Tak Piotr Lisek zareagował na rekord Duplantisa. Gdzie jest Polak? "Coś nie pykło"

Łukasz Jachimiak
- Coś nie pykło. Pierwszy raz od siedmiu lat nie wyszło - mówi Piotr Lisek. Nasz multimedalista w skoku o tyczce nie zakwalifikował się na halowe MŚ w Belgradzie, na których kolejny rekord świata ustanowił Armand Duplantis. Czy z geniuszem ze Szwecji da się rywalizować? Czy Lisek w to wierzy?

W niedzielę w Belgradzie Armand Duplantis został halowym mistrzem świata i znów pobił rekord świata. 6.20 m to już czwarty rekord ustanowiony przez Szweda, który ma dopiero 22 lata. Tylko w roli widza kolejny wyczyn Duplantisa przeżywał nasz najlepszy tyczkarz, Piotr Lisek. Srebrny i dwukrotnie brązowy medalista MŚ na stadionie oraz dwukrotny brązowy medalista halowych MŚ nie zakwalifikował się na tegoroczne halowe MŚ.

Zobacz wideo Tomasz Majewski: Po 12 latach wycisnąłem 200 kg! Dużo? To minimum przyzwoitości

Łukasz Jachimiak: Siedzisz przed telewizorem, patrzysz jak Armand Duplantis skacze 6.20 m i co myślisz? To jest "Kurde, już nigdy nie da się z nim wygrać!" czy raczej kalkulujesz, że już też skakałeś wysoko i nadzieja nie umiera?

Piotr Lisek: Gdybym był piłkarzem, to powiedziałbym, że piłka jest cały czas w grze. To jest sport, tu nie ma takiej sytuacji, że się z kimś nie da wygrać. I naprawdę fajnie, że mamy Mondo. Dzięki niemu coraz więcej ludzi na świecie zauważa, jak świetną konkurencją jest skok o tyczce. A z tym Mondo, chociaż jest doskonały, na pewno da się wygrać. Zawsze znajdzie się ktoś jeszcze większy.

Tylko za ile lat? Bo to są skoki epokowe, Duplantis tu i teraz jest nie do dogonienia.

- To prawda. On jeszcze długo nie skończy skakać, ale gdyby nagle uznał, że dziękuje i chce się zająć czymś innym, to i tak zostanie z nami do końca świata i o jeden dzień dłużej. On się już na zawsze zapisał na kartach historii. Jest niesamowity. A przy tym to gość, który w normalnej rozmowie nie daje odczuć, że jest dużo wyżej od ciebie. Zawsze jak się spotykamy, jest sympatyczny, miły, chce cię wysłuchać. Chwała mu za to, że pozostał normalny.

Czyli odleciał w sensie sportowym, ale w sensie ludzkim cały czas stoi na ziemi?

- Na pewno tak gigantyczne sukcesy mają oddźwięk w życiu prywatnym. Na pewno jest tak, że niektórzy patrzą na niego inaczej, myślą sobie, że teraz to już gwiazda, że jest inny. Ale nie jest, on odleciał, ale tylko sportowo. Bardzo odleciał, aż na 6.20 m.

Nowy rekord świata! Duplantis znowu to zrobił. Przekracza wszelkie granice [WIDEO]Nowy rekord świata! Duplantis znowu to zrobił. Przekracza wszelkie granice [WIDEO]

6.20 to jest kosmiczny wynik, ale patrząc na progres Duplantisa, wszyscy od razu zaczynają myśleć, że i 6.30 jest możliwe. Ty też tak uważasz?

- Powoli, spokojnie, jest jeszcze 10 cm różnicy między tym, co już jest a tym, co może być. Czyli to jeszcze aż 10 rekordów świata do pobicia, bo Mondo idzie centymetr po centymetrze. Ona ma przewyższenie w biodrach, ale u nas liczy się przewyższenie tam, gdzie jest najniższy punkt przechodzenia nad poprzeczką. W skoku na 6.20 Mondo poprzeczki dotknął, czyli strąciłby ją, gdyby wisiała już na wysokości 6.21.

Ale możliwości Mondo ma, biodra wskazują na to, że może skakać wyżej.

A co mówią twoje biodra?

- Że mogę skakać ponad 6 metrów. Już to udowodniłem [rekord życiowy Liska to 6.02 m] i mam nadzieję, że jeszcze będzie mi to dane kiedyś udowodnić.

Zobacz program Sport.pl LIVE od 20:00:

 

Kiedy? To marzenie czy konkretny cel może już na tegoroczne lato z MŚ i ME w kalendarzu?

- Byłem bardzo dobrze przygotowany na ten sezon halowy, ale coś nie pykło i nie znalazłem wysokości. Pierwszy raz od siedmiu lat nie wyszło. Ale powtórzę jeszcze raz - to jest sport i wszystko może się zdarzyć.

Justyna Święty-Ersetic, Iga Baumgart-Witan, Kinga Gacka i Natalia Kaczmarek, brązowe medalistki halowych MŚ Belgrad 2022To prawdopodobnie najlepsza drużyna w polskim sporcie. Niesamowity wyczyn Aniołków

Widziałeś i słyszałeś, jak Monika Pyrek apeluje do ciebie i do Pawła Wojciechowskiego? Duplantis stwierdził w rozmowie z TVP Sport, że on nie ma żadnych limitów i wtedy nasza była mistrzyni poprosiła, żebyście wy z Pawłem też uwierzyli, że nic was nie ogranicza.

- Limity sami sobie tworzymy w głowie, zgadzam się z tym. Fajnie, że Monika jest z nami, że w nas wierzy. Dziękujemy jej za to. Monika jest naszym dobrym, tyczkarskim duchem.

Ile medali wielkich imprez już zdobyłeś?

- Nie wiem dokładnie. 7? 8? 9?

Dziewięć. A wszystko jeszcze przed 30. urodzinami. Brak kwalifikacji na halowe MŚ to musi być jednorazowa historia, ty na pewno jeszcze wrócisz do walki o medale, prawda?

- Gdybym ja był źle przygotowany, gdybym czuł, że moje ciało już nie daje rady, to może bym się zniechęcił. Ale wiem, w jakim miejscu byłem na treningach i moje serduszko jest rozżalone, że tego nie wykorzystałem. Ale absolutnie to nie zamyka moich planów na następne sezony!

To powiedz, na jakim poziomie byłeś na treningach.

- Za każdym razem wieszałem sobie 5.81 m i wielokrotnie to na treningu skakałem. A przychodziły zawody i nie wychodziło. Byłem gotowy na minimum dające wyjazd na MŚ, było naprawdę dobrze.

5.81 m to było minimum, ale to już nie jest naprawdę wysokie skakanie. Ty często powtarzałeś, że 5.70-5.80 to wysoko, ale to już nie daje medalu nigdzie. W Belgradzie do brązu konieczne było 5.90.

- Tak, już od paru imprez tak jest.

Chyba od ME Berlin 2018, gdzie nawet 5.90 nie dało ci medalu, bo byłeś czwarty.

- Tak, zmienił się ten próg. Trzeba przestawić myślenie - 5.70 to już nie jest wysokie skakanie, tylko średnie. A wysokie zaczyna się od 5.80. Na świecie jest garstka osób, które tyle skaczą. W tym sezonie to chyba tylko 12 osób. To mówi samo za siebie. Oczywiście jest Mondo, jednostka wybitna. On jest ponad nami wszystkimi. Nie tylko ponad mną, ale też ponad Samem Kendricksem czy Renaudem Lavilleniem. To są legendy lekkoatletyki, a im też Mondo dokłada po 20-30, a nawet 40 cm.

Zaraz się zrobi pół metra.

- Tak to jest, gdy się pojawia dominator. Ale liczę, że za tym dominatorem pójdzie reszta. My też pracujemy.

Absurd na MŚ. Nie chcieli dopuścić Polki do startu. Absurd na MŚ. Nie chcieli dopuścić Polki do startu. "W tych barwach nie pobiegniesz"

Już pracujesz na sezon letni?

- Tak. Miałem dwa tygodnie wolnego, a teraz mam już trening. Na razie jeszcze luźny. Nie lubię takiego treningu, po którym nie wypluwam płuc. Lubię przyjść do domu wykończony. Niestety, teraz sobie przychodzę na trening i tu trochę podniosę nogę, tam trochę pójdę na drążek - to nie jest prawdziwy Lisek. Ja lubię gryźć piach.

Bo ty jesteś Lisek z wścieklizną.

- Ha, ha! Taka prawda! Tylko nie pisz takiego tytułu: "Lisek z wścieklizną"! Boże, ale to by był dramat!

Więcej o: