Niemcy pisali, że w Toruniu spełnił się dramatyczny scenariusz. PZLA reaguje

Jakub Balcerski
Czy zgrupowanie w Spale zorganizowane przez PZLA przyczyniło się do zakażeń koronawirusem w trakcie halowych mistrzostw Europy w Toruniu? - Lekkoatleci nie byli oddzieleni. Do tego dochodzi brak maseczek i higieny - mówi jeden z trenerów. - Najlepsza procedura nie ograniczy zakażeń jeśli nie jest przestrzegana - odpowiada dyrektor Centralnego Ośrodka Sportu Waldemar Wendrowski.

Halowe mistrzostwa Europy zorganizowane na początku marca w Toruniu zyskały złą sławę w środowisku lekkiej atletyki, kiedy okazało się, że na koronawirusa zachorowało 50 ich uczestników. Niemiecka agencja prasowa SID nazwała je "lekkoatletycznym Ischgl" i stwierdziła, że "spełnił się dramatyczny scenariusz", który może wzbudzać dodatkowe obawy przed igrzyskami olimpijskimi w Tokio.

Federacja European Athletics, czyli główny organizator mistrzostw, odniosła się do medialnych doniesień. Przyznała się, że podczas HME nie zawsze utrzymywany był reżim sanitarny - zwłaszcza w dwóch hotelach, z których pochodzi większość przypadków i gdzie wirus mógł rozprzestrzenić w ostatnich dwóch dniach pobytu sportowców w Polsce. Na liczbę zakażeń wpłynęło jednak więcej czynników. Najpewniej zadziałał efekt domina, a my wiemy, co mogło być jego pierwszym kamieniem.

Zobacz wideo Patryk Dobek ze złotym medalem w biegu na 800 metrów. "Co ja tutaj narobiłem"

Efekt domina rozpoczęło zgrupowanie w Spale?

Przed wyjazdem na halowe mistrzostwa Europy koronawirusem zakaziła się Ewa Swoboda. Biegaczka czuła się źle i pomimo negatywnego wyniku testu kilka dni wcześniej, zdecydowała się na kolejne badanie, które wskazało, że jest zakażona. Potwierdził to dodatkowy, trzeci test i tym samym wykluczono jej udział w HME. Swoboda brała udział w zgrupowaniu przed imprezą zorganizowanym w Centralnym Ośrodku Sportu w Spale, ale większość sportowców, którzy mieli z nią kontakt na zgrupowaniu, w kolejnych dniach miało negatywne wyniki testów na koronawirusa wykonanych tuż po przyjeździe do Torunia. Nie wszyscy startowali jednak już w pierwszych dwóch dniach imprezy, więc pojawili się na miejscu nieco później. I to te wyniki wzbudziły największe obawy.

Aż czterech biegaczy polskiej sztafety 4x400 metrów otrzymało pozytywne wyniki testów na koronawirusa, co wykluczyło ich ze startu w niedzielnym biegu w Toruniu. Ale nie to było najbardziej niepokojące. Fakt, że biegacze także byli w Spale, wskazywał, że wirus mógł się rozprzestrzeniać wśród kadry już po wykryciu zakażenia u Swobody. A skoro mógł się rozprzestrzeniać w kadrze to i na mistrzostwach. Do tego brak zachowania standardów sanitarnych w dwóch hotelach sprawił, że skutki tej sytuacji mogły dotykać kolejnych sportowców. I tak spadały kolejne kamienie w toruńskim dominie, aż doszliśmy do punktu kilkudziesięciu zakażeń, próśb o wyjaśnienia kolejnych federacji i pisania o "paskudnych pamiątkach z przyjazdu do Polski".

We wtorek podczas konferencji prasowej podsumowano organizację halowych mistrzostw Europy w lekkiej atletyce, które rozegrano na początku marca w Arenie ToruńNiemcy o Toruniu jak o wylęgarni koronawirusa. "Spełnił się dramatyczny scenariusz"

W Spale złamano procedury. "Brak higieny to łagodne określenie"

Co takiego działo się w Spale? "W COS Spała większość kadrowiczów przebywała razem, ustawiając się w kolejce do kuchni. Byli wymieszani z zawodnikami niebędącymi w kadrze na HME. Reprezentacja była ponadto w pobliżu ludzi, którzy nie powinni dostać zgody na przebywanie w ośrodku z uwagi, że nie są zawodnikami bądź trenerami. Procedury, które na początku były przestrzegane, zostały złamane w najważniejszym momencie, a rozmawiamy o jednej z najliczniejszych krajowych reprezentacji, która po prostu musiała zostać poddana jakiejś formie izolacji" - brzmi fragment wpisu na profilu Sprinterzy.com na Facebooku.

