Caster Semenya czuje się prześladowana. Ruszyła do Strasburga. "Chronię prawa kobiet"

Caster Semenya złożyła skargę do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Chce ochrony przed atakiem światowej federacji lekkoatletycznej na jej prawa. Tym atakiem jest - jej zdaniem - obowiązujący od 2019 wymóg, by Semenya i inne biegaczki z zaburzeniami rozwoju płci obniżyły poziom testosteronu, jeśli chcą walczyć o medale na dystansach od 400 m do jednej mili.

To ostatnia odsłona walki, która toczy się już od kilku lat i wykracza daleko poza sport. Caster Semenya, dwukrotna mistrzyni olimpijska i trzykrotna mistrzyni świata na 800 m, jest w Republice Południowej Afryki bohaterką narodową i jej skarga do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka zostanie wsparta wnioskiem południowoafrykańskiego rządu.  A skarga jest wymierzona w Szwajcarię, ponieważ Semenya w walce o uchylenie przepisów światowej federacji lekkoatletycznej (World Athletics) wyczerpała już wszystkie możliwości walki przed instancjami sportowymi. A ostatnia instancja była właśnie w Szwajcarii.

Zobacz wideo

Od kiedy w 2018 roku władze lekkiej atletyki zdecydowały, że zawodniczki z zaburzeniami rozwoju płci (DSD) i naturalnie podwyższonym poziomem testosteronu muszą zbić go do wyznaczonego poziomu – pigułkami antykoncepcyjnymi, zastrzykami blokującymi produkcję hormonu, lub operacją – Semenya ze wsparciem swojego związku lekkoatletycznego zaskarżyła te przepisy do Trybunału Arbitrażowego do spraw Sportu w Lozannie. A gdy przegrała w Lozannie, walczyła jeszcze przed ostatnią instancją w świecie sportu, czyli Trybunałem Federalnym Szwajcarii, bo tylko on może uchylić wyrok Trybunału Arbitrażowego do spraw Sportu. Ale i tam przegrała. Choć tak naprawdę nikt w tej sprawie nie jest do końca zwycięzcą. 

Trybunał Arbitrażowy: te przepisy dyskryminują Semenyę, ale nie da się inaczej ochronić zasady równych szans 

Trybunał w Lozannie, odrzucając skargę Semenyi, przyznał, że reguły World Athletics w jakiś sposób dyskryminują Caster i inne biegaczki z zaburzeniami rozwoju płci, w tym przypadku z hiperandrogynizmem (inne medalistki olimpijskie z DSD, Francine Niyonsaba z Burundi i Margaret Wambui tak jak Semenya, nie godzą się na obniżanie testosteronu). Ale uznał, że równe warunki rywalizacji w sporcie też są bardzo cenną wartością i wymagają ochrony, a trudno zrobić to w inny sposób, skoro władze lekkiej atletyki dowiodły, że podwyższony poziom testosteronu daje biegaczkom takim jak Semenya przewagę nad konkurentkami.

Jedną z biegaczek najgłośniej narzekających na brak równych szans w rywalizacji z konkurentkami z DSD była Joanna Jóźwik, która w igrzyskach w Rio de Janeiro zajęła piąte miejsce, przegrywając z Semenyą, Wambui i Niyonsabą. Polka wzywała wówczas, by spróbować wrócić do nakazu obniżania testosteronu: tę pierwszą próbę sprzed kilku lat storpedował właśnie Trybunał Arbitrażowy, uznając że władze lekkiej atletyki nie zgromadziły dostatecznie mocnych dowodów naukowych. Przez ten czas, gdy tamte przepisy obowiązywały, Semenya zastosowała się do wytycznych o ograniczaniu poziomu testosteronu i w igrzyskach w Londynie w 2012 przegrała walkę o złoto. Potem przepisy zostały uchylone. Ale druga próba miała już tak dobre uzasadnienie naukowe, że Trybunał nie znalazł argumentów za ich uchyleniem.

Virus Outbreak BritainBoris Johnson przekazał znakomite wieści ws. mistrzostw Europy w piłce nożnej

Nakaz obniżania poziomu testosteronu obowiązuje tylko na tych dystansach, na których ta przewaga była bezsprzeczna. Dlatego Semenyi, Niyonsabie czy Wambui nie wolno od 2019 startować na 400, 800 i 1500 m, jeśli nie poddadzą się kuracji, ale mogą bez niej rywalizować na dystansach krótszych i dłuższych niż wymienione, bo tam przewagi osób z DSD nie udowodniono bezspornie. Semenya nie chce się jednak zgodzić na jakiekolwiek ograniczenie. Uważa, że władze lekkiej atletyki wymyśliły te przepisy, by uderzyć właśnie w nią. Czuje się prześladowana. Dlatego walczy. Deklaruje, że to walka o prawa kobiet. „Walka o godność, równość i prawa kobiet w sporcie wkraczają wraz z wnioskiem do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w kluczowy etap” napisali reprezentujący ją prawnicy z kancelarii Norton Rose Fullbright.

Argumentują oni, że badanie zaburzeń rozwoju płci u sportsmenek uwłacza ich godności, a zaproponowana im terapia jest szkodliwa i eksperymentalna. Uważają, że prawa Semenyi i innych takich zawodniczek – "wielu z krajów Południa", jak piszą, dodając tej walce wymiar starcia z Północą – zostały tu z rozmysłem poświęcone. Powołują się na raporty Human Rights Watch o upokorzeniach związanych z badaniem płci i na raport Wysokiego Komisarza Narodów Zjednoczonych do spraw Praw Człowieka. W tym raporcie wezwano World Athletics do wycofania się z tych przepisów.