"Pół sekundy zapasu do rekordu świata". Najlepszy polski trener ujawnia: Jestem w szoku

Łukasz Jachimiak
- Mieliśmy nawet pół sekundy zapasu do rekordu świata. Dziewczyny są tak zmotywowane, że jestem w szoku - mówi Aleksander Matusiński. Trener roku 2021 w polskim sporcie jestem szefem najlepszej drużyny polskiego sportu, czyli sztafety 4x400 m.

Kilka dni temu na lekkoatletycznych halowych mistrzostwach świata w Belgradzie Polska zdobyła tylko dwa medale. Kilku gwiazd naszej kadry zabrakło, kilka innych nie miało szczęścia, a Aniołki Matusińskiego znów zrobiły swoje. Choć brąz dla sztafety 4x400 m absolutnie nie zaspokaja ambicji tej ekipy.

Zobacz wideo Maria Andrejczyk: Ważniejsze są cisza i spokój, które pozwalają skupić się na najcięższej pracy

Łukasz Jachimiak: W niedzielę zdobyliście brązowy medal halowych MŚ i chyba już niecały tydzień później zaczęliście pracę na lato i MŚ oraz ME?

Aleksander Matusiński: Tak, ustaliliśmy, że każdy ma kilka dni wolnego w domu, a od czwartku wszyscy zaczynają się ruszać. Natomiast już 31 marca na dwa tygodnie lecimy do Portugalii.

Po brązie w Belgradzie zwłaszcza Justyna Święty-Ersetic i Natalia Kaczmarek trochę narzekały, że to tylko brąz. Pan też się nastawiał na inny kolor medalu?

Myśmy się tam nastawiali na złoty medal.

I na rekord świata? Bo jeszcze przed covidem Anny Kiełbasińskiej i wobec świetnych startów jej, Justyny oraz Natalii takie prognozy się pojawiały.

Tak, sumowałem to sobie, liczyłem i mieliśmy nawet pół sekundy zapasu do rekordu świata. Ale wiadomo, że musiałoby wszystko wyjść, musiałyby być też dziewczyny z rezerwy, które by pobiegły rano w eliminacjach. To nam się nie poukładało. Po tym, jak przebiegła rywalizacja, cieszymy się, że jest chociaż brąz. Hala w Belgradzie jest dla nas trudna. Tartan był dla nas jakiś za miękki. A w ogóle to na pierwszej zmianie się nam trudno biega, a jak się tam nie poukłada po naszej myśli, to potem jest walka, są przepychanki. Na stadionie będzie o wiele łatwiej. Nikt nam nie będzie drogi zabiegał, nikt nas nie będzie blokował, będziemy biegać z przodu. Niestety, wypadła nam Ania Kiełbasińska, z powodu kontuzji nie było też Gosi Hołub-Kowalik, a Kinga Gacka biegła krótko po koronawirusie, dotarła do Belgradu dopiero w piątek po południu i nie do końca wiedziałem, na co ją stać. Mimo tych utrudnień wywalczyliśmy kolejny medal, więc w sumie jestem zadowolony.

Nowy sprzęt do oceny prawidłowości skoku został skrytykowany przez zawodników i kibiców.Skandal na HMŚ. Zawodnicy grzmią: Zniszczyli zawody. Publikują wymowne zdjęcie

Patrząc na to, jak odhaczacie kolejne cele, pewnie trzeba się spodziewać, że i halowy rekord świata w końcu pobijecie?

Zdecydowanie jest taka szansa, bo Justyna powtarza, że musi jeszcze chociaż za rok na halowych MŚ w Chinach wystartować, żeby poprawić wynik w sztafecie i żeby wreszcie być wyżej niż na czwartym miejscu indywidualnie. W Belgradzie ona trzeci raz na MŚ zajęła czwarte miejsce. Może wielu już by się odechciało walczyć, ale dla Justyny to jest dodatkowa mobilizacja. Justyna prezentuje poziom światowy, ale w Belgradzie przegrała z dwiema medalistkami olimpijskimi z Tokio i z czwartą zawodniczką stamtąd. Trudno było.

Jak planujecie MŚ w Eugene i ME w Monachium? Będzie pan szykował jedną sztafetę na lipiec i drugą na sierpień? Jeśli nie byłoby kontuzji, to chyba bylibyście w stanie zestawić dwie drużyny?

Nie będziemy próbowali. Po prostu szczyt formy przygotujemy na Eugene, a później rozpędem będziemy chcieli pobiec dobrze też w Monachium.

Tak Piotr Lisek zareagował na rekord Duplantisa. Gdzie jest Polak? Tak Piotr Lisek zareagował na rekord Duplantisa. Gdzie jest Polak? "Coś nie pykło"

Liczy pan, z ilu imprez z rzędu przywieźliście medale?

Straciłem rachubę. Gdzieś wyczytałem, że Belgrad to była nasza 11. impreza z rzędu z medalami. Wiem, że po igrzyskach olimpijskich Rio 2016 wszędzie zdobywamy medale.

Licząc z nieoficjalnymi MŚ sztafet, macie już serię 12 imprez z medalami.

Tworzymy piękną historię. Robimy te wyniki różnymi składami, wiele dziewczyn zdobywa medale, z różnych trudnych sytuacji wychodzimy z sukcesami. Teraz kontuzje nam pokrzyżowały plany, rok temu było pod tym względem jeszcze gorzej, a zdobyliśmy i medal halowych ME w Toruniu, i na igrzyskach. Nasze medale nie są przypadkowe. Jesteśmy powtarzalni, mamy długą ławkę, umiemy się mobilizować, a to bardzo ważne. Na papierze zazwyczaj nie mamy szans z Jamajką, a ją pokonujemy. Czasami też pokonujemy USA.

W Tokio powiedział nam pan, że nie wiadomo, czy wszystkie kluczowe zawodniczki dobiegną do Paryża, ale teraz, na trochę ponad dwa lata do igrzysk, jest już chyba jasne, że tak?

Nie, nie rozmawiamy o Paryżu. Sytuacja życiowa się zmienia, zdarzają się kontuzje, wypalenia. Ale na razie wszystkie dziewczyny są tak zmotywowane, że jestem w szoku. Każda chce jechać na każde zgrupowanie, każda chce się ciągle poprawiać, wszystkie są niesamowicie zdeterminowane.

Jelena LaszmanowaSprawiedliwość dopadła Rosjankę. Zamiast medalu hańba i wstyd

A pan jak się czuje? Za rok 2021 dostał pan tytuł najlepszego trenera w polskim sporcie.

Cieszę się z tego wyróżnienia, ale nie czuję większej popularności. Tak naprawdę traktuję to jako nagrodę dla wszystkich trenerów sztafet i dla całej lekkoatletyki. W Tokio zdobyliśmy aż dziewięć ze wszystkich 14 medali reprezentacji Polski. Musiał zostać doceniony ktoś z nas. Padło na mnie, bo sztafeta 4x400 m ma passę, powtarzalność. Na nas można liczyć.

Po prostu jesteście najlepszą drużyną polskiego sportu.

Dziękuję bardzo za te słowa.

Więcej o: