Na MŚ w Eugene przeżywamy kolejne rozczarowanie w polskiej konkurencji. W finale skoku o tyczce nie zobaczymy żadnego z naszych zawodników. - Nie wiem, dlaczego. To nie jest tak, ze tu sobie przyjechali wycieczkowicze - mówi Piotr Lisek, który miał medale w trzech poprzednich edycjach MŚ.
Pchnięcie kulą, bieg na 800 metrów i skok o tyczce to konkurencje, w których w ostatnich latach Polacy zdobywali mnóstwo medali na najważniejszych lekkoatletycznych zawodach. We wszystkich na MŚ w Eugene nasi zawodnicy wypadli fatalnie.
Z głową chyba w porządku
W poprzednich dniach tych mistrzostw w eliminacjach kuli odpadli Konrad Bukowiecki i Michał Haratyk. Na 800 m już po pierwszych biegach wyeliminowani zostali Patryk Dobek, Mateusz Borkowski i Patryk Sieradzki. A teraz w tyczce przepadli Piotr Lisek i Robert Sobera.
Obaj skończyli kwalifikacje z wynikami 5.50 m. A żeby wejść do finału trzeba było osiągnąć 5.75 m. Zwłaszcza dla Liska - człowieka z życiówką na poziomie 6.02 i z tegorocznym najlepszym skokiem wynoszącym 5.80 - to wielka porażka. Sobera, mistrz Europy z 2016 roku ma życiówkę 5.81, a w tym roku skakał najwyżej 5.61. Natomiast Paweł Wojciechowski, mistrz świata z 2011 roku, nawet nie zakwalifikował się na MŚ w Eugene.
- Nie wiem, dlaczego nie dałem rady skoczyć 5.65 (to była następna wysokość po 5.50). Na wszystkich ostatnich treningach skakałem 5.70 m. Czuję się bardzo dobrze, fizycznie wszystko gra, z głową też chyba jest w porządku - mówi.
To nie starość. I nie zmęczenie
Lisek widzi, że przeżywa słabszy sezon. Jeszcze w ubiegłym był szósty na igrzyskach w Tokio, co nie zaspokoiło jego i naszych oczekiwań. Ale był też m.in. trzeci na halowych ME. Teraz jest dużo gorzej.
Może dla skoczka, który w sierpniu skończy 30 lat po prostu kończy się już najlepszy okres w karierze? Zwłaszcza że lider naszej tyczki w ostatnich latach się nie oszczędzał - w 2015 roku zdobył brąz MŚ, w 2017 srebro MŚ, w 2019 roku brąz MŚ. Do tego dodajmy dwa medale MŚ w hali i aż cztery na ME w hali. Za Liskiem lata naprawdę wysokiego, regularnego skakania.
- Nie czuję się ani stary, ani zmęczony. Czuję się nawet mocniejszy i szybszy niż kiedyś. Nie umiem wytłumaczyć, dlaczego nie idzie. Ale nie poddaję się, dalej będę się starał. I może wypali już w sierpniu na mistrzostwach Europy - mówi.
Lisek wie, że w Eugene nie poszło nie tylko jemu. - Wielu ludzi sobie łatwo mówi, że tu przyjechali wycieczkowicze. To nie tak. My się naprawdę bardzo staramy. Nie skreślajcie nas - apeluje.