Swoboda szybka jak nigdy, ale show skradła Cimanouska. Najpopularniejsza Polka na MŚ!

- Jestem bardzo szczęśliwa. Wiem, po co tu przyjechałam - mówi Ewa Swoboda, która weszła do półfinału biegu na 100 m na MŚ w Budapeszcie z drugim wynikiem. Czas 10.98 s to też jej drugi najlepszy rezultat w karierze. Ale większe zainteresowanie wzbudziła jej koleżanka z reprezentacji, Kryscina Cimanouska. Sprinterka, która dwa lata temu uciekła do nas z Białorusi, udzielała wywiadów dziennikarzom z całego świata.

Ewa Swoboda osiągała już sukcesy w Europie, a teraz ma apetyt na znaczący wynik na świecie. I jest w formie. W tym roku po raz pierwszy złamała barierę 11 sekund. A w eliminacyjnym biegu na MŚ w Budapeszcie bardzo się zbliżyła do swojej życiówki - tu pobiegła w czasie 10.98 s, tylko o 0,04 s gorszym niż jej najlepszy wynik w karierze.

Zobacz wideo Ewa Swoboda pobiegła najszybciej w karierze i złamała granicę 11 sekund! "Jestem gotowa na więcej"

- O! - dziwi się Ewa, gdy słyszy od polskich dziennikarzy, że ten naprawdę bardzo dobry wynik (w eliminacjach szybsza była tylko Amerykanka Sha-Carri Richardson, która uzyskała czas 10,92 s) uzyskała mimo niesprzyjającego wiatru. - Naprawdę? - pyta Swoboda. - Naprawdę, w jej serii wiało w twarz z prędkością 0,4 m/s, a była taka seria, w której zawodniczkom pomagał wiatr nawet 0,9 m/s. To są oczywiście didaskalia. Ale gdy się urywa setne części sekundy ze swoich rekordów, to one stają się istotne.

Swoboda czeka na wielkie chwile, a Cimanouska już je przeżywa

Dla Ewy to, co istotne, odbędzie się w poniedziałek. Wtedy o godzinie 20.35 zobaczymy półfinały. A o 21.50 - finał. Oby z jej udziałem.

Natomiast bardzo istotne rzeczy już teraz dzieją się dla Krysciny Cimanouskiej. 27-latka, która jeszcze na igrzyskach w Tokio w 2021 roku reprezentowała Białoruś, w Budapeszcie biega dla Polski. World Athletics zgodę na jej start dla nowej ojczyzny wydała dopiero dwa tygodnie temu. Przez to Cimanouska nie zdążyła przygotować szczytu formy i w eliminacjach odpadła - czas 11.32 s był za słaby (trzeba było pobiec chociaż 11.26 s). Ale to nie jest najważniejsze.

Zanim Kryscina przyszła do grupy polskich dziennikarzy, na kilkanaście minut zatrzymała ją duża, międzynarodowa grupa reporterów. - Pytali jak mi się mieszka w Polsce, czy mam tu jakichś kolegów i czy będę startowała na igrzyskach olimpijskich - mówi nam Cimanouska.

I cały czas się uśmiecha. - Nie jestem zadowolona z wyniku, chciałam pobiec szybciej i na rozgrzewce czułam, że jestem mocna. Nawet nie było żadnego stresu. Ale po falstarcie zdenerwowałam się. Czułam, że ktoś obok się ruszył [Brytyjka Imani Lansiquot - została zdyskwalifikowana] i też się ruszyłam. Bałam się trochę, że zostanę wykluczona, chociaż czułam, że to nie ja zrobiłam falstart - analizuje swój pierwszy start w polskich barwach. Ale od razu po tej analizie patrzy dalej i szerzej. - Pięknie jest. Już zapomniałam, jak to jest biegać na takich stadionach. Kiedy wyszłam na start, to czułam się taka szczęśliwa! Patrzyłam na trybuny i mówiłam sobie: "O, tego mi brakowało w moim życiu" - mówi.

Azyl, obywatelstwo, wdzięczność i gotowość

Po igrzyskach w Tokio, na których białoruscy działacze próbowali ją zmusić do startu w sztafecie na zupełnie nie jej dystansie (400 m), sytuacja zaogniła się tak bardzo, że Kryscina bała się kary po powrocie do domu. I na Białoruś już nie wróciła. Azyl dała jej Polska - z Tokio poleciała do Warszawy. I jest za to bardzo wdzięczna.

- Jestem naprawdę zadowolona, że tu jestem, że biegam, że nie skoczyłam kariery. Mogłabym być lepiej przygotowana, gdybyśmy się z trenerem wcześniej niż dwa tygodnie temu dowiedzieli, że dostaję zgodę na start tutaj. A tak to formę budowaliśmy na mistrzostwa Polski [były trzy tygodnie temu] - mówi. - Ale jeszcze mam tu 200 metrów, jeszcze jest sztafeta 4x100 m i chcę walczyć, dobrze pobiegać. Sztafetę pobiegnę, nawet jeśli awansuję do półfinału 200 m i będę musiała biegać jedną konkurencję po drugiej - deklaruje.

Cimanouska ma wolność, a Swoboda - swobodę

Odzyskana radość i spokój ducha Cimanouskiej to bardzo pokrzepiający widok. Radość i pełne nadziei oczekiwanie na kolejny bieg Swobody - również.

- Pierwszy raz na mistrzostwach świata wygrałam swoją serię. Nieważne, że to tylko eliminacje. Jestem bardzo szczęśliwa i wiem, po co tu przyjechałam. Dziś upał trochę dał mi w kość, na rozgrzewce przebiegłam cztery minuty truchtu i już myślałam, że to będzie koniec mojego wystepu tutaj, a jednak dałam radę, pobiegłam drugi wynik w karierze i jestem bardzo szczęśliwa - mówi Ewa. - Myślę, że w półfinale, który odbędzie się wieczorem, to będzie już troszeczkę bardziej moja pogoda i na stadionie będzie już troszeczkę cienia. Mam nadzieję, że będę zadowolona ze swojego występu - dodaje Swoboda, która nie chce powiedzieć wprost, że celuje w pierwszy w karierze finał światowej imprezy. I dobrze, niech znów przemówi na bieżni. Widać, że ma argumenty. I taką swobodę, jakiej nigdy wcześniej na igrzyskach czy MŚ u niej nie widzieliśmy.

Więcej o:
Copyright © Agora SA