Polska mistrzyni idzie po olimpijskie złoto. "Pobiję ten rekord świata!"

Łukasz Jachimiak
- W Paryżu ma być lekko, łatwo i przyjemnie - mówi Adrianna Sułek. - Tak naprawdę została mi jedna pięta achillesowa. Ale potężna - dodaje nasza znakomita wieloboistka, która już na ponad rok przed igrzyskami olimpijskimi zapewniła sobie występ na nich, wypełniając minimum.

Adrianna Sułek to 24-latka, która w ostatnich sezonach dołączyła do grona największych gwiazd polskiej lekkoatletyki. Wieloboistka z Bydgoszczy zdobyła m.in. srebrny medal halowych MŚ 2022, srebrny medal ME 2022 na stadionie i srebrny medal halowych ME 2023. Ten ostatni srebrny krążek zamierzała "ozdobić" dopiskiem "WR", bo drugie miejsce w Stambule zajęła po wspaniałym występie zwieńczonym pobiciem rekordu świata. Niestety, ten rekord należał do Polki tylko kilka sekund.

Zobacz wideo Mistrzyni w rzucie młotem, Anita Włodarczyk, po starcie w Memoriale: Założyłam się, że postawię browary, muszę dotrzymać słowa

Łukasz Jachimiak: W tym roku zdobyłaś już medal halowych ME i wywalczyłaś kwalifikację olimpijską, a przed tobą jeszcze mistrzostwa świata. Po co były ci starty nie w siedmioboju, tylko na 100 i 100 m przez płotki na Memoriale Szewińskiej w Bydgoszczy?

Adrianna Sułek: Zdecydowanie czerpię energię, startując przed swoją publicznością. Mimo że kibice wiedzieli, że na mecie będę jedną z ostatnich, bo jestem wieloboistką, a startuję ze sprinterkami, to była wrzawa, gdy wyczytywano moje nazwisko. I to ogromna! Jestem bardzo dumna z tego, jak mnie przyjęli i bardzo im dziękuję. Ale to była też jakaś forma sprawdzenia się. I takie zakończenie pierwszej części sezonu. Swoje zrobiłam, a tak naprawdę w dobrej dyspozycji będę dopiero w lipcu na Memoriale Wiesława Czapiewskiego.

Twoja wysoka dyspozycja w wieloboju ma już w tym roku dać 7000 punktów czy to raczej cel na igrzyska w Paryżu?

- Wydaje mi się, że w tym roku 7000 punktów jeszcze nie zrobię. Do tego trzeba naprawdę złożyć perfekcyjny wielobój. Trzeba rozwijać takie szybkości, na jakie chyba jeszcze nie jestem gotowa. Trzeba też restrykcyjnie podejść do diety i utrzymywać ją dłużej niż zaledwie półtora miesiąca czy dwa miesiące.

Ty masz problem z dietą? Naprawdę?

- Do tej pory dbałam o dietę dopiero krótko przed startem i wiem, że w przygotowaniach do Paryża trzeba będzie więcej czasu poświęcić na liczenie kalorii i mocne zwracanie uwagi na to, co spożywam. Teraz już jestem na restrykcyjnej diecie i nie jestem z tego powodu szczęśliwa, bo wolałabym móc jeść moje ulubione czekolady i inne słodycze. Ale wiem, że jedzenie to paliwo dla mojego organizmu, chcę cały czas przesuwać granice organizmu, więc muszę mu dostarczać paliwo wysokiej jakości, a nie same cukry.

Czyli po sezonie sobie na trochę pozwoliłaś, ale teraz masz już taki tryb odżywiania jak Robert Lewandowski?

- Na pewno nie jak Robert Lewandowski, bo nie gotuje mi Ania, ha, ha! Nie mam też cateringu - po prostu w miarę moich możliwości i zasobów finansowych zapewniam sobie jedzenie naprawdę wysokiej jakości. Wierzę, że tak wszystko sobie poukładam i wypracuję, że 7000 punktów zrobię na igrzyskach. Ale w tym roku na pewno pobiję rekord Polski. Pięć tysięcy punktów w hali, w pięcioboju, na pewno się na to przełoży. Kwestia czasu, kiedy poczuję świeżość. Bo teraz jeszcze mój organizm odczuwa ciężkie przygotowania do halowych ME w Stambule.

Jak z perspektywy czasu patrzysz na wydarzenia ze Stambułu? W marcu srebrny medal był dla ciebie bardzo gorzki, mówiłaś, że napiszesz sobie na nim "WR", bo przez kilka sekund miałaś rekord świata, ale odebrała ci go i zepchnęła cię z pierwszego miejsca na drugie Belgijka Thiam. Napisałaś w końcu to "WR" na medalu?

- Nie, nie napisałam, po prostu w przyszłym roku pobiję ten rekord świata! W moim patrzeniu na Stambuł nic się nie zmieniło - nadal uważam, że to tylko drugie miejsce, mimo że światowy wynik. To tylko wicemistrzostwo Europy, dla wielu ludzi to niewiele znaczy. A ja wierzę, że przyjdzie czas na moje wygrywanie. I może to dobrze, że przed igrzyskami olimpijskimi jestem stale druga. Biorę w ciemno srebro MŚ w Budapeszcie, jeśli potem mam wygrać złoto w Paryżu.

Czyli na igrzyskach w Paryżu nie zadowoli cię jakkolwiek medal, tylko to ma być złoto?

- No tak!

Pytam, bo widziałem już takie twoje wypowiedzi, że będą mocne rywalki i trzeba będzie się świetnie spisać, żeby nie zostać bez medalu.

- Celuję w złoto, ale wiem, że pretendentek będzie kilka. Do gry wchodzi Katarina Johnson-Thompson, z czego się cieszę, bo to dla mnie jedna z największych ikon wieloboju, dziewczyna, która swoją wielkość udowadniała przez wiele lat, a nie przez sezon czy dwa. Kandydatek do medalu będzie na pewno pięć, a z czasem pewnie jeszcze ktoś dojdzie. Może kolejna młoda Amerykanka, jak Anna Hall - wariatka, która będzie w stanie uzyskać 7000 punktów po roku przygotowań i to jeszcze równolegle ciągnąc jakąś inną konkurencję. To jest bardzo dobre dla wieloboju. Znowu przyciągamy kibiców. Im wyższe światowe wyniki, tym mocniej możemy się chwalić i tym bardziej wzrasta marka każdej z nas.

Często podkreślasz, że wielobój jest świetny, widać, że ty to po prostu kochasz.

- Tak jest! A kiedy rozdaję autografy, to mam nadzieję, że dzieciaki przyjdą na wielobój i pójdą moimi śladami. Bardzo się też cieszę, że będzie mityng upamiętniający świetnego człowieka, jakim był mój trener, Wiesław Czapiewski. Nie do końca miałam tyle startować w tym roku i w kolejnym, ale nie wyobrażam sobie, żeby mnie zabrakło na Memoriale Czapiewskiego, więc kiedy tylko on będzie organizowany, to będę stawała na starcie. W tym roku jest o tyle łatwiej, że mityng będzie przed mistrzostwami świata, więc w ramach przygotowań pewnie ustanowię rekord mityngu i nie oddam zwycięstwa nikomu. A za rok, przed igrzyskami, wystartuję, kiedy by ten mityng się nie odbywał. Choć Paryż jest celem ważniejszym od wszystkich. Nawet mistrzostwa świata w Budapeszcie biorę jako etap w drodze do Paryża. Bardzo ciężko pracowałam, zmęczenie czuję w mięśniach i w kościach i nie wiem, czy w Budapeszcie to trochę nie wyjdzie. Ale to w Paryżu ma być lekko, łatwo i przyjemnie.

Ciągle bijesz życiówki, właściwie we wszystkich konkurencjach, a nad którą z nich pracujesz najmocniej?

- Przede wszystkim bardzo się cieszę, że już nic nie tracę na pchnięciu kulą. Czy dziewczyny pchną pół metra dalej, czy nawet metr, to jest to już niewielka różnica przy moich skokach w dal i wzwyż. Tak naprawdę została mi jedna pięta achillesowa. Ale potężna. To rzut oszczepem. Nic nie zwiastuje, że będę rzucała w tym sezonie 50 metrów. Ale robię wszystko, żeby się poprawić i może chociaż jeden lucky punch [szczęśliwy cios, tu oczywiście chodzi o rzut] mi wskoczy w Paryżu.

Trener Rzepka uważa, że sporo możesz poprawić we wszystkich konkurencjach. Zgadzasz się?

- Jasne, zawsze się zgadzam z trenerem!

Ale najwięcej możesz się jeszcze poprawić w oszczepie?

- Nie, we wszystkim, bo nie ma ani jednej konkurencji, w której już osiągnęłam maksimum swoich możliwości.

A czy jest w wieloboju coś takiego, czego nie lubisz?

- No najmniej lubię ten oszczep. Bo sprawia największe problemy i wiele razy przez niego przegrywałam medale wielkich imprez. Już od kategorii juniorskich wiecznie rozchodziło się o ten oszczep. Ale wierzę, że to się w końcu zmieni. Motoryka jest u mnie coraz lepsza, szybkość jest coraz większa, siła jest piekielnie duża, więc może kiedyś? Chociaż do Paryża naprawdę mogę rzucać ciągle tylko po 40 metrów, ale niech w Paryżu będzie dużo dalej.

Na razie z twojego rzucania oszczepem jest tyle pożytku, że dostarczasz materiału pod memy. Pewnie wiesz o tym?

- Tak, wiem. Ale nie widziałem u siebie podobieństwa do postaci Jacka Sparrowa granej przez Johny'ego Deppa. Wysyłałam to nawet znajomym lekkoatletom z pytaniem, czy widzą podobieństwo i oni też nie mogli go znaleźć. Niemniej jednak technika wielobojowa w oszczepie jest tak zróżnicowana, że pewnie z wielu osób krążą żarty po świecie. A że są ze mnie? Nie przeszkadza mi to, to też jest jakaś forma promocji. No i do wszystkiego trzeba podchodzić z dystansem. Jak usłyszałam podkład muzyczny i wiedziałam już, że chodzi o Jacka Sparrowa, to też się śmiałam.

O to, żebyś Sparrowa przestała przypominać, dba specjalny konsultant, prawda?

- Tak. A nawet więcej - mam po prostu trenera od oszczepu, mój trener główny mnie nie prowadzi w oszczepie. Tym się zajmuje Maciek Topolewski, tylko on jest na treningach oszczepniczych, tylko on za to odpowiada.

Tylko w oszczepie to tak wygląda?

- Nie, pani Grażyna Rabsztyn prowadzi mnie w płotkach, pan Włodek Michalski w skoku wzwyż, a w pozostałych konkurencjach prowadzi mnie trener Rzepka, konsultując to z moją fizjoterapeutką. W niczym nie jest sam.

Jeszcze po halowych ME trener Rzepka mówił mi, że w oszczepie macie konsultanta, ale we wszystkich pozostałych konkurencjach pracujesz z nim.

- Ale od Stambułu to się już wiele zmieniło, to było w marcu.

To dobrze - są sukcesy, jest większy sztab.

- Tak. I wyniki trzeba windować na wyższy poziom.

Słyszałem, że nie jeździsz już na zagraniczne zgrupowania. Nie chcesz, nie potrzebujesz o tej porze roku czy z jakichś przyczyn nie możesz?

- Jest możliwość, ale nie ma takiej potrzeby. Podróże lotnicze mnie męczą, a wiem, że pogoda w Polsce będzie już wystarczająco dobra. Najlepiej będzie mi przygotowywać się blisko domu, kiedy moja fizjoterapeutka będzie na miejscu i kiedy mój psycholog, profesor Blecharz, będzie mógł do mnie podjechać i ze mną zrobić konsultację. Nic więcej nie potrzebuję. W ciepłych krajach trzeba siedzieć gdy u nas jest zimno.

Więcej o:
Copyright © Agora SA