Paweł Fajdek stał się rannym ptaszkiem. Wszystko dla piątego złota z rzędu

Ma cztery tytułu mistrza świata i chce jeszcze więcej. Chce tak bardzo, że zmienił się w rannego ptaszka. - Chyba tak daleko w kwalifikacjach jeszcze nie rzucałem. Zapraszam na finał - mówi Paweł Fajdek. Jego walka o złoto MŚ w Eugene, między innymi z Wojciechem Nowickim, w sobotę o godzinie 21 czasu polskiego.

Niecały rok temu Paweł Fajdek ledwo prześlizgnął się przez eliminacje na igrzyskach olimpijskich w Tokio. Już zaglądało mu w oczy widmo powtórki z Rio, gdzie przepadł, a był murowanym kandydatem do złota. Na szczęście wykaraskał się i później zdobył brąz. Teraz chce więcej. I chyba może więcej.

- Pierwszy rzut był za delikatny, drugi już w granicach przyzwoitości - mówi nam po eliminacjach. Zaczął je słabo - od wyniku 74,63 m. Poprawił się błyskawicznie. I fantastycznie. 80,09 m to aż o 2,59 m więcej niż było trzeba (minimum kwalifikacyjne ustalono na 77,50 m).

- Chyba tak daleko w kwalifikacjach jeszcze nie rzucałem. Zapraszam na finał - mówi zadowolony.

Zobacz wideo Maria Andrejczyk: Ważniejsze są cisza i spokój, które pozwalają skupić się na najcięższej pracy

DLOBSDramat Polaka na MŚ w Eugene. Schodził ze łzami w oczach. "Koniec sezonu"

Tym razem się nie szarpał. "Byłem dziś znudzony"

Paweł Fajdek to specjalista od wygrywania mistrzostw świata. Złote medale przywozi nieprzerwanie od 2013 roku - kolejno z Moskwy, Pekinu, Londynu i Dohy. Czy teraz podbije kolejny kontynent i jeszcze umocni swoją pozycję dominatora na MŚ?

- To będą mocne zawody, może być nas pięciu rzucających poza 80 m. Chłopaki na pewno będą rzucać daleko, byle nie dalej od nas - mówi Fajdek. Mówiąc "nas" myśli też o Wojciechu Nowicki. Mistrz olimpijski sprzed roku awans wywalczył już w pierwszym rzucie - na 79.22.

O Wojciecha Nowickiego w eliminacjach byliśmy spokojni. On nigdy nie miał kłopotów natym etapie. - Ja byłem dziś znudzony. Kwalifikacje są nudne a stresujące. To najgorszy element na każdej dużej imprezie, eliminacjom zawsze towarzyszą największe emocje - mówi Fajdek.

Jak się okazuje, mistrz wyciągnął wnioski i zmienił swoje nawyki. - Przez ostatnie dni wstawałem o czwartej rano. Normalnie lubię się budzić koło południa - mówi. - Ale w sumie żyję tu według czasu, który jest w Polsce. Dla mnie eliminacje były o 19.30 (w Eugene jego grupa zaczynała o 10.30), finał będzie o 21, więc dla mnie jest okej - dodaje.

Polska sztafeta 4 x 400 m po biegu eliminacyjnym w Tokio. W środku Anna Kiełbasińska, z lewej Iga Baumgart-Witan, z prawej Justyna Święty-ErseticAfera w polskiej kadrze na MŚ. Kiełbasińska oskarża. "Jest mi przykro"

- No, najważniejsze, że udało się przejść kwalifikacje. A w zawodach oby było tak, jak na ostatnich treningach - uśmiecha się Fajdek i kończy, mówiąc, że musi się wyspać. Słyszeliśmy, że już tu, na miejscu, mistrz zbliżał się do 83 metrów. Jego rekord życiowy to 83,93 m, a najlepszy w tym roku wynik na świecie (Nowickiego) to 81,58.

Więcej o: