Część zagranicznych mediów pisze, że szósty dzień lekkoatletycznych mistrzostw świata był dotychczas najgorętszym. W Eugene temperatura wyniosła ponad 30 stopni i niektórzy lekkoatleci odczuli to na własnej skórze. W szczególności Sara Benfares, która startowała w kategorii biegu na pięć kilometrów. Zajęła 18. miejsce ze stratą niecałych dwóch minut do zwyciężczyni, Letesenbet Gidey z Etiopii.
Służby medyczne na stadionie w Eugene natychmiast zareagowały i podbiegły do Benfares, aby zabrać ją ze słońca. 21-latkę zwieziono z bieżni na wózku inwalidzkim. Szwedzki "Sportbladet" skontaktował się z niemiecką rzeczniczką prasową Silke Bernhart. Ta uspokoiła dziennikarzy, że Benfares nic nie grozi. - Natychmiast zajęto się nią i schłodzono, teraz czuje się lepiej - przekazała.
WIęcej treści sportowych znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl
Całą sytuację skomentowała rodaczka Benfares, Alina Reh. Zawodniczka biegła tego samego dnia. - O kur**! Nie widziałem, kiedy upadła, ale widziałem, że miała problemy podczas wyścigu. Nie mogła biec prosto - powiedziała temu samemu dziennikowi.
Na upał narzekała też Sarah Lahti, szwedzka biegaczka specjalizująca się w dystansach 1500 m oraz 10 tysięcy metrów. - Byłam całkowicie wykończona. Czułam, jakbym dostała w nogę. Miałam skurcz na ósmym okrążeniu, boli mnie cały bok. Do trzech kilometrów było dobrze, ale potem zaczęła się ściana. Najcięższy był ostatni kilometr - powiedziała.