Sofia Ennaoui wróciła. Jest finał MŚ. "To był już bardzo poważny stan"

Łukasz Jachimiak
- Wiem, że jeszcze wiele lat w lekkiej atletyce przede mną. Już nie chcę tracić sezonów. Wchodzę w najlepszy wiek do biegania średnich dystansów - mówi nam Sofia Ennaoui. Kłopoty zdrowotne sprawiły, że nie było jej na poprzednich mistrzostwach świata i na igrzyskach olimpijskich. Wróciła w świetnym stylu, w Eugene właśnie awansowała do finału 1500 metrów.

W 2018 roku w Berlinie Sofia Ennaoui zdobyła srebrny medal mistrzostw Europy na stadionie. W 2019 roku wywalczyła srebro halowych ME w Glasgow. Miała wtedy 23 lata, miała już doświadczenie z igrzysk olimpijskich w Rio de Janeiro, gdzie biegła w finale i była 10. Wydawało się, że ma wszystko, by wkrótce zaatakować światową czołówkę. Niestety, nie miała zdrowia. Straciła MŚ 2019 w Dausze i igrzyska olimpijskie Tokio 2020. Teraz Sofia wraca. A my widzimy, ile siły jest w tej filigranowej (158 cm wzrostu i tylko 42 kg wagi) dziewczynie.

Zobacz wideo Maria Andrejczyk: Ważniejsze są cisza i spokój, które pozwalają skupić się na najcięższej pracy

Co za finisz! Na 100 metrów przed metą była dziesiąta. "Czułam duży zapas"

- Rozpędzam się z biegu na bieg. Bo jestem takim typem zawodnika, którego napędza rywalizacja. Teraz spokojnie się zregeneruję na finał, jest czas - mówi Ennaoui. Finał w Eugene odbędzie się w poniedziałek o godzinie 19.50. W Polsce to już będzie wtorek, godzina 4.50. Warto wstać przed pracą i zobaczyć, dziewczynę, która znów jest w swoim żywiole.

Już półfinał Ennaoui pobiegła widowiskowo. Na 300 metrów przed metą była przedostatnia w 12-osobowej stawce. Na 100 metrów przed końcem była dziesiąta i musiała minąć jeszcze pięć rywalek, żeby wejść fo finału. Zrobiła to porywającym finiszem.

- Na 300 metrów do mety czułam duży zapas. Wiedziałam, że mogę sobie ruszyć tak, jak lubię - mówi. Ale przyznaje, że przeżyła chwilę grozy zaraz po biegu. - Na telebimie zobaczyłam przy swoim nazwisku szóstkę i przestraszyłam się. Na szczęście szybko sobie zdałam sprawę z tego, że chodzi o numer, z którym biegłam - śmieje się Ennaoui.

"Zapytałam dziewczyny ze sztafety 4x400 m czy mam szansę na rezerwową"

Awans do finału MŚ jest dla naszej najlepszej biegaczki średniodystansowej potwierdzeniem, że wróciła do elity i że procentuje bardzo ciężka praca. - Jestem spokojnie gotowa na bieg poniżej czterech minut - mówi zawodniczka, której rekord życiowy wynosi 3:59.70.

- Robiłam wiele treningów bardzo podobnych do tych sprzed dwóch lat i teraz w każdym treningu jestem dużo szybsza. A na sprawdzianie na 400 metrów bardzo mało mi zabrakło do połamania 54 sekund. Zapytałam nawet dziewczyn ze sztafety czy mam szansę na rezerwową. Śmiały się, że jeszcze sekunda i dam radę - opowiada nam Sofia.

- Jestem świetnie przygotowana i od strony szybkościowej, i od wytrzymałościowej. Dlatego wypowiadam się pewnie i uważam, że spokojnie mnie stać na miejsce w ósemce na tych mistrzostwach świata - dodaje.

Etiopka planuje rekord świata. W Polsce

O medalu Sofia nie marzy. Jeszcze. - Finał na pewno będzie dla mnie jeszcze za szybki. Marcin Rosengarten, menedżer mój i zarazem Memoriału Skolimowskiej, mówił mi, że Etiopka Gudaf Tsegay będzie chciała u nas pobić rekord świata. Tu raczej tego nie zrobi, bo już pewnie czuje zmęczenie z dwóch biegów. Ale i tak pobiegnie w okolicach czasu 3:55.00 (rekord świata należy do innej Etiopki, Genzebe Dibaby, i wynosi 3:50.07. Natomiast życiówka Tsegay to 3:53.09) - analizuje Ennaoui.

Najpewniej zatem finałowe bieganie pań będzie na zupełnie innym poziomie niż półfinałowe, gdzie najszybsza Tsegay miała rezultat 4:01.28 (Ennaoui awansowała z ostatnim, 14. wynikiem - 4:05.17).

Ale to naprawdę żaden problem. Jeśli dla Ennaoui tempo będzie takie, że pozwoli jej powalczyć "tylko" o miejsce w top 8, to też dobrze. A nawet świetnie. Doceńmy powrót walecznej sportsmenki. Bardzo walecznej.

"Dzięki Bogu"

- Za mną ciągnące się latami problemy ze ścięgnami Achillesa. Jak nie z lewym, które było kontuzjowane już kilka razy, to z prawym. W 2019 roku przed mistrzostwami w Dausze bolały mnie oba Achillesy. Ciągle miałam stany zapalne a przed igrzyskami w Tokio to się przeistoczyło w rozwarstwienie przyczepu ścięgna Achillesa. To był już bardzo poważny stan, jeden stopień przed zerwaniem. Dzięki Bogu, że dałam radę to wyleczyć rehabilitacją, zastrzykami i tak dalej, że nie musiałam mieć operacji - mówi nam Sofia.

- Teraz Achillesy nie bolą. Zupełnie ich nie czuję. Dzięki temu, że moja rehabilitacja była bardzo długa. To było dla mnie bardzo ważne, żeby wrócić bez bólu. Wiem, że jeszcze wiele lat w lekkiej atletyce przede mną. Już nie chcą tracić sezonów. Nie mogę sobie na to pozwolić, szkoda by było mojej pracy. Wchodzę w najlepszy wiek do biegania średnich dystansów. Parę lat czekałam na wejście do światowej czołówki, jestem w niej i nie chcę się więcej wybijać z rytmu. Teraz moim celem jest ósemka. Na spokojnie. A kiedyś celem będą miejsca w trójce. Tak bym bardzo chciała - kończy Ennaoui.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.