszłam do tego finału, a połową serduszka jestem szósta - zdradziła.

Okazuje się, że nasza zawodniczka spisała się powyżej własnych oczekiwań. Szczególną satysfakcję sprawiło jej pokonanie Diny Asher-Smith, z którą przegrała półfinał o 0,001 s. - Cieszę się bardzo. Miałam cel przybiec ósma, żeby było, że jest ósemka. Ale nie dałam za wygraną, powiedziałam sobie, że teraz jest ten czas i pokonałam, tego, kogo chciałam pokonać, tego, kto wygrał o jedną tysięczną ze mną, no i dobrze się bawiłam - dodała.

A w jaki sposób Swoboda zdołała zmobilizować się do finałowego startu? - Powiedziałam sobie, że to moja życiowa szansa, że kolejny raz nie muszę już dostać takiej szansy. Jakoś się zebrałam, ale w drodze tymi meleksami myślałam, że dalej będę płakać, że nie poradzę sobie, ale weszłam na ten stadion i mówię: "albo teraz, albo nigdy" - podsumowała.

Więcej treści sportowych znajdziesz też na Gazeta.pl.

W finale zwyciężyła Amerykanka Sha'Carri Richardson z wynikiem 10,65, przed Shericką Jackson z Jamajki (10,72) i jej rodaczką Shally-Ann Fraser-Pryce (10,77).

Więcej o:
Copyright © Agora SA