Ceniony ekspert okazał się bezdomnym. "Nie wszyscy wierzyli, że ja tak żyłem naprawdę"

Jakub Kręcidło
W roku katastrofy zdarzyła się w Hiszpanii taka bajka: ceniony ekspert lekkoatletyczny okazał się być madryckim bezdomnym, którego dopiero pandemia zmusiła do wyznania, przed którym uciekał. I to odmieniło jego życie. - Nawet gdy gazety zaczęły o mnie pisać, nie wszyscy wierzyli, że ja tak żyłem naprawdę - mówi Sport.pl Joaquin Carmona.

Koronawirus zatrzymał Hiszpanię 15 marca. Tego dnia zamarło też życie na twitterowym koncie @Jokin4318. Właściciela tego konta, Joaquina Carmonę, nazywano chodzącą encyklopedią lekkoatletyki. Ale, jak się okazało, ta chodząca encyklopedia nawet dla środowiska lekkoatletycznego Hiszpanii była zagadką. Carmony nie znał osobiście ani prezes lekkoatletycznego związku, ani rzecznik prasowy, choć jest na stanowisku od 1982 roku. Nie spotkał nigdy go żaden ze znanych dziennikarzy, choć korzystali z jego informacji. – Myślałem, że to jest jakiś wykładowca akademicki – przyznał Alfredo Varona, dziennikarz katalońskiego „Sportu”. Varona jeszcze powróci w tej opowieści, i to jako jedna z najważniejszych osób.  

Zobacz wideo Piątek znów odpalił pistolety! Gol dwie minuty po wejściu [ELEVEN SPORTS]

Joaquina Carmony nikt nie znał osobiście, ale on sprawiał wrażenie, jakby w lekkoatletyce znał wszystkich i wiedział wszystko, jakby bywał wszędzie, gdzie dzieje się coś ważnego. Relacjonował wielkie i małe mityngi, był jednym z największych popularyzatorów lekkoatletyki w świecie hiszpańskojęzycznym. Jego wpisy były przemyślane, precyzyjne, z dobrze dobranym zdjęciem lub filmem. Jego pracę doceniali sportowcy, dziennikarze, politycy odpowiadający za sport. – Mnóstwo się od niego nauczyłem. Informacje od Joaquina były kluczowe w przygotowaniach do relacjonowania igrzysk – mówi Juan Pablo Varsky, znany argentyński dziennikarz.  

Pochettino wprowadza swoje zasady w PSG. Już ostrzega piłkarzy. Pochettino wprowadza swoje zasady w PSG. Już ostrzega piłkarzy. "To bardzo ważne"

Joaquin pisał dużo. I tym bardziej niepokojąca była cisza, która zapadła na jego koncie. @Jokin4318 przerwał nadawanie 15 marca. Nie dawał znaku życia przez kilkanaście tygodni, mimo pytań i próśb czytelników, mimo apeli sportowców, m.in. czołowego hiszpańskiego maratończyka Ivana Fernandeza. Hiszpania to jeden z krajów najmocniej dotkniętych przez koronawirusa, niemal każdy zna tu kogoś kto stracił w pandemii bliską osobę. Gdy ekspert przepadł bez śladu, oczywisty wydawał się ten najgorszy scenariusz. I trzeba było kilkunastu tygodni niepewności i obaw, zanim się okazało, że w tej historii nic nie jest takie, jakim się wydawało być. I że nawet w roku katastrofy mogą się dziać historie bajkowe: o człowieku, któremu koronawirus dał szansę na nowe życie i happy end. I że to wszystko zdarzyło się właśnie Joaquinowi Carmonie, który w rozmowie ze Sport.pl mówi o sobie: - Ogólnie mówiąc, to nigdy nie miałem w życiu szczęścia.  

Jak to możliwe, by bezdomny miał komputer i telefon?  

Carmona nie tylko odnalazł się cały i zdrowy, ale dziś ma się dużo lepiej niż przed pandemią. W czerwcu Hiszpanie dowiedzieli się, że @Jokin4318 – chodząca encyklopedia, człowiek który był wszędzie gdzie działo się coś ważnego – to madrycki bezdomny. I że w roku 2020, w wielkiej stolicy europejskiego miasta, można przepaść bez wieści z takich powodów: brak gniazdka, do którego można wpiąć ładowarkę, i brak darmowego wifi. 

B-boye tańczą przed papieżemPrzed Janem Pawłem II zatańczyli Kfiat, Wezyr i Bożek. A teraz czas na igrzyska olimpijskie

Odnalazł go wspomniany już Alfredo Varona z dziennika "Sport". Ten, który Carmonę - znając go tylko z Twittera - uważał za wykładowcę akademickiego. A w odnalezieniu Joaquina pomógł właśnie naukowiec. Domingo Olivares, dziś pracownik uniwersytetu w Turynie, poznał Hiszpana w czasie studiów w Madrycie. Trafiali na siebie często w jednej z madryckich bibliotek. Olivares wiedział, że ten człowiek, o którym pracownicy biblioteki mówili, że ktoś widział go nocującego w pobliskim parku, ma jakiś związek z lekkoatletyką i sporą popularność na Twitterze. Gdy kolega z czasów studenckich podesłał mu artykuł „Sportu” o zaginięciu tajemniczego eksperta z Twittera, Olivares odezwał się do Varony, powiedział mu o parku, w którym widywano kiedyś Carmonę.

I Varona odnalazł tam Joaquina wraz z całym dobytkiem – materacem, plecakiem, trzema książkami o bieganiu, telefonem komórkowym i wysłużonym laptopem. Ten laptop naraził go swego czasu na problemy. Policjanci nie chcieli uwierzyć, że bezdomny ma własny komputer, i jeszcze tłumaczy, że potrzebuje go do pracy. Nie dawali się też przekonać, że w środku narodowej kwarantanny ktoś taki jak on naprawdę musi zejść do metra w poszukiwaniu gniazdka do naładowania laptopa czy telefonu. 

– Państwowe regulacje obmyślono dla ludzi mających dach nad głową. Nikt nie brał pod uwagę bezdomnych – opowiada Carmona. 47-latek z baskijskiego Zamudio, który, jak przekonuje, nigdy nie żył na ulicy. On tylko tam spał. W normalnych okolicznościach zawsze znajdował sobie zajęcie. Chodził na imprezy kulturalne, prezentacje książek, zajmował się lekkoatletyką, a gdy miał pracę (np. jako listonosz), to i do kina. W trakcie pandemii to życie kolejny raz wywróciło się do góry nogami. Gdy większość ludzi została zamknięta w mieszkaniach z telewizorami, Internetem, Netfliksami i innymi dobrodziejstwami techniki, on został na zewnątrz. Odcięty od wszystkiego. Po zamknięciu bibliotek, dworców czy kawiarni stracił dostęp do prądu i Internetu. Ostatniego twitta przed pandemiczną przerwą wysłał wieczorem 15 marca z madryckiego dworca Atocha. – Policja kazała mi wyjść, a potem nie miałem gdzie naładować baterii – mówi.  

Emmerich Pepeunig i cmentarz pod skocznią Bergisel, na którym został pochowanyNocował Nykaenena, uczył króla Norwegii. Zasłynął z założenia TCS. "Putzi" spoczywa na cmentarzu pod Bergisel

"Nikt nie chciał uwierzyć w to, jak żyję"  

Początkowo nie chciał rozmawiać z dziennikarzem "Sportu" o swoim dramacie. Z czasem zmienił zdanie. Opowiedział o tym, że jadł ze śmietników, że kąpał się w publicznych łaźniach za 50 eurocentów, że nie chce korzystać z noclegowni, w których widział rzeczy, które nie mieszczą się w głowie. – Nawet po publikacji artykułu nikt nie chciał uwierzyć w to, jak żyję – mówi nam Joaquin. Carles Castillejo, znakomity hiszpański biegacz długodystansowy, pisał na Twitterze: "To historia, która wywołuje gęsią skórkę. Smutne, że takie rzeczy się dzieją". Inny fenomenalny sportowiec, Kilian Jornet, znany kataloński biegacz górski, twierdził: "Dzięki mediom społecznościowym możemy praktycznie za darmo pozyskiwać wiedzę, ale rzeczywistość ludzi stojących za tymi kontami jest zdecydowanie inna niż ta, którą sobie wyobrażamy". Varona w artykule w "Sporcie" pisał, że po zapoznaniu się z historią Joaquina nie mógł spać. 

„Zawsze byłem dobry z matematyki” 

Wykładowca akademicki? – Zawsze byłem dobry z matematyki – uśmiecha się Carmona. Siłą jego wpisów były właśnie liczby, skrupulatność autora. Joaquin zakochał się w lekkoatletyce w 1983 roku, gdy obejrzał mistrzostwa świata w Helsinkach i zachwyciły go wyniki Jarmiły Kratochvilovej. Relacjonował wszystko. Znał sportowców z całego świata. Gdy pytamy go o Polskę, mówi, że zazdrości nam reprezentacji. Zachwala biegacza, którego nazwiska nie umie wymówić. – Adam K... – zaczyna się gimnastykować. Chodzi oczywiście o Adama Kszczota, wielokrotnego medalistę świata i Europy w biegu na 800 metrów. – Ale imponował mi też np. Władysław Kozakiewicz, początkowo dzięki znakomitym umiejętnościom, a później również dzięki odwadze, gdy zobaczyłem jego gest z igrzysk w Moskwie i dowiedziałem się, ile to znaczyło dla relacji polsko-rosyjskich – mówi.  

Kadr z meczu Ślepsk - ZaksaNiewiarygodna akcja z PlusLigi. Trwała prawie minutę. "Nie trzeba nic mówić, trzeba oglądać" [WIDEO]

– Przez dziesięć lat rzadko zdarzało się, by ktoś do mnie dzwonił. Ale od połowy czerwca odbierałem telefon za telefonem. Otrzymałem niesamowite wsparcie – relacjonuje Joaquin, którego historią latem żyła Hiszpania. Był gościem "El Partidazo", najpopularniejszej audycji radiowej w kraju, do radia zaprosiła go też "Marca". Reportaże na jego temat przygotowały ogólnokrajowe "La Vanguardia" i "El Pais", telewizja La Sexta. Śmiał się, że bez napisania choćby jednego nowego twitta liczba jego obserwujących wzrosła z 17 tysięcy do ponad 30 tysięcy. Po artykule w "Sporcie" ktoś założył zbiórkę, uzbierało się kilkanaście tysięcy euro, tak otworzyła się dla Carmony szansa na względnie normalne życie. Zamieszkał w jednym z hosteli blisko madryckiej Puerta del Sol i rozpoczął pracę na siłowni.   

Z Twittera nie da się wyżyć  

– Prawdę mówiąc, miałem nadzieję, że dostanę kiedyś szansę utrzymywania się dzięki lekkoatletyce – mówi Carmona. – Dziś działam przy sporcie, ale moja praca nie ma nic wspólnego z lekkoatletyką. W mojej siłowni, która ma ponad 25 tys. członków i jest jedną z większych w okolicy, nazywają mnie człowiekiem od wszystkiego. Pilnuję dystansu, zajmuję się dezynfekcją, sprzątaniem, ogarnianiem sprzętu, bezpieczeństwem uczestników. Spokojna, normalna praca, która zapewnia mi środki do przeżycia – mówi nam Hiszpan. 

– Z Twittera nie da się wyżyć – rozkłada ręce. – Kiedyś poświęcałem czas od 13 do 22 na lekkoatletykę i poszukiwanie informacji, teraz poświęcam się pracy. A po nocach oglądam mityngi, śledzę doniesienia na temat sportowców i staram się pisać na jednej ze stron internetowych poświęconych lekkoatletyce, ale trudno jest znaleźć czas, by to wszystko pogodzić. Ludzie nie zdają sobie sprawy, że prowadzenie takiego konta i poszukiwanie informacji wiąże się z ogromnym wysiłkiem. A Twitter nie daje pieniędzy. Dla dziennikarzy jest on zwykle tylko dodatkiem, chyba że masz milion obserwujących i możesz zarabiać na współpracach – przekonuje Joaquin.  

lądowanie KubackiegoNajwiększa niesprawiedliwość w skokach narciarskich. Kibice mają już dość dziwnego oceniania za styl

Komputer i Twitter były odskocznią od rzeczywistości. Jego konto zostało zawieszone

25 lipca świętował wpisem 10 lat spędzonych na Twitterze. Zrobił to po swojemu, wspominając, że tamtej nocy spał wewnątrz lokalu czwartego na Calle Ercilla 46 w Madrycie, gdzie "kraty dawały mu poczucie bezpieczeństwa". Dziś zobaczenie tego twitta, tak jak wszystkich innych napisanych przez niego, jest niemożliwe. Jego konto zostało zawieszone. – Nie wiem, dlaczego tak się stało – mówi. – Wysyłałem mnóstwo wiadomości z pytaniami i prośbą o pomoc, ale konkretnych wytłumaczeń nie otrzymałem. Nie rozumiem, dlaczego jedne konta naruszające mnóstwo przepisów są aktywne, a moje zostało zdjęte i nie jestem w stanie go odzyskać. Czuję się bezsilny, tym bardziej, że zebranie tylu obserwujących było dla mnie niesamowitym wyzwaniem, a Twitter i komputer były dla mnie terapią, odskocznią od rzeczywistości do świata sportu. Nie będę tego ukrywać, brakuje mi Twittera. To niesamowicie miłe, że inni ciągle mnie wspominają i piszą, że mnie brakuje. Naprawdę tęsknię za pytaniami, zainteresowaniem, wymianą opinii w prywatnych wiadomościach. To było wspaniałe – mówi Carmona.  

"Gdy ludzie idą do domu, ja wracałem do parku. To powodowało dyskomfort"  

Gdy pytamy Carmonę, co było najgorsze w życiu bezdomnego, odpowiada bez zastanowienia. – Podejście ludzi – mówi. – Zawsze jesteś traktowany jak ten gorszy, jak ktoś innego sortu. Oddzielają cię od reszty, a i ty nie czujesz się na siłach, by toczyć "normalne" życie. Zdecydowana większość osób, z którymi spotykałem się w bibliotece, nawet nie podejrzewała, że śpię w parku na materacu – przekonuje. Święta spędził samotnie w hostelowym pokoju. – Przyzwyczaiłem się już. Miałem czas, by poczytać, odpocząć i pomedytować – mówi mężczyzna, o którym na łamach "El Mundo" bardzo ciepło wypowiadali się pracownicy biblioteki, z której zwykł korzystać.   

Lionel Messi odejdzie z Barcelony za pół roku - przekonany jest Carlos Carpio"Leo Messi podjął decyzję. Cieszcie się nim w Barcelonie, bo to już koniec"

Varona, który przygotowywał reportaż dla "Sportu", w argentyńskim "La Nacion" mówił o wyzwaniu, jakim był on dla obu stron. – Joaquin powiedział mi, że tak naprawdę w ciągu ostatniej dekady praktycznie nie rozmawiał z ludźmi. Bo prawda jest taka, że na ulicy się nie dyskutuje – mówił dziennikarz. Carmona się z nim zgadza i opowiada o trudnościach z życiem społecznym. – Relacje między bezdomnymi są bardzo wątłe. A w rozmowach z "normalnymi" ludźmi sytuacja jest niekomfortowa, bo gdy oni idą do domu, ty wracasz do parku. I to powoduje dyskomfort. To poczucie winy związane z tym, w jakich okolicznościach żyją inni, swego czasu dobrze przedstawił reżyser Michael Haneke – opowiadał w "El Pais" Joaquin, który jest też miłośnikiem kina i na Twitterze polecał od czasu do czasu filmy warte obejrzenia.  

Załamał się po zamknięciu stoiska z lodami  

Hiszpan pochodzi z rozbitej rodziny. Matka ciężko chorowała, ojciec był alkoholikiem. – To nie był tato, który woził cię do szkoły – wspominał. Joaquin jest Baskiem z okolic Bilbao. Chciał być lekkoatletą, jednak nie miał pieniędzy, by opłacić bilet wstępu na bieżnię. Bilet kosztował 60 peset, około dwóch złotych. Carmona był niezłym uczniem, ale porzucił naukę, bo - jak wspominał w "La Vanguardii" - starania nie miały sensu, skoro nikt nie pomógłby mu opłacić studiów, a też sytuacja w domu była wyjątkowo trudna.

W wieku 19 lat Joaquin wyjechał do Madrytu. Zajmował się różnymi rzeczami, z czasem otworzył własny kiosk z lodami w okolicach Santiago Bernabeu. Wiodło mu się nieźle, był popularny wśród mieszkańców, ale musiał zamknąć kiosk. Miasto nie przedłużyło mu licencji. Jak twierdzi, komuś nie podobało się, że miał tam stoisko i pod wpływem skarg lokalne władze zdecydowały się pozbawić go pracy. – Wówczas się załamałem. Brakowało mi wsparcia, pomocy – mówił Joaquin. Kolejnym ciosem było zerwanie z partnerką, problemy narastały. W końcu trafił na ulicę.   

Najgorszy wynik w historii Turnieju Czterech Skoczni. Na starcie nigdy nie stanęło mniej zawodnikówNajgorszy wynik w historii Turnieju Czterech Skoczni. Na starcie nigdy nie stanęło mniej zawodników

"Życie nauczyło mnie, by zachowywać spokój"  

– Ogólnie rzecz biorąc, w życiu nie miałem szczęścia – mówi Carmona. Teraz wreszcie zaczyna wychodzić na prostą. Gdy spotkał się z dziennikarzem "Sportu", zgodził się, by ten kupił mu wegetariańskiego burgera (Joaquin stara się nie jeść mięsa), ale powiedział, że kolejnym razem gdy się spotkają, to on postawi posiłek. Dziś może się wywiązać z tej umowy. Ale wie, że to wszystko jest jeszcze kruche. – Teraz mam pracę, ale życie nauczyło mnie, że łatwo przyzwyczaić się do dobrego.  A nigdy nie wiesz, co przyniesie przyszłość. Zaraz mogą mnie zwolnić, ale mogę też dostać lepszą pracę. Mogę też pozostać na tym samym poziomie. Dlatego trzeba zachować spokój. I iść krok po kroczku.