- Lekkoatleci nie byli oddzieleni. Gdy do Spały przyjeżdżają siatkarze, mają drugą, oddzielną stołówkę. W tym przypadku tak nie było. Do tego brak maseczek, zachowywania higieny, najłagodniej ujmując - mówi Sport.pl jeden z trenerów obecnych w Spale. - Najbardziej uderzyło mnie to, że my tam byliśmy na przygotowaniach do imprezy docelowej sezonu halowego, a oni wpadli tu na kilkudniowe treningi, które w zasadzie do niczego większego w tym momencie nie prowadzą. To było bezsensowne - dodał.

"Najlepsza procedura nie jest w stanie ograniczyć możliwości zakażenia koronawirusem, jeżeli nie jest przestrzegana"

Wyjaśnienia po naszych pytaniach choćby o "grupy, które nie przygotowywały się do HME i nie zachowywały reżimu sanitarnego" przedstawił dyrektor Centralnego Ośrodka Sportu w Spale Waldemar Wendrowski. "Pobyt na zgrupowaniach w COS-OPO w Spale realizowany jest zgodnie z obowiązującymi procedurami sanitarno-epidemiologicznymi" - pisze Wendrowski w odpowiedzi na pytania Sport.pl i szczegółowo omawia, które zarządzenia były podstawą do działań COS, a także jakie środki zastosowano, żeby stworzyć tam odpowiednie warunki. "Zgrupowanie w Spale zgłoszone przez PZLA dotyczące polskich lekkoatletów przed HME w Toruniu przebiegało zgodnie z przyjętym harmonogramem i planem zgrupowań. Trwało od 21 lutego do 5 marca, ilość to około 50 osób różnych konkurencji lekkoatletycznych. Wszystkie grupy zgłoszone i potwierdzone przez PZLA, wszystkie osoby (zawodnicy i trenerzy) były uprawnione do przebywania na zgrupowaniu" - czytamy dalej.

Wendrowski potwierdza, że w tym czasie w ośrodku realizowane były także zgrupowania innych dyscyplin - szermierki, siatkówki plażowej, karate czy pływania i wszystkie grupy posiadały wymagane przepisami prawa potwierdzenie uczestnictwa wystawione przez odpowiednie związki sportowe. "Sesje treningowe w obiektach sportowych odbywały się zgodnie z harmonogramami korzystania z obiektów w taki sposób, aby nie następował bezpośredni kontakt pomiędzy trenującymi grupami. PZLA nie zastrzegał wyłączności korzystania z obiektów sportowych" - informuje dyrektor ośrodka.

Brytyjczycy złapali wirusa w Polsce. Już dziesięć przypadków po HME w ToruniuBrytyjczycy złapali wirusa w Polsce. Już dziesięć przypadków po HME w Toruniu

"Najlepsza procedura nie jest w stanie ograniczyć możliwości zakażenia koronawirusem, jeżeli nie jest przestrzegana" - wskazuje Wendrowski. "Bezpośrednią odpowiedzialność za zachowania zawodników podczas zgrupowania, przestrzeganie przez nich zasady DDM (Dystans, Dezynfekcja, Maseczka) przyjmują na siebie kierownicy zgrupowań, koordynatorzy i trenerzy. Zawodnicy to w znaczącej większości osoby dorosłe, pomiędzy treningami organizują sobie czas wolny, który jest poza jakimikolwiek możliwościami wpływu na ich zachowania ze strony Ośrodka. To nie pracownicy Ośrodka są uprawnieni do tego, by oceniać zachowania naszych gości. Wszelkie insynuacje, że to my sprowadziliśmy zakażenie COVID-19 są nieuprawnione, a wręcz niedopuszczalne. Dyrektor COS-OPO w Spale jest w stałym kontakcie z Prezesem PZLA oraz Prezesami innych Związków Sportowych, na bieżąco prowadzone są rozmowy i konsultacje, również ze wskazanymi lekarzami Centralnego Ośrodka Medycyny Sportowej. COS-OPO w Spale zapewniał i zapewnia komfortowe warunki prowadzenia treningu, tworzy bardzo wysoki standard przebywania w Ośrodku i w pełni realizuje wprowadzone procedury związane z zapobieganiem, zwalczaniem i przeciwdziałaniem oraz obniżające ryzyko zakażenia koronawirusem SARS CoV-2" - dodaje. 

Wendrowski przytacza także statystykę, wedle której wśród 6736 osób przebywających na zgrupowaniach w ośrodku w Spale od wprowadzenia stanu epidemii, złe samopoczucie z objawami grypopodobnymi zgłosiło piętnaście osób, wśród których osiem osób uzyskało dodatni wynik wykonanego testu, pięć miało negatywne wyniki, a dwie po przeprowadzonym wywiadzie nie miały wykonanego testu. Tym samym poziom ujawnionego zakażenia w czasie zgrupowań w Spale wyniósł 0,12 procent, a wszystkie osoby, które miały objawy zakażenia były natychmiast izolowane.

PZLA zapowiada: Będziemy starać się bardziej izolować zawodników

Ta liczba nie wskazuje jednak skutków, które mogły być fatalne nawet w przypadku jednego zakażenia. Poza tym nie wszystkie pozytywne wyniki testów lekkoatletów, które można powiązać ze zgrupowaniem w Spale zostały wykonane na miejscu w ośrodku - tak jak w przypadku tych zawodników, których zakażenie na HME w Toruniu było wykrywane kilka dni po kontakcie z osobą przebywającą w Spale. Dyrektor Waldemar Wendrowski ma jednak rację w jednej bardzo ważnej kwestii: odpowiedzialność za złamanie reżimu sanitarnego w Spale nie spada na COS.

Kto mógł zatem zapobiec wystąpieniu przypadków zakażenia koronawirusem w polskiej kadrze? Polski Związek Lekkiej Atletyki, jak potwierdził nam Waldemar Wendrowski, "nie zastrzegł wyłączności korzystania z obiektów sportowych" w Spale, a także nie zorganizował lekkoatletom zgrupowania w separacji od innych zawodników, co przyczyniło się do zwiększenia zagrożenia zakażeniami. Nie zastosowano także izolacji zawodników, którzy mieli kontakt z zakażoną Swobodą, ale tę decyzję podpierają negatywne wyniki testów.

W odpowiedzi na nasze zapytanie przedstawiciel PZLA pośrednio przyznaje, że w ustaleniu wyglądu przygotowań do HME w Toruniu został popełniony błąd. "Wyciągając wnioski z zaistniałej sytuacji w kontekście kolejnych imprez PZLA będzie starał się bardziej izolować zawodników przygotowujących się do startu w imprezie docelowej" - czytamy w wypowiedzi przesłanej Sport.pl.

Halowe Mistrzostwa Europy w ToruniuPrezes PZLA grzmi ws. szczepień przed igrzyskami. "Przecież tak się nie da"

Zaostrzone procedury na World Relays w Chorzowie. Będzie "bańka" dla polskiej reprezentacji

W całej sytuacji chodzi głównie o wyciągnięcie wniosków pod kątem kolejnych, równie wymagających i trudnych miesięcy przygotowań lekkoatletów do igrzysk olimpijskich w Tokio w trakcie epidemii koronawirusa. Zwłaszcza że w maju w Polsce odbędzie się kolejna ważna impreza, której organizacja nie będzie łatwa - World Athletics Relays Silesia 2021 w Chorzowie, czyli rywalizacja najlepszych sztafet pod szyldem światowej federacji.

"Tego typu działania planujemy już podczas zawodów w Chorzowie. Sportowcy testowani będą przed wylotem ze zgrupowania i zostaną skoszarowani na Śląsku, w »bańce« bez dostępu innych reprezentacji i sportowców" - zapowiada PZLA. Inne rozwiązanie proponował jeszcze podczas mistrzostw w Toruniu prezes związku Henryk Olszewski. - Zawodnicy, którzy mają kwalifikacje olimpijskie lub są wysoko w rankingach, nie zostali zaszczepieni. Przecież tak się nie da. Do Torunia przyjechały reprezentacje, które swoich najlepszych zawodników mają już szczepionych. Tu jest błąd, bo albo się szykujemy do wielkiej imprezy i chcemy mieć wyniki, albo zostawmy to i bawmy się w ciuciubabkę! - grzmiał Olszewski. Na pytanie o ewentualne nadrobienie tego błędu odpowiedział: - Przepraszam, ale nie ja jestem ministrem sportu.

Szczepienia zapewniłyby większe bezpieczeństwo sportowców, ale nie musiałyby wykluczyć występowania zakażeń. Podczas HME w Toruniu fizjoterapeuta słoweńskiej kadry miał pozytywny wynik testu pomimo przyjęcia dwóch dawek szczepionki w kraju. Nie jest zatem pewne, że problem by zniknął. Jest jednak nad czym zastanawiać się w kontekście wyjazdu zawodników na igrzyska olimpijskie. Nikt nie chce przecież częściej niż o wynikach sportowej rywalizacji słuchać podczas nich o zakażeniach koronawirusem, czy łamaniu reżimu sanitarnego, który mógł do nich doprowadzić. A przynajmniej jak najbardziej to ograniczyć. Dlatego HME w Toruniu muszą się stać lekcją nie tylko dla polskiego środowiska lekkiej atletyki, ale także polskiego i światowego sportu.