Ten rekord nie miał prawa paść. Dla jednych to legenda, dla innych oszustka

Najpierw mówiono, że rekord pobiła z pomocą wiatru. Potem, że wygrywała igrzyska dzięki sterydom. Ale do dzisiaj niczego jej nie udowodniono, a kontrowersji nie brakuje. Florence Griffith-Joyner do dzisiaj pozostaje ikoną sportu i to do niej należy dotychczas niepobity rekord świata na 100 metrów, który został ustanowiony dokładnie 33 lata temu.

Florence Griffith urodziła się jako siódme dziecko krawcowej i elektryka. Jej rodzice mieli łącznie jedenaścioro dzieci. Nietrudno więc się domyślić, że ledwo wiązali koniec z końcem. Na domiar złego rodzice Florence rozwiedli się i opiekę nad dziećmi przejęła matka. Czasami zaczęło brakować im nawet jedzenia. – Były dni, że nie mieliśmy jedzenia, były dni, kiedy mieliśmy owsiankę na śniadanie, lunch i kolację, ale moja matka zawsze jakoś dawała radę – wspominała w książce "American Women In Sports".

Zobacz wideo Kszczot zrezygnował ze startu w Tokio. "Wycieczka go nie interesowała"

Legendarne paznokcie i kultowe kombinezony

Griffith zaczęła biegać, kiedy miała siedem lat. Jej pierwszymi rywalami były zające. Ścigała się z nimi, kiedy przyjeżdżała odwiedzić ojca. Im była starsza, tym zainteresowań przybywało, a na pierwszy plan wysunęła się moda. Nadal jednak biegała i szło jej bardzo dobrze. Dostała się do college'u – California State University, ale postanowiła się przenieść, bo jej trener, Bob Kersee, przyjął ofertę od uniwersytetu w Los Angeles (UCLA). Dziewczyna poszła więc za nim, zmieniając nawet kierunek, aby móc trenować pod okiem tego szkoleniowca. – Widziałam, że Bobby był dla mnie najlepszym trenerem. Jakkolwiek to nie zabrzmi – wybrałam sport ponad naukę – powiedziała Florence. To właśnie Kersee poprowadził ją do pierwszych sukcesów. Dziewczyna stała się gwiazdą uniwersyteckich zawodów. Miała nawet szansę pojechać na igrzyska w 1980 roku, ale nie zakwalifikowała się. Zresztą na drodze i tak stanęła "zimna wojna" – Amerykanie zbojkotowali imprezę, która miała odbyć się w Moskwie.

Oliver DustinMedia: Kokaina w próbce brytyjskiej nadziei! Dobek może stracić głównego rywala

Na mistrzostwach świata w lekkoatletyce w Helsinkach w 1983 roku nie stanęła jeszcze na podium i wydawało się, że jeszcze sporo brakuje jej do najlepszych. Ale Griffith robiła gigantyczne postępy. Na igrzyskach w Los Angeles w 1984 roku zdobyła srebro w biegu na 200 metrów. Mimo tego sukcesu uwagę zwracano przede wszystkim na jej wygląd. Wzrok przyciągała jej uroda, ale także (a może przede wszystkim) wyjątkowo długie paznokcie pokolorowane na jaskrawy kolor. Nie chciała ich skrócić nawet wtedy, kiedy na igrzyskach w 1984 roku została wykluczona ze sztafety. Nic dziwnego – paznokcie uniemożliwiały sprawne przekazanie pałeczki. Kultowy stał się również jej strój – obcisły kombinezon, który zakrywał jej jedną nogę, a drugą pozostawiał odsłoniętą. Czasami miał też kaptur, który zakrywał jej głowę.

Media poświęcały dziewczynie coraz więcej uwagi, nazywając ją "Fluorescent Flo", od koloru jej paznokci. Ta jednak była rozczarowana tym, że nie udało jej się sięgnąć po złoto już na jej pierwszych igrzyskach. Zdecydowała się odpuścić treningi i uczelnię, i zatrudniła się jako kasjerka w banku, także dlatego, że chciała pomóc rodzinie. Po zakończonej zmianie w banku pracowała jako kosmetyczka. Kiedy nie trenowała, zaczęła przybierać na wadze. Ale w 1987 roku znowu zaczęło ciągnąć ją na bieżnię. Skontaktowała się z Kerseem, a ten zgodził się ponownie zostać jej trenerem, pod warunkiem, że ta będzie spełniać jego żądania i pracować ciężej niż do tej pory. Biegaczka mocno wzięła się do pracy i znacznie poprawiła swoją sylwetkę, przyspieszenie, lepiej też startowała z bloków, z czym wcześniej miała problemy. Florence łączyła pracę z treningami. Kiedy w banku miała przerwę na lunch, opuszczała miejsce pracy, aby ćwiczyć. Regularnie trenowała po północy, kiedy skończyła wszystkie swoje zajęcia. To wszystko zaowocowało kolejnymi sukcesami, tym razem na mistrzostwach świata w 1987 roku. Zdobyła srebro w biegu na 200 metrów. Dodatkowo tym razem została włączona do sztafety 4×100 metrów i razem z drużyną sięgnęła po złoto.

Przełomowy był rok olimpijski 1988. Florence była coraz lepsza. Wygrywała kolejne zawody w biegach na 100 i 200 metrów, stając się jedną z faworytek do złota olimpijskiego w Seulu i zrywając z łatką biegaczki, która bardziej imponuje stylizacjami na bieżni niż wynikami. I ostatecznie 16 lipca 1988 roku zapisała się złotymi zgłoskami na kartach historii sportu.

Ewa Swoboda zdobyła brązowy medal na HME w BelgradzieNiepokojące informacje ws. Ewy Swobody przed IO w Tokio. "Słyszałem różne rzeczy"

Kontrowersyjny rekord. To miało być niemożliwe

Podczas poprzedzających igrzyska zawodów w Indianapolis, Florence stanęła do biegu na 100 metrów. I wygrała go z wielką przewagą. Zegar pokazał nowy rekord świata – 10.49 s. Ale żeby został on uznany, należało jeszcze zerknąć na wskaźniki wiatru. Czy ten nie wiał Amerykance w plecy, a co za tym idzie, nie pomógł jej poprawić rekordu o 0,27 s? Wskaźnik pokazał jednak, że nie. Według pomiarów było bezwietrznie, więc rekord został uznany. Ale kontrowersji nie brakowało, bo świadkowie zawodów przyznają, że na stadionie mocno wiało. Przyznał to nawet Al Joyner – mistrz olimpijski w trójskoku z 1984 roku, a od 1987 roku mąż Florence. Bob Kersee z kolei stwierdził, że nikt nie wyobrażał sobie, że kobieta może osiągnąć taki czas w biegu na 100 metrów.

 

Kiedy biegaczka biła rekord świata, po drugiej stronie stadionu rywalizowali trójskoczkowie. Ich wskaźniki wiatru pokazywały podmuchy do pięciu metrów na sekundę. W zawodach startował Willie Banks, który w tym samym miejscu trzy lata wcześniej ustanowił rekord świata – 17,97. W 1988 jako pierwszy człowiek w historii złamał barierę 18 metrów (18,20). Ale ten rekord nie został uznany, właśnie przez wiatr, który wiał Banksowi w plecy. Potem żalił się w mediach, że jego wynik nie został uznany, a Griffith już tak.

Można dyskutować, czy rekord został przez nią osiągnięty zgodnie z przepisami, ale nie można się spierać co do tego, że na niego nie zasłużyła. W kolejnych zawodach udowadniała, że jest najlepszą sprinterką na świecie. Jeszcze w tym samym tygodniu, w którym pobiła rekord świata na 100 metrów, ustanowiła też najlepszy wynik życiowy w biegu na 200 metrów – 21.77. Tydzień po zawodach w Indianapolis Flo-Jo (jak zaczęto nazywać ją po ślubie) zmieniła trenera – nowym został jej mąż, Al Joyner. Powodem takiej decyzji był fakt, że Kersee miał wiele podopiecznych, włączając w to swoją żonę, a siostrę Ala Joynera – Jackie (trzykrotna mistrzyni olimpijska w skoku w dal i siedmioboju). Flo-Jo chciała indywidualnego podejścia i większej uwagi, którą zapewniał jej mąż.

Ukoronowaniem jej kariery były igrzyska olimpijskie w Seulu. Bieg na 100 metrów – złoto. Bieg na 200 metrów – złoto i dwukrotne pobicie rekordu świata. W finale pobiegła 21.34, co również pozostaje do dzisiaj niepobitym rekordem. Sztafeta 4x100 metrów – złoto. Sztafeta 4x400 – srebro. Stała się jedną z największych gwiazd w historii sportu. Wydawało się, że jeszcze wiele sukcesów przed nią. Ale ona zszokowała wszystkich i w 1989 roku ogłosiła, że kończy zawodową karierę.

Wielka mistrzyni czy piękna oszustka?

Oficjalnym powodem przejścia na sportową emeryturę była chęć macierzyństwa. W 1990 roku na świat przyszła jej córka. Poza tym Flo-Jo mogła spełniać się na innych polach i świat z pewnością o niej nie zapomniał. Otrzymywała mnóstwo ofert występów w serialach, reklamach, zajmowała się projektowaniem ubrań. Zarabiała miliony, została nawet doradczynią prezydenta Stanów Zjednoczonych.

Madonna Buder - najstarsza kobieta na świecie, która ukończyła Iron ManaJej dokonania przekraczają ludzką wyobraźnię. 91-letnia zakonnica rekordzistką świata w Ironmanie

Ale wielu obserwatorów miało swoją teorię dotyczącą odejścia Flo-Jo – obawa o dopingową wpadkę. Już od czasu, kiedy pobiła rekord świata, zaczęły się spekulacje, że biegaczka odnosi sukcesy nieuczciwie. Zarzucano jej doping. Oskarżenia nasiliły się po igrzyskach w Seulu. Bieg na 100 metrów wśród mężczyzn wygrał wówczas Kanadyjczyk, Ben Johnson. Ale on wpadł – okazało się, że brał sterydy. W Seulu łącznie ośmiu sportowców zostało przyłapanych na niedozwolonym wspomaganiu. Podejrzenia od razu padły na Flo-Jo, która uwagę zwracała imponującą muskulaturą i tym, że jej wyniki w pewnym momencie gwałtownie się poprawiły. No i była jeszcze kwestia niewiarygodnego rekordu na 100 metrów, do którego nikt nie potrafił się zbliżyć. Joaquim Cruz, brazylijski mistrz olimpijski w biegu na 800 metrów z 1984 roku miał powiedzieć: "Ona wygląda bardziej jak mężczyzna niż kobieta. Musi robić coś, co nie jest normalne, że ma taką muskulaturę". Oskarżana była nawet po latach. W 1997 roku, w "New York Times" ukazał się tekst, w którym autorka twierdziła, że Flo-Jo nie byłaby w stanie biegać tak szybko, gdyby nie sterydy. Biegaczka twardo zaprzeczała wszystkim oskarżeniom. "Najpierw mówili, że pomógł jej wiatr. Potem, że sterydy. Ale to wszystko z zazdrości" - mówił jej mąż, Al Joyner.

Paliwa do spekulacji na temat domniemanego dopingu stosowanego przez Flo-Jo dodawał fakt, że nie była ona okazem zdrowia. Cierpiała na astmę, dostawała apopleksji, była też epileptyczką. Niektórzy problemów z jej zdrowiem doszukiwali się w konsekwencjach stosowania dopingu. To wszystko pozostało jednak w sferze domysłów i teorii spiskowych. 21 września 1998 roku mistrzyni zmarła we śnie w wieku zaledwie 38 lat. Znowu podniosły się głosy, że to wszystko przez doping, a wszystko wyjdzie na jaw podczas sekcji zwłok. Ta jednak wykazała jedynie, że Flo-Jo zmarła na skutek ataku padaczki, podczas którego się udusiła. Powodem ataku natomiast miała być wrodzona wada mózgu – naczyniak jamisty.

Ale do dzisiaj pozostają osoby, które są święcie przekonane, że Flo-Jo osiągnęła sukces dzięki nielegalnemu wspomaganiu. Na początku lipca australijska dziennikarka Claire Lehmann skomentowała sprawę Sha'Carri Richardson, która została zdyskwalifikowana za zażywanie marihuany. Richardson również miała długie paznokcie, co według dziennikarki jest efektem ubocznym stosowania sterydów. Zaraz potem jako przykład podała właśnie Flo-Jo. "Flo-Jo, która w oczywisty sposób zażywała narkotyki, miała paznokcie. Zmarła we śnie w wieku 38 lat, bo to robi z ciałem zażywanie prochów przez całe życie" – napisała Lehmann. Jej słowa spotkały się z gwałtowną krytyką ze strony internautów, którzy przypominają, że Flo-Jo przeszła udanie każdy test antydopingowy.

OLY-ATH-Richardson-DopingUSA grzmią i mówią dość. Nadzieja na złoto igrzysk wykluczona za "bycie człowiekiem"

Flo-Jo to jedna z największych gwiazd w historii sportu i tak ostatecznie zostanie zapamiętana. Do dzisiaj pozostaje inspiracją dla wielu współczesnych sportowców. Wspomniana wcześniej Sha'Carri Richardson jest nazywana przez Amerykanów "nową Flo-Jo" dzięki świetnym wynikom na bieżni, ale także przez wygląd – Richardson wyróżnia się kolorowymi włosami, tatuażem ze smokiem czy właśnie długimi paznokciami. Z kolei podczas tegorocznego Australian Open Serena Williams pokazała się widowni w kombinezonie stylizowanym na ten, w którym po torze biegała Flo-Jo. Williams przyznała, że był to hołd dla legendarnej biegaczki.

Więcej o: