Przecież to jest zupełnie inny poziom. Polacy królują na świecie. Dominacja

Łukasz Jachimiak
Polacy biorą zamach jak nikt inny na świecie. I tańczą. Od trenerów i zawodników słyszymy, że istnieje polska szkoła rzutu młotem i że nikt na świecie takiej nie ma. Czy możemy wątpić, widząc polską dominację w klasyfikacjach medalowych?

Paweł Fajdek mistrzem świata. Wojciech Nowicki wicemistrzem świata. To było w planie. Polacy byli takimi faworytami rzutu młotem na lekkoatletycznych MŚ w Eugene, jakim przez lata na wszystkich mistrzostwach był w sprintach Usain Bolt. Polacy młotem trzęsą. Rządzą, nawet pod nieobecność swojej liderki.

Zobacz wideo Zabawa w "5 sekund" z Tomaszem Majewskim. Jak odpowie wybitny sportowiec?

Gdyby w Eugene była Anita Włodarczyk, jeszcze nie zamykalibyśmy tego bilansu zysków. Niestety, pogoń za niedoszłym złodziejem samochodu skończyła się dla trzykrotnej mistrzyni olimpijskiej i czterokrotnej mistrzyni świata poważną kontuzją mięśnia uda. I operacją. Nie zobaczymy więc na MŚ w Oregonie naszej złotej medalistki ubiegłorocznych igrzysk w Tokio. I nie zobaczymy brązowej medalistki stamtąd, Malwiny Kopron. Ona niespodziewanie odpadła w kwalifikacjach.

W Tokio polskie państwo młociarstwo zdobyło dwa złota i dwa brązy. W Eugene osłabione wywalczyło złoto i srebro.

"Kartki by ci nie wystarczyło"

Medale Fajdka i Nowickiego to 12. i 13. krążek mistrzostw świata dla polskiej lekkoatletyki wywalczone tylko przez młociarzy.

Wyłącznie w kategorii mężczyzn mecz młociarski Polska - reszta świata ma piękny dla nas wynik. A będzie wyglądał jeszcze piękniej, jeśli dodamy sukcesy kobiet. Dodajmy:

  • 4 złota Anity Włodarczyk
  • 1 srebro Joanny Fiodorow
  • 1 brąz Malwiny Kopron

- Jakbyś chciał wymienić wszystkie wasze medale, to kartki by ci nie wystarczyło - śmiał się Ivica Jakelić, gdy na igrzyskach w Tokio pytaliśmy go o polską szkołę młota. Chorwacki trener Anity Włodarczyk nie ma wątpliwości, że polska szkoła młota istnieje. I że zazdrości nam jej cały świat.

"My trenujemy rzut młotem, a nie ciężarem". Rywale jeżdżą na hamulcu

Jasne, że rzut młotem nie jest sportem, który bije światowe rekordy oglądalności. Wiadomo, że najlepiej jest błyszczeć na głównych arenach i dominować w najbardziej popularnych dyscyplinach. Ale bardzo cenne jest i to, żeby mieć swoją niszę. Przecież zazdrościmy ich tym państwom, które je znajdują. Jak to się stało, że naszą medalodajną niszą jest rzut młotem?

- Przede wszystkim my trenujemy rzut młotem, a nie siłownię i rzut ciężarem jak Amerykanie - zaznacza Fajdek. - Od ponad 10 lat jeżdżę na zgrupowania, na których widzę jak inni ludzie trenują. I jestem w szoku, że takie rzeczy można robić. To jest jak jeżdżenie samochodem na ręcznym hamulcu. Ja trenuję ciężko, oczywiście, ale skupiam się na tym, żeby się dogadać z młotem, a nie z nim walczyć. Przecież to jest podstawa tej konkurencji - dodaje.

Jak dogadać się z młotem? - Trzeba go zawiesić na wieszaku stworzonym przez nogi i grzbiet. Ręce i barki mają być luźne. Chodzi o to, żeby młot wisiał jak na sznureczku. Trzeba równoważyć siły grawitacyjną i odśrodkową - tłumaczy trener Krzysztof Kaliszewski, były młociarz, który prowadził m.in. Anitę Włodarczyk i wcześniej Szymona Ziółkowskiego.

- I bardzo ważne jest, by nie mieć zaburzeń błędnika. Miałem dobrze rokujących zawodników, którzy robili dwa obroty, a dalej była już ściana - dodaje szkoleniowiec.

Amerykanie się odgrażali, a Fajdek z nich kpił

Skomplikowane? Na pewno nie tak proste, jak się wydaje, kiedy patrzy się na te wszystkie polskie złota. Amerykanka DeAnna Price, jedyna w historii zawodniczka poza Włodarczyk, która przerzuciła 80 metrów, pierwszy rzut w życiu skończyła z młotem na głowie. Na całe szczęście uderzył ją uchwyt, a nie najcięższa kula.

Amerykanie bardzo chcieliby zdetronizować Polaków. - Mówi się, że są mocni, a ile medali zdobyli na tych igrzyskach? - kpił w Tokio Fajdek. Nie zdobyli ani jednego. Price, wówczas liderka światowych list, przegrała z kontuzją. Rudy Winkler, wicelider, podobno też.

W Tokio Amerykanie odgrażali się, że za rok, na mistrzostwach świata w Eugen to oni będą najsilniejsi. Minął rok, jesteśmy w Eugene i na razie, po męskim finale, my mamy złoto i srebro, a oni nic.

Kult siły? Przerabialiśmy

Zresztą, proszę bardzo, najsilniejsi niech sobie będą. Fizycznie już dominują. Price zarzuca na sztangę po 180 kg i robi przysiady, a Włodarczyk od lat wykonywała takie ćwiczenia z obciążeniem 100-110 kg. Ta różnica nie ma jednak znaczenia, bo to nie same ciężary decydują o sukcesie.

Kiedyś i u nas był kult siły. Podobno trener Czesław Cybulski (rocznik 1935), autorytet i zamordysta w jednym, chodząc po ulicach zaczepiał młodych ludzi wyróżniających się warunkami fizycznymi. I to im składał propozycję: katorżnicza praca w zamian za obietnicę sportowego sukcesu.

"Nie ma żadnego grubasa"

- Dziś światowy młot się rozwija, bo z dyscypliny poznikali ludzie, którzy się do niej nie nadawali. Mówię o grubasach - Fajdek w dyplomację się nie bawi. I jednocześnie mówi też o sobie - trzy sezony temu zaczął pracować z dietetykiem, żeby zrzucić to, co mu przeszkadzało. I zmniejszył się ze 136 do 120 kilogramów.

- Dziś w światowej czołówce nie ma żadnego grubasa. A 10 lat temu startowałem z prawie samymi grubasami - zauważa pięciokrotny mistrz świata.

Miotacze z piłki nożnej. Jak Nowicki z Jagiellonii

Oczywiście największe szanse na to, by rzucać na światowym poziomie, mają ludzie gabarytowo najwięksi. Podkreśla to trener Fajdka, Ziółkowski. Były mistrz olimpijski i świata mówi o tym, jak ważna jest długość ramion, ich zasięg. - W ostatnich latach nasi miotacze biorą się najczęściej ze szkółek piłkarskich. Więksi i przez to trochę mniej skoordynowani chłopcy są tam odrzucani, a że chcą uprawiać sport, to trafiają do rzutów - słyszymy.

Młodym, niespełnionym piłkarzom warto powiedzieć, że pójście do młota to wcale nie musi być zesłanie. Jasne, w piłce zarobki są kosmiczne a kariery globalne. Tymczasem młot to konkurencja mało poważana nawet w lekkoatletycznym światku. Ale nie każdy może być Robertem Lewandowskim. Fajdek czy Nowicki też zarabiają godnie. Nie będziemy im liczyć, ile dostają od sponsorów, wystarczy podać, że za medale w Eugene tu na miejscu skasowali odpowiednio 70 i 35 tysięcy dolarów.

Zresztą, co tu dużo gadać - Nowicki chciał być piłkarzem i nawet trenował w Jagiellonii Białystok. Dopiero jako 18-latek trafił do rzutu młotem. I zdecydowanie nie żałuje. Dziś ma złoto i brąz igrzysk olimpijskich, srebro i trzy brązy mistrzostw świata oraz złoto i brąz mistrzostw Europy. Dziś jest jednym z najbardziej szanowanych polskich sportowców.

Tańczysz? To lekkoatletyka zaprasza

Do dzieciaków, które chciałyby spróbować rzucać młotem i miałyby taką możliwość w pobliżu miejsca swojego zamieszkania w kuszący sposób przemawia pewien dziadek. - Każde dziecko, które przychodzi na trening, od razu pytam czy lubi tańczyć. Jeśli odpowie, że tak, to znaczy, że nada się do tego sportu - mówi Witold Kopron, trener a prywatnie dziadek Malwiny.

- Taniec się w lekkoatletyce bardzo przydaje, bo daje poczucie rytmu, które w każdej konkurencji jest potrzebne. Najszybsze, najlepsze nogi, jakie w życiu widziałem, ma Piotrek Małachowski. Wspaniale się patrzy, jak on się rusza na parkiecie. To jest to! Takie nogi chodzą w kole idealnie: jest przyspieszenie, jest wyprzedzenie, wszystko się zgadza - opisuje dziadek Kopron.

"Przecież młot jest lekki"

Idźmy dalej: jak już młociarz zrobi wieszak i jak już pójdzie w tan, to od początku kręcenia się, musi pamiętać o obszerności. Bez niej żaden atleta nie wprowadzi w idealny ruch kuli na stalowym łańcuchu o ciężarze 7,26 kg, a atletka - bliźniaczo wyglądającego sprzętu ważącego cztery kilogramy.

Pociski idealnie wyrzucane przez mężczyzn mkną z prędkością po 150 km/h. A na ciało młociarza naciskają siły zbliżone do 400 kilogramów. Tego nie da się wytrzymać bez wielkiej siły, bez przygotowania atletycznego. Ale tego przede wszystkim nie da się wygenerować samą siłą. - My, Polacy, nie robimy siły atletycznej, jak pod podnoszenie ciężarów. Nie gonimy żadnych rekordów w siłowni. Po co nam dźwigać 200 kg w przysiadzie? Rywalki się do takich wartości zbliżają, a przecież młot jest lekki, wcale nie jest do niego potrzebna wielka siła - przekonuje Kopron.

- Klucz to szybkość. Najlepiej w połączeniu z długimi rękami. Ale nawet najdłuższe nie pomogą, jeśli ktoś za mocno ładuje w nie siłę. Wtedy mięśnie się skracają, w czasie obrotów wszystko się spina i chociaż obroty są szybkie, to zawodnik ciągle goni młot, ciągle za nim nie nadąża i w żaden rzut nie włoży odpowiedniej energii - wyjaśnia trener.

"Niejedną noc żeśmy przedyskutowali. I kręciliśmy obroty"

Postać dziadka Malwiny Kopron pokazuje, jaką drogą można w Polsce pójść, jeśli się chce zbudować zawodnika na światowym poziomie.

- Tylko człowiek niemądrze zamknięty nie konsultowałby się z tak wybitnymi postaciami, jakie przez lata w naszym młocie się pojawiły. O fizjologii, o technice, o najmniejszych detalach można u nas pomówić z najlepszymi fachowcami na świecie i zrobić sobie ze wszystkiego zlepek dla swojej zawodniczki - mówi pan Witold.

