Na IO w Tokio zaszokował wszystkich. Rewolucja u polskiego medalisty olimpijskiego. Elitarna grupa

Łukasz Jachimiak
- Podjąłem się tego zadania przy ważnym założeniu: że Patryk zmienia konkurencję na 400 metrów - mówi w rozmowie ze Sport.pl Aleksander Matusiński. Nowym zawodnikiem trenera damskiej sztafety 4x400 m został właśnie Patryk Dobek, medalista olimpijski w biegu na 800 metrów. Czy to znaczy, że Matusiński wierzy w bajki?

Patryk Dobek przez kilkanaście lat biegał na 400 m przez płotki. Nigdy nie zdobył medalu wielkiej imprezy w tej konkurencji. W 2020 roku nagle przeniósł się na dystans 800 metrów i stał się światową rewelacją. Najpierw wygrał halowe mistrzostwa Europy 2021, następnie wywalczył brązowy medal igrzysk olimpijskich w Tokio.

Zobacz wideo Anna Kiełbasińska: Pierwsza zmiana daje mi dużo pewności siebie

Do tych wielkich sukcesów Dobek dobiegł pod wodzą Zbigniewa Króla. Niestety, po świetnym roku 2021, przyszedł bardzo rozczarowujący rok 2022. W nim Dobek nie awansował do finału ani na MŚ w Eugene, ani na ME w Monachium. Teraz 29-letni zawodnik rozstał się z doświadczonym szkoleniowcem i związał się z Aleksandrem Matusińskim.

 

Nowy trener Dobka to szef tzw. Aniołków Matusińskiego, czyli wspaniałej sztafety 4x400 m kobiet. Pod wodzą 44-letniego dziś trenera nasze biegaczki wywalczyły m.in. srebro olimpijskie, srebro i brąz mistrzostw świata, złoto mistrzostw Europy oraz olimpijskie złoto, startując razem z mężczyznami w sztafecie mieszanej. Matusiński doprowadził też do licznych sukcesów indywidualnych (m.in. złota ME) Justynę Święty-Ersetic. Jaki ma pomysł na Dobka?

Łukasz Jachimiak: Patryk Dobek właśnie przeszedł od trenera Króla do pana, wcześniej Kornelia Lesiewicz też przeniosła się od trenera Króla do pana. Puszczam więc oko, pytając, kto będzie następny. A mówiąc bardziej serio, widzę, że prowadzenie Justyny Święty-Ersetic już panu nie wystarcza i tworzy pan elitarną grupę.

Aleksander Matusiński: Kto będzie następny? Nie wiem. Zobaczymy, co się wydarzy! A mówiąc poważnie, to Patryk Dobek rozstał się z trenerem Królem kilka tygodni przed tym jak ja się dowiedziałem, że mam być trenerem Patryka. I ja o tym usłyszałem ostatni.

Jak to?

- Pewne decyzje zapadły najpierw na poziomie Polskiego Związku Lekkiej Atletyki, Patryka i jego menedżera. Oni wszystko między sobą uzgodnili i dopiero wtedy ja dostałem telefon z pytaniem, jak ja się na taki pomysł zapatruję.

Kto do pana zadzwonił? PZLA czy Patryk?

- Menedżer Patryka, pan Czesław Zapała. Po rozmowie z nim zadzwoniłem do PZLA, żeby dopytać, jak działacze to widzą. Nie było żadnej mojej inicjatywy w tym, żeby Patryk przyszedł trenować do mnie. Podjąłem się tego zadania po prostu jako pracownik Polskiego Związku Lekkiej Atletyki. I przy ważnym założeniu - że Patryk zmienia konkurencję na 400 metrów.

Właśnie chciałem pytać czy ma pan pomysł na poprowadzenie 800-metrowca, czy jednak będzie pan namawiał Dobka na bieganie 400 metrów. Musiał go pan namawiać?

- Nie musiałem. Na razie Patryk ma biegać płaskie 400 metrów, ale chcę, żeby biegał też 400 m przez płotki [to podstawowa konkurencja Dobka przez większość jego kariery]. Mam tu doświadczenie, bo moja żona była rekordzistką Polski juniorek w tej specjalności, a później mistrzynią Polski seniorek i reprezentantką Polski na mistrzowskie imprezy. Prowadziłem też zawodnika, który był medalistą mistrzostw Polski na płotkach. Trening jest tam bardzo podobny jak w płaskich 400 metrach. Różni się elementami rytmu i techniką pokonywania płotka, ale na dystansie trzeba wykonać tę samą, zasadniczą pracę. Środki szybkościowe wytrzymałościowe i siłowe stosuje się te same. Na razie Patryk ma problemy zdrowotne, które nie pozwalają realizować treningu płotkarskiego, ale jak sobie z nimi poradzimy, to nie wykluczamy, że będzie biegał i płaskie 400 metrów, i przez płotki.

Z jakim efektem będzie to robił? Czy słysząc propozycję pracy z Dobkiem od razu uznał pan, że warto, czy jednak długo się pan zastanawiał czy Dobkowi może się udać powrót do dystansu, który przecież nie dał mu takich sukcesów, jakie dało 800 metrów?

- Na pewno od razu przyszła myśl, że warto pracować z Patrykiem. Natomiast rozmowy trwały przez kilka dni i jeszcze musi dojść do mojego spotkania z menedżerem Patryka, żebyśmy poustalali politykę startową i wizję rozwoju Patryka. Nie było tak, że oni zadzwonili i ja się od razu zgodziłem, bo są pewne warunki, które zawsze trzeba ustalić i które jedna i druga strona muszą przyjąć, żeby później współpraca się dobrze układała.

Patryk zostawia 800 metrów bez żalu? Wszyscy widzieliśmy, że ostatnio mu nie szło, ale przecież wcześniej było pięknie.

- Patryk nie wyklucza, że do 800 metrów wróci i tak samo ja mu niczego nie zabraniam. Ale teraz na pewno trzeba odbudować jego predyspozycje szybkościowe. Na tym się skupimy i nie wiem czy w tym sezonie Patryk wystartuje gdzieś na 800 metrów. Ale może być tak, że na przykład w następnym sezonie on przejdzie do innego trenera i wtedy wróci do biegania 800 metrów. Zobaczymy, jak się poukłada nasza współpraca. Pod uwagę biorę każdy scenariusz - nawet taki, że Patryk podbije się ze mną szybkościowo, a później będzie miał inny pomysł na siebie, na swój rozwój. Ja chcę mu tylko pomóc najlepiej jak umiem, żeby go teraz pchnąć szybkościowo. Żeby był mocny na 400 metrów.

Na rok przed igrzyskami w Tokio Dobek z 400 metrów przeniósł się na 800 i zdobył olimpijski brąz. Teraz mamy rok do igrzysk w Paryżu, ale chyba nie ma szans, żeby powtórzyła się tamta historia?

- Każdy by się cieszył, a najbardziej Patryk i ja. Ale to, co się zdarzyło w Tokio, to co Patryk i trener Król wtedy zrobili, nadaje się na książkę, a nawet na holywoodzki film. To historia jak z bajki. Ktoś może powiedzieć, że skoro zdarzyło się raz, to może się zdarzyć i drugi. Ale nie ukrywam, że tym razem będzie jeszcze o wiele trudniej.

I to wcale nie dlatego, że Dobkowi ktokolwiek odmawia zrobienia postępu i bicia rekordów życiowych, prawda?

- Poziom biegania na 400 metrów jest bardzo wysoki. Na pewno nie jest niższy niż na 800 metrów. Natomiast tu i teraz Patryk traci ogromny atut, jaki miał na tym całkiem nowym dystansie. On do rywalizacji na 800 metrów wchodził jako biegacz, którego światowa czołówka nie znała i nie czytała. Patryk wszedł z zaskoczenia. Nie znano rozwiązań taktycznych, które on przygotował z trenerem Królem.

Natomiast w biegu na 400 metrów trudno mówić o taktycznym szachowaniu rywali. Tu każdy ma swój tor i może trochę upraszczam, ale po prostu każdy musi tak przygotować organizm, żeby zasuwać od startu do mety.

- To prawda. Do tego dodajmy, że po przestawieniu się na 800 metrów Patryk jest obecnie zawodnikiem bardziej wytrzymałościowym niż szybkościowym. A na 400 metrów światowa czołówka bazuje na szybkości. Dlatego przed nami bardzo dużo pracy. Ale nie jest niemożliwe, że taki typ jak Patryk zaistnieje w tej czołówce.

A czy możliwe jest, że na obecności Dobka w pana grupie skorzystają Justyna i Kornelia? Wyobrażam sobie, że Patryk czasami będzie dla nich świetnym partnerem do treningu.

- Na pewno nie będę ustawiał treningów Patryka tak, żeby kogoś podciągał. Ale też na pewno zdarzy się, że spotkają się na takich etapach treningów, że będą mogli pewne rzeczy razem porobić. Oczywiście jeśli się dogadają, bo przecież nie każdy każdemu pasuje - ktoś biega dłuższym krokiem, ktoś innym rytmem, ktoś nierówno, czyli rusza szybko i na końcu umiera. Ale oczywiście jeśli tylko uda się tak wszystko poukładać, żeby moi zawodnicy sobie nawzajem pomagali, to będziemy z tego korzystać. Bo wtedy i grupa będzie rosła, i ci zawodnicy będą rosnąć indywidualnie.

Kilka lat temu byłem na waszym zgrupowaniu w Zakopanem i widziałem, jak zawodniczki na specjalnych gumach biegają za rowerem, dzięki czemu pokonują dystans szybciej i oswajają się z większymi prędkościami. Wyobrażam sobie, że jako zwolennik nowinek wpadnie pan na kolejne pomysły, mając coraz większą grupę, a nie tylko Justynę, którą prowadzi pan indywidualnie i która siłą rzeczy nie codziennie trenuje wspólnie z koleżankami ze sztafety mającymi swoich trenerów.

- Jasne, że jestem za tym, żeby pracować zespołowo. I pamiętajmy, że to wcale nie jest tak, że dotąd miałem tylko Justynę. Prowadzę też zawodnika, który na halowych mistrzostwach świata w 2022 roku zajął czwarte miejsce z kolegami w sztafecie 4x400 metrów, poza tym mam chłopaka, który biegł w finale ostatnich mistrzostw Polski i mam juniorkę młodszą na 100 m przez płotki, która ma bardzo dobre wyniki i reprezentowała Polskę na EYOF-ie [Olimpijski Festiwal Młodzieży Europy]. W bieżącym roku do naszej grupy po prostu dołączyli kolejni biegacze, którzy są na jeszcze wyższym poziomie.

Jak w tym momencie prezentuje się Kornelia? Jako 17-latka robiła furorę, była m.in. wicemistrzynią Polski, medalistką halowych ME i poleciała na igrzyska w Tokio, ale wiemy, że później jej kariera mocno wyhamowała.

- Idziemy w dobrym kierunku. Na zgrupowaniu w Belek pojawił się drobny uraz, ale nie wyklucza jej z biegania. Realizujemy trening, spokojnie się przygotowujemy do lata. Niedawno Kornelia była trochę przekierowywana w stronę 800 metrów, teraz wracamy do treningów pod kątem 400 metrów i to troszeczkę potrwa.

Wiadomo, że potrzebujecie czasu, ale czy obserwując Kornelię teraz jako swoją zawodniczkę widzi pan w niej potencjał na bieganie na poziomie Natalii Kaczmarek i Anny Kiełbasińskiej? Kornelia może kiedyś łamać 50 sekund?

- Potencjał ma ogromny i ciągle jest jeszcze młodą dziewczyną. Z tego co wiem, Natalia Kaczmarek będąc w wieku Kornelii, nie robiła takich wyników [Lesiewicz jako 18-latka pokonała 400 m w czasie 51.97 s i jest to jej rekord życiowy, natomiast Kaczmarek w wieku 18 lat biegała w czasie 53.90 s, a teraz życiówka tej 25-latki to 49.86 s]. Tylko że talent Natalii eksplodował później, a dopiero okaże się, na ile wyeksploatowana jest już Kornelia. Ania Kiełbasińska też biega dziś świetnie [jej rekord życiowy na 400 m wynosi 50.28 s], a na początku była prowadzona łagodnie i teraz jeszcze ma rezerwy oraz bardzo duży talent, który miała od zawsze. Ona była wręcz naznaczona tym, że kiedyś będzie świetną zawodniczką, bo była i typem szybkościowca, i miała gen wytrzymałościowca. A Kornelia w tym roku skończy 20 lat i na pewno ma jeszcze kilka lat na poznanie pełni swoich możliwości. Tu się dopiero okaże, jak duży to jest talent i jakie ona ma zdolności regeneracyjne, żeby wytrzymywać ciężki trening i przesuwać się do przodu.

A co słychać u pana gwiazdy? Justyna Święty-Ersetic będzie w tym sezonie szybka?

- Jest nieźle przygotowana objętościowo do sezonu, bo w RPA i w Belek zrobiliśmy bardzo dużą pracę. Tak dużą, że aż nie wiem, jak Justyna sobie poradzi 5 maja w Diamentowej Lidze w Doha. O tym starcie dowiedzieliśmy się w ostatniej chwili - nie spodziewaliśmy się, że organizator ją zaprosi, zrobiliśmy katorżniczy trening teraz w piątek i sobotę i właśnie w sobotę, po wszystkim, okazało się, że na Justynę czeka miejsce w mityngu. Mimo to wierzę, że Justyna już teraz pobiegnie dobrze, a za parę tygodni będzie biegała bardzo dobrze. Bo celujemy z formą w sierpień, gdy odbędą się mistrzostwa świata, a nie w maj. Cieszymy się, że Justyna jest wreszcie zdrowa. Chociaż oczywiście ma drobne dolegliwości, która wynikają z lat treningu i wytrzymanych przez ten czas obciążeń. Ale jak na ten etap, jest naprawdę wszystko dobrze.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.