Niemcy o Toruniu jak o wylęgarni koronawirusa. "Spełnił się dramatyczny scenariusz"

Jakub Balcerski
Agencja Sport-Informations-Dienst (SID) po potwierdzeniu ponad 50 przypadków zakażenia koronawirusem związanych z halowymi mistrzostwami Europy w Toruniu opisuje je jako "lekkoatletyczne Ischgl". Przypomina tym samym, jak narciarski kurort wiosną zeszłego roku przyczynił się do wzrostu zakażeń w całej Europie. Zdanie organizatorów i uczestników o tym, że w Polsce "nie mogło być bezpieczniej", niemieccy dziennikarze nazywają fatalnym nieporozumieniem.

Podczas halowych mistrzostw Europy w Toruniu od początku głównym tematem rozmów i niepewności wobec przeprowadzenia imprezy była epidemia koronawirusa i to, jak wpłynie na rywalizację. Polacy przekonali się o tym jeszcze przed rozpoczęciem zawodów, gdy ze względu na pozytywny wynik testu musiała się z nich wycofać faworytka biegu na 60 metrów, Ewa Swoboda. Kolejne kadry dopiero miały tego doświadczyć. 

Zobacz wideo Patryk Dobek ze złotym medalem w biegu na 800 metrów. "Co ja tutaj narobiłem"

Toruń jako "Ischgl lekkoatletyki". Niemieccy dziennikarze piszą o "spełnionym dramatycznym scenariuszu" podczas HME

Dwa tygodnie po zakończeniu mistrzostw jest już ponad 50 zakażeń w kilku reprezentacjach, a wielu zawodników - w tym Niemców, Brytyjczyków, Włochów czy Holendrów - po powrocie do kraju przechodziło izolację. Światowe media zareagowały na te doniesienia i wskazują, że Norweg Karsten Warholm, który nie pojechał do Torunia właśnie ze względu na obawy o zakażenie koronawirusem, mógł mieć rację. Wtedy uznawano, że przesadza. 

Brytyjczycy złapali wirusa w Polsce. Już dziesięć przypadków po HME w ToruniuBrytyjczycy złapali wirusa w Polsce. Już dziesięć przypadków po HME w Toruniu

Teraz niemieckie media opisują te mistrzostwa w o wiele gorszych słowach niż wówczas Norweg. "Ischgl lekkoatletyki mogły stać się właśnie mistrzostwa w Polsce. Dziesiątki uczestników wróciły z Torunia z paskudną pamiątką - zakażeniami, które teraz mogą rozprzestrzeniać wirusa i wzbudzać coraz większe obawy przed igrzyskami. Spełnił się dramatyczny scenariusz" - pisze agencja Sport-Informations-Dienst cytowana przez n-tv.de.

Ischgl to austriacki kurort narciarski, który wiosną 2020 roku poprzez brak zachowania reżimu sanitarnego przez imprezujących tam narciarzy przyczynił się do wzrostu zakażeń w Europie i został uznany za wylęgarnię koronawirusa. - Białe szaleństwo na nartach mogło być dla niektórych pocałunkiem śmierci. Prokuratura wszczęła właśnie śledztwo, czy lokalne władze i restauratorzy z austriackiego miasta Ischgl nie przyczynili się do wybuchu epidemii koronawirusa. Prawdopodobnie już w lutym zatajono informacje, że jeden z barmanów miał pozytywny wynik testu - pisał w marcu zeszłego roku dziennikarz Sport.pl Kacper Sosnowski. Później burmistrz Ischgl zarzekał się, że wprowadzony zostanie program naprawczy, który ma także zmienić opinię o tym miejscu, ale ta, jak widać, na razie pozostała negatywna. A to samo może czekać Toruń. 

Halowe Mistrzostwa Europy w ToruniuPrezes PZLA grzmi ws. szczepień przed igrzyskami. "Przecież tak się nie da"

"Fatalne nieporozumienie". Impreza w Polsce pokazała zagrożenie przed igrzyskami

Tuż po mistrzostwach zakażenia na miejscu imprezy nie były tematem tabu. - Całe szczęście, że te mistrzostwa się skończyły, bo gdyby potrwały jeszcze trzy dni, pewnie nie byłoby kim startować - komentował prezes Polskiego Związku Lekkiej Atletyki, Henryk Olszewski. Komitet organizacyjny szybko próbował jednak skierować dyskusję w innym kierunku. Na konferencji podsumowującej mistrzostwa poinformowano, że Toruń będzie chciał się starać o organizację mistrzostw świata. Temat zakażeń? "Czym jest kilka przypadków w świetle tysięcy testów, które wykonano na miejscu?" - pytano kilka dni temu. Tak mogliby do sprawy podejść organizatorzy mistrzostw świata w Oberstdorfie, gdzie pozytywnych wyników testów na kilka tysięcy testów powtarzanych co dwa dni przez dwa tygodnie było faktycznie "kilka". W Toruniu badano 700 zawodników i kolejnych kilkaset osób działających w sztabach i organizacji imprezy - czyli łącznie 1920 osób - maksymalnie dwukrotnie. A przypadków było kilkadziesiąt. 

SID ujawnia także, dlaczego ich zdaniem w Toruniu pojawiły się tak duże problemy z bezpiecznym przeprowadzeniem imprezy. "Panujące tam standardy dobrze opisuje fakt, że zawodnicy przejeżdżali do hali z hotelu jednym autobusem. Początkowo miały być dedykowane poszczególnym reprezentacjom, ale wpuszczano do nich innych, bo nikt nie chciał marznąć na dworze, gdy inni byli w drodze na miejsce" - wskazano. Natomiast słowa kulomiotki Christiny Schwarnitz nazwano "fatalnym nieporozumieniem". - Tam nie mogło być bezpieczniej - mówiła Niemka.

Polska sztafeta 4 x400 metrów na trzecim miejscu w halowych mistrzostwach Europy w Toruniu. Od lewej: Kornelia Lesiewicz, Natalia Kaczmarek, Małgorzata Hołub-Kowalik i Aleksandra GaworskaPolki straciły najmocniejszy punkt 20 min. przed biegiem. Ale się udało! "Popłakałam się"

Dziennikarze SID obawiają się, że takie skutki imprezy w Toruniu to zły znak przed igrzyskami olimpijskimi w Tokio. "W Japonii nie będzie już 700 zawodników, tylko ponad 10 tysięcy. I jeśli 200 z nich znajdzie się w jednym miejscu, to ryzyko zakażenia, a potem rozprzestrzeniania się wirusa będzie spore. Widowisko budzące zachwyt na całym świecie stanie się igraniem z ogniem" - napisali. 

European Athletics wystosowało już odpowiedź na pojawiające się informacje o zakażeniach, a także zapytania kadr, w których pojawiły się pozytywne wyniki testów na koronawirusa. - Wszystkie przypadki zakażeń, które odnotowano do dziś mogą zostać przypisane do dwóch hoteli, w których nie we wszystkich reprezentacjach, które tam nocowały, były pozytywne wyniki testów. W innych nie było ich w ogóle. Niestety, dochodzenie w sprawie przyniosło informacje o tym, że w hotelach, w których wystąpiły zakażenia koronawirusem nie zawsze stosowano się do zasad reżimu sanitarnego. Dotyczyło to przede wszystkim wieczoru po ostatnim dniu rywalizacji i poranka następnego dnia, gdy zawodnicy opuszczali Toruń - czytamy w oświadczeniu. Teraz europejska federacja zapewnia, że protokół i procedury sanitarne zostaną sprawdzone i zmienione pod kątem kolejnych imprez w tym roku. Nie będzie także komentować poszczególnych przypadków, o których piszą media.