- Z doktorem Cybulskim, który szkolił wszystkich i jest naszym nestorem, niejedną noc żeśmy przedyskutowali. I kręciliśmy obroty. Tak samo z Kaliszewskim, z Ziółkowskim, z panią Jolą Kumor, która przez lata prowadziła Pawła Fajdka, z Malwiną Wojtulewicz [prowadziła do sukcesów Nowickiego i Joannę Fiodorow, teraz to Fiodorow jest trenerką mistrza]. Oni wszyscy są zawsze chętni, żeby pomóc. Grzechem byłoby nie korzystać - podkreśla dziadek Kopron.

"Macie piękne owoce". To jaki jest przepis?

- Jestem w kontakcie ze środowiskiem polskiego młota od 15-16 lat. Macie świetny program, bardzo dobrych trenerów. Widać, że to będzie kontynuowane. Macie zdolną młodzież - mówi nam Jakelić, wspominany już chorwacki trener Włodarczyk.

- Do waszego młota wrócił Szymon Ziółkowski, kolejny człowiek z ogromnym doświadczeniem. U was wszyscy rozumieją, że szkoląc nie można oddzielić siły od szybkości, że między wszystkimi elementami musi być zachowana równowaga. To dzięki temu macie takie duże i piękne owoce - dodaje Chorwat.

No dobrze, czy z tego wszystkiego złożymy przepis na idealny rzut młotem po polsku? Czy istnieje poradnik mówiący, jak krok po kroku postępować, żeby polski młot latał poza zasięg możliwości rywali?

"Polacy robią zamach jak nikt inny na świecie"

Witold Kopron taki przepis podaje. - U nas technika jest inna niż wszędzie. Polacy wymyślili jak rzucać po swojemu i nasi kolejni zawodnicy to powielają - mówi. - Szczegóły? Otóż mamy inny początek rzutu. Polacy robią zamach jak nikt inny na świecie. I inaczej wchodzą w obrót. To nas wyróżnia - mówi trener.

- Inni nas próbują gonić. Bywamy nagrywani, przeciwnicy chcą kopiować nasz styl, ale nie wychodzi im tak dobrze jak nam, bo technika to szczególiki, które się powtarza i udoskonala latami, tego się od razu nie opanuje. Tu ogromne różnice robią nawet takie przyzwyczajenia, że ktoś na starcie młot podnosi trochę nad głowę, a ktoś inny trzyma go przed sobą - dodaje Kopron.

"Rodzice, nie róbcie tak!"

A my na koniec poruszmy jeszcze jeden ważny temat. Rzut młotem to nie bieg na 100 czy 1500 metrów, to nie pływanie albo kolarstwo. To nie jest taki sport, w który każde dziecko może się pobawić. Co więc ma zrobić rodzic, widząc, że syn albo córka chce być jak Włodarczyk, Kopron, Nowicki albo Fajdek?

- Niestety, mało dzieci i młodzieży przychodzi do rzutu młotem. A jeśli już, to najczęściej ojciec przyprowadza dużego, silnego chłopaka albo dużą, silną dziewczynę, bo chce wykorzystać ich naturalną siłę i poprawić sylwetkę dziecka - mówi Kopron.

- Rodzice, nie róbcie tak! - apeluje. - Z klucha czy kluchy wcale nie jest łatwo zrobić młociarza. Malwinka zaczynając była szczypiorkiem - mówi. - Ważne jest, żeby dzieciom pokazać, że osiągalne jest rzucanie młotem, nawet jeśli są chudzinkami. Wystarczy pojechać do najbliższego klubu lekkoatletycznego i tam na pewno znajdą się trenerzy, którzy pozwolą sprawdzić, co się komu naprawdę podoba - dodaje pan Witold.

Jedno jest pewne - wszystkim bardzo podoba się fakt, że w rzucie młotem Polska jest potęgą. I basta!

Więcej o: