"Już ludzie krzyczeli i się bali". Paweł Fajdek w znakomitej formie! "Warunki były idealne"

- Byłem po szczepionce na covid i gorzej się czułem. Wtedy bardzo się przydał spokój trenera. Szymon zachował luz. Powiedział: będziesz się czuł dobrze, to wyjdziesz i rzucisz daleko. Wiedział, że parę moich dni w łóżku niczego nie zmieni - mówi Paweł Fajdek. Nasz wielki faworyt do olimpijskiego złota właśnie pokazał, że już teraz, a nie za dwa miesiące, mógłby startować na igrzyskach w Tokio.

Paweł Fajdek to czterokrotny mistrz świata oraz mistrz i dwukrotny wicemistrz Europy. W swoim bogatym dorobku nie ma jeszcze tylko medalu olimpijskiego. Sam wiele razy podkreślał, że w Tokio interesuje go tylko złoto. Jesienią uznał, że większe szanse na wygranie igrzysk będzie miał gdy zmieni trenera. I Jolantę Kumor zastąpił Szymonem Ziółkowskim, mistrzem olimpijskim z Sydney z 2000 roku. Dwa pierwsze starty - w Splicie i Warszawie - Fajdka pod wodzą Ziółkowskiego nie wyszły najlepiej. Ale trzeci - w sobotę w Andujar - był świetny.

W Hiszpanii Fajdek osiągnął drugi i trzeci najlepszy na świecie wynik bieżącego roku. Tylko raz dalej rzucił Amerykanin Rudy Winkler [o 36 i 37 cm - 81,98 m]. - Powiem szczerze, że jeszcze mam braki. Gdybym naprawdę trafił któryś rzut w sobotę, to poleciałoby mi jeszcze co najmniej z metr dalej niż te 81,62. Ale nie miałem motywacji, żeby jeszcze mocniej się starać. Nie zależy mi, żeby już w maju robić wielkie wyniki - mówi nam Fajdek.

Zobacz wideo Patryk Dobek ze złotym medalem w biegu na 800 metrów. "Co ja tutaj narobiłem"

Łukasz Jachimiak: 81,62, 81,61 i 80,94 m - nie spodziewałem się, że możesz mieć taką serię dwa miesiące przed igrzyskami olimpjskimi w Tokio. Jak pracowałeś, że już jesteś w takim gazie?

Paweł Fajdek: Warunki były idealne. Było cieplutko - 27 stopni. Do tego konkurs wieczorem, dzięki czemu cały dzień sobie pospałem, odpocząłem po podróży. I jeszcze koło było bardzo szybkie. W Andujar dwa lata temu Hiszpan Javier Cienfuegos rzucił rekord kraju, prawie 80 metrów [79,38]. A teraz po wynikach wszystkich było widać, że to jest bardzo fajne miejsce. Wojtek Nowicki miał bardzo dobrą serię [79,54, 79,35, 78,85 - dzięki rzutowi na 79,54 Nowicki jest w tym roku trzeci na listach światowych] i ten nieszczęsny Quentin Bigot życiówkę zrobił [Francuz z dopingową przeszłością rzucił 78,99]. Po sobocie wiem, że jeżeli kiedyś będę chciał się przygotować na jakiś rekord, to pojadę go bić właśnie do Andujar. Pierwszy raz tam startowałem, ale już jestem pewny, że warunki są świetne.

Warunki warunkami, ale one za Ciebie nie rzuciły. Musiałeś solidnie pracować zimą.

- Oczywiście! Przepracowałem mocno całe przygotowania. Ale na początku maja, gdy przyszedł pierwszy start, miałem spadek formy.

I zrobiło się nerwowo, gdy w Splicie rzuciłeś tylko 74,48 m?

- We mnie ciśnienie było za duże. Myślałem o tym, że na treningach fajnie wszystko wygląda, a w zawodach nie. Ale widać to było potrzebne, żebym jeszcze poszedł w górę. Powiem szczerze, że jeszcze mam braki. Gdybym naprawdę trafił któryś rzut w sobotę, to poleciałoby mi jeszcze co najmniej z metr dalej niż te 81,62. Ale nie miałem motywacji, żeby jeszcze mocniej się starać. Nie zależy mi, żeby już w maju robić wielkie wyniki. Przede mną jeszcze siedem czy osiem startów do igrzysk i trzeba dobrze rozłożyć siły i stopniowo poprawiać rzeczy w technice.

Kamila Lićwinko. Mistrzostwa Świata w Lekkoatletyce Doha 2019. Katar, 30 września 2019Świetna postawa Polaków w Diamentowej Lidze. Wielki sukces Lićwinko i Krukowskiego

Twój najbliższy start to Drużynowe Mistrzostwa Europy, które w sobotę i niedzielę odbędą się na Stadionie Śląskim w Chorzowie. Tam jest tak dobre koło jak w Hiszpanii?

- Jest wolniejsze. Ale będę chciał mieć ósemkę z przodu. Hiszpan przyjedzie, Francuz przyjedzie, będzie się trzeba postarać, żeby wygrać. I żeby zrobić wynik z ósemką z przodu, bo w tym roku chciałbym nie schodzić z ósemki już do końca, we wszystkich startach.

Kiedy ostatnio miałeś zawody z aż trzema ósemkami z przodu? I z aż dwoma rzutami bliżej nawet 82 niż 81 metrów?

- Nie wiem. Nie pamiętam.

Na pewno trzeba by szukać w 2017 roku i wcześniej. Później tak daleko nie rzucałeś.

- Kiedyś w Turku miałem trzy rzuty powyżej 80 m. To był 2017 albo 2016 roku. A w 2017, 2018 i 2019 roku miałem problemy zdrowotne. Duże. Musiałem sobie z nimi radzić, żeby w ogóle startować.

Dlaczego teraz nie masz problemów ze zdrowiem? Inaczej pracujesz z nowym trenerem, Szymonem Ziółkowskim?

- Nie, to przerwa, którą sobie zrobiłem rok temu, daje takie efekty. Jak się okazało, że igrzyska są przesunięte, to totalnie sobie odpuściłem. Powiedziałem wtedy, że w roku 2020 nie ma o co walczyć, że on się nie liczy. Odpocząłem, wyleczyłem pewne rzeczy, a później od pierwszego zgrupowania skupiliśmy się na rehabilitacji pleców. Od marca pleców nie czuję. Opłacało się podjąć te wszystkie decyzje, żeby się teraz wreszcie dobrze czuć. Są oczywiście małe rzeczy, które mi dokuczają. Po ciężkim treningu coś musi boleć. Ale generalnie nie ma na co narzekać.

Przewidział rekord Lewandowskiego i wygrał duże pieniądze. Teraz stawia kolejny zakładPrzewidział rekord Lewandowskiego i wygrał duże pieniądze. Teraz stawia kolejny zakład

Głupio pytać po takim wyniku, jak Ci się pracuje z Szymonem Ziółkowskim. Ale może mając już potwierdzenie, że jesteście na właściwych torach, powiesz szczerze, czy długo musieliście się docierać?

- Obaj mamy ten sam cel. I jeśli chodzi o metody treningowe, mamy podobne spojrzenie. Najważniejsze od początku było to, żeby zachować spokój. Po starcie w Warszawie półtora tygodnia temu, gdzie rzuciłem 78 metrów [dokładnie 78,67 m], byłem już niezadowolony.

Ale to był dopiero Twój drugi start w sezonie.

- Tak, ale wiedziałem, że powinienem już rzucać dalej. Tylko nie poskładało się. Między innymi dlatego, że byłem po szczepionce na covid i gorzej się czułem. Wtedy bardzo się przydał spokój trenera. Szymon zachował luz, nie naciskał, żebyśmy poszli na trening, żebym coś zrobił, pokazał. Powiedział: będziesz się czuł dobrze, to wyjdziesz i rzucisz daleko. On zaproponował, żebyśmy się przeszli, pogadali i tyle. Wiedział, że skoro przepracowaliśmy mocno pół roku, to wyniki przyjdą. Wiedział, że parę moich dni w łóżku niczego nie zmieni. Jego spokój mi pomaga. Dzięki temu zacząłem się rozluźniać. I w końcu, od trzeciego startu w sezonie, zaczyna to wszystko wyglądać.

Czyli potwierdza się to, co mówiłeś, decydując się na współpracę z Ziółkowskim - że kluczowe ma być jego doświadczenie. Że Ty mistrzem olimpijskim jeszcze nie byłeś, a on był, więc dobrze mieć obok kogoś takiego.

- No jasne, o to chodzi! Możliwe, że on się będzie stresował tym, że jest na igrzyskach w roli trenera, a nigdy w niej nie był. Ale pomoże mi na pewno. Nawet jak się zestresuje siedząc na trybunach w Tokio, to w niczym mi to nie przeszkodzi. Ważne, żeby mi pomógł zbudować formę w drodze do tego startu. Jak widać, robi to. Już oczywiście było trochę strachu, już ludzie krzyczeli i się bali, ale myślę, że teraz się uspokoili. Chciałem pokazać, że wcale nie jest tak, że my nic nie robimy.

Czyli słyszałeś te coraz głośniejsze szepty, że pewnie Fajdek znów zawiedzie na igrzyskach?

- Słyszałem. Niestety, ludzie tacy są. Dlatego chciałem w Hiszpanii już dobrze wystartować i zyskać spokój. Nam naprawdę najbardziej potrzebny jest właśnie spokój.

Urszula RadwańskaRadwańska walczyła przez ponad dwie godziny w Paryżu. Po przerwie nie była już sobą

Powiedziałeś, że przed startem w Andujar się wyspałeś, że wszystko się idealnie złożyło, to powiedz czy już masz wszystko w stu procentach zaplanowane na Tokio.

- Jeszcze nie, bo jeszcze nie wiemy, jak będą organizowane wyloty. Gdy dostaniemy propozycje wylotów, to zobaczymy jak wyglądają różne opcje i wybierzemy najlepszą.

Ale myślisz o wzięciu udziału w zgrupowaniu aklimatyzacyjnym w Japonii? Nie chcesz brać igrzysk z marszu?

- Myślę, że mogę polecieć na takie zgrupowanie. Ale maksymalnie na sześć dni. Jeśli pojedziemy gdzieś na tydzień, zrobimy sobie parę treningów, a później przejedziemy stamtąd do Tokio, do wioski i pobędziemy tam ze dwa dni przed startem, to taki plan mi się podoba. To wygląda zupełnie inaczej niż gdybym miał cały czas siedzieć w wiosce i wariować od czekania. Słyszę, że niektórzy są przerażeni, że na igrzyskach będziemy jeździć tylko na stadion i poza tym siedzieć w hotelu. To jest jakaś forma obciążenia. Ale mi to nie przeszkadza, ja i tak zawsze siedzę w hotelach. Ja nie jestem turystą.