Caster Semenya nie do zatrzymania. Ale nie na bieżni

Łukasz Jachimiak
Aż prawie minutę (!) straciła Caster Semenya do zwyciężczyni pierwszego biegu eliminacyjnego na 5000 m na MŚ w Eugene. Dwukrotna mistrzyni olimpijska i trzykrotna mistrzyni świata nie zamierzała tego komentować. Semenya jest wściekła, bo ze względu na nadmiar męskich hormonów w organizmie ma zakaz startów na dystansie, na którym jest najlepsza.

Caster Semenya to biegaczka z RPA. W 2009 roku przedstawiła się światu na mistrzostwach w Berlinie. Potężnie zbudowana 19-latka wygrała wówczas 800 metrów. W finale drugą zawodniczkę wyprzedziła o 2,5 sekundy. To była przepaść. Jak pokazały kolejne lata - przepaść nie do zasypania.

Zobacz wideo Pia Skrzyszowska: Celuję w finał i liczę na poprawienie rekordu życiowego

W 2012 roku Semenya wygrała 800 metrów na igrzyskach olimpijskich w Londynie (co prawda tam wyprzedziła ją Marija Sawinowa, ale później okazało się, że Rosjanka koksowała się na potęgę i straciła to złoto). Taki sam sukces Caster odniosła cztery lata później w Rio de Janeiro. Ale na następnych igrzyskach, w Tokio, nie wystartowała. Nie dostała zgody.

"Pokażę moją pochwę. W porządku?"

Już jako nastolatka Semenya przechodziła bardzo trudne chwile. W dokumencie HBO Real Sports opowiedziała o sytuacji, gdy jako 18-latka usłyszała, że musi przejść testy weryfikacyjne płci, aby móc rywalizować z kobietami. "Pewnie myśleli, że mam penisa. Odpowiedziałam im: dobrze, jestem kobietą, nie obchodzi mnie to. Jeśli chcecie sprawdzić, pokażę moją pochwę. W porządku?" - stwierdziła wtedy.

Badania wykazały, że lekkoatletka z RPA nie miała macicy ani jajników, ale miała wewnętrzne jądra. Poziom produkowanego w jej organizmie testosteronu był trzykrotnie wyższy niż u przeciętnej kobiety. U Semenyi stwierdzono hiperandrogenizm.

Nie chciała terapii. Mówi, że eksperymentalnej i szkodliwej

Przez kolejne lata rywalki Semenyi wiele razy zwracały uwagę na to, że dzięki większemu poziomowi testosteronu Caster ma mocniejsze mięśnie i większą wydolność organizmu.

Od 2010 do 2015 roku Semenya poddawała się kuracji obniżającej poziom testosteronu. Opowiadała, że czuła się przez to fatalnie, m.in. przybrała na wadze i miała ataki paniki. Mimo to nadal wygrywała. W 2015 roku Sportowy Sąd Arbitrażowy uznał, że IAAF (dziś World Athletics - światowa federacja lekkoatletyczna) nie przedstawił dowodów, że wyższy poziom testosteronu u kobiet poprawia ich wyniki. Ale w 2019 roku wrócił wymóg obniżania jego poziomu. Pigułkami antykoncepcyjnymi, zastrzykami blokującymi produkcję hormonu albo operacją.

Semenya tę decyzję zaskarżała, walczyła, gdzie tylko mogła. Ale przegrała. Od trzech lat nie może startować na żadnych dystansie od 400 metrów do mili, jeśli nie podda się terapii. A tego nie zamierza robić, bo twierdzi, że to jest terapia eksperymentalna i szkodliwa.

Semenya wolała spróbować swoich sił na 200 metrów i na 5000 metrów. Uznała, że bardziej pasuje jej dłuższy dystans. Ale i na nim od najlepszych dzieli ją przepaść. Nie do zasypania.

Przemknęła bez słowa

W najbardziej upalne popołudnie mistrzostw świata w Eugene, gdy niektóre rywalki mdlały i nie dobiegały do mety, ona bieg ukończyła. Ale na dopiero 13. miejscu. Z ogromną stratą do czołówki. Jej czas to 15:46.12. A Etiopka Gudaf Tsegay wygrywając uzyskała wynik 14:52.64.

Gdyby tylko zechciała, Semenya spędziłaby o wiele więcej czasu w strefie mieszanej niż na bieżni. Dziennikarze z całego świata czekali z nadzieją, że Caster z nimi porozmawia. Ale przez korytarze mixed zony przemknęła bez słowa. W tempie, z jakiego pamiętamy ją sprzed lat.

Więcej o: