Stadion Śląski rywalizuje z Koloseum o wielką imprezę. "Możemy przebić Rzym"

- Szanse są 50 na 50 - mówi nam Tomasz Majewski, wiceprezes Polskiego Związku Lekkiej Atletyki. We wtorek European Athletics wybierze gospodarza mistrzostw Europy 2024. Czy oferta Śląska może wygrać z Rzymem, proponującym m.in. konkursy pchnięcia kulą w Koloseum? - W wielu aspektach możemy przebić Rzym - mówi Marek Plawgo, który przedstawi naszą kandydaturę.

Katowice-Silesia 2024 czy Rzym 2024? Europejska federacja miała zdecydować już wiosną. Ale przez pandemię koronawirusa gospodarze mistrzostw Europy wybierze dopiero 10 listopada. Na zdalnym spotkaniu. Po prezentacjach online obu kandydatów.

Zobacz wideo Zlatan wciąż zachwyca. "Włosi leżą plackiem u jego stóp"

"To jest ich atut, ale my mamy swoje"

- My zaprezentujemy się pierwsi. O godzinie 15.00. Około godziny 18 powinna być już decyzja - mówi nam Tomasz Majewski. - Rada zdecyduje w głosowaniu online, po prezentacjach, ale delegacja kilka razy była też na miejscu, widziała Stadion Śląski, Park Śląski, zapoznała się z naszymi pomysłami i z całą infrastrukturą - dodaje dwukrotny mistrz olimpijski w pchnięciu kulą.

Właśnie on najlepiej wie, jak piękne widowiska zaproponuje Rzym. Włosi chcą ugościć lekkoatletyczną Europę nie tylko na Stadionie Olimpijskim, który jest areną mityngów Diamentowej Ligi, ale z pchnięciem kulą planują wyjść do jednego z najbardziej spektakularnych zabytków świata, czyli do Koloseum.

- To jest ich atut, ale my mamy swoje. Szanse są mniej więcej równe. Na pewno nie ma co się napalać, że mamy szczególne względy, bo Rzym to też jest świetna kandydatura, ale rozmawiamy z ludźmi i słyszymy, że będzie im bardzo trudno wybrać, że my też mamy swoje przewagi. Jest 50 na 50 - przekonuje Majewski.

I ma nadzieję, że niezdecydowanych do polskiej oferty przekona Marek Plawgo. - On przedstawi naszą kandydaturę. Dla niego to już któraś walka o duże zawody w Polsce - mówi Majewski.

Miralem Pjanić odrzucił ofertę gry w innej reprezentacji. Miralem Pjanić odrzucił ofertę gry w innej reprezentacji. "Moje serce by krwawiło"

"Śląsk może zorganizować najbardziej zielone mistrzostwa w historii"

Marka Plawgę, w przeszłości świetnego płotkarza, medalistę MŚ i ME, pytamy o szczegóły śląskiej oferty.

Łukasz Jachimiak: Jaki jest sposób na pokonanie Rzymu i przebicie takiego wydarzenia, jakim byłoby pchnięcie kulą w Koloseum?

Marek Plawgo: Jak człowiek usłyszy, że mamy pokonać Koloseum, to od razu pomyśli, że trudno znaleźć lepsze miejsce i że w ogóle trudno wskazać jakieś miasto na świecie, które byłoby ładniejsze niż Rzym. Ale organizacja mistrzostw Europy to nie tylko ładne miasto. Oczywiście w telewizyjnym obrazku Rzym wyglądałby świetnie, a konkurs pchnięcia kulą w anturażu Koloseum byłby pewnie oglądany szczególnie chętnie. Ale aplikacja naprawdę składa się z dużej liczby małych i większych elementów. To jest finansowanie, to ogólny pomysł, to atrakcyjność komunikowania wydarzenia. My się postaramy wykazać, że Śląsk ze swoimi transformacjami, z odchodzeniem od ciężkiej przemysłu do zrównoważonego rozwoju i ekologii, może zorganizować najbardziej zielone mistrzostwa w historii.

Wiem, że jakiś czas temu delegacja zachwycała się Parkiem Śląskim.

- Właśnie w nim, na przestrzeni pięciu kilometrów kwadratowych, mogą się odbyć całe mistrzostwa.

Z maratonem też nie wyszlibyśmy poza park?

- Maraton zaproponujemy nie tylko w parku, ale i w charakterystycznych miejscach dla regionu i jego zrównoważonego rozwoju. Chcemy poprowadzić trasę przez Nikiszowiec, który był kiedyś dzielnicą typowo robotniczą, a teraz to jest miejsce kultury i centrum trendów. Nikiszowiec jest symbolem przemian.

Tak samo jak Spodek?

- Oczywiście. Spodek ma wyjątkową rolę w naszej aplikacji. Pod nim chcemy zorganizować ceremonie dekoracji medalami i zrobić strefę kibica. Chcemy się podzielić z Europą piękną historią Śląska, zmianami regionu, pokazać gościnność, pracowitość, kuchnię. Pod Spodkiem stanie miasteczko dla gości. Planujemy stworzyć coś takiego jak Berlin podczas mistrzostw w 2018 roku. On pokazał, że w pięknej koncepcji można przywrócić do życia ulicę, która była pogrążona w żałobie.

Przypomnijmy, że miasteczko z podium do dekoracji medalistów stanęło na Breitscheidplatz, na którym w grudniu 2016 roku zamachowiec wjechał ciężarówką w tłum ludzi obecnych na jarmarku bożonarodzeniowym i zabił 12 osób.

- Tak, skojarzenia były bardzo złe, a robiąc tam strefę ważną dla mistrzostw Niemcy odzyskali to miejsce. Europejskiej federacji bardzo się tamten koncept spodobał. My też chcemy wokół naszych miejsc stworzyć nową historię. Przemysł ciężki zabierał na Śląsku tkankę miejską, która teraz jest odzyskiwana dla lokalnej społeczności. Musimy pójść w tym kierunku w naszej prezentacji, a nie udawać, że mamy lepszy obiekt niż Koloseum. W takiej walce nie byłoby sensu kruszyć kopii.

Włosi zadają sobie jedno pytanie przed kluczowym meczem z Polską w Lidze NarodówWłosi zadają sobie jedno pytanie przed kluczowym meczem z Polską w Lidze Narodów

Jak technicznie będzie wyglądała prezentacja online?

- Zwykle było to robione w taki sposób, że pokazywaliśmy slajdy i do nich nakładało się narrację, wskazywało się najważniejsze cechy aplikacji. Teraz, w czasach covidowych, nie da się tak poprowadzić prezentacji, dlatego postawiliśmy na trochę inną formę. Przedstawimy niecały kwadrans materiału, który jest reportażem. Pokażemy wszystkie miejsca, w których chcemy mistrzostwa zrobić. Będzie też o świetnie zorganizowanej komunikacji i o tym jak władze lokalne podejmują wysiłek, żeby wrócić na tory spójności z naturą, z ekologią. Damy wybierającym pigułkę wiedzy i pomysłów, a później będziemy gotowi, żeby odpowiedzieć na wszystkie pytania członków Rady European Athletics.

Jeśli pandemia pozwoli, to w marcu 2021 roku w Toruniu odbędą się halowe Mistrzostwa Europy. Jakich rywali pokonał Pan, prezentując tamtą ofertę?

- Walk było już kilka. Najpierw polegliśmy z Glasgow, później wygraliśmy z Apeldoorn. Udało mi się już pozyskać takie zawody jak mistrzostwa świata juniorów, młodzieżowe mistrzostwa Europy i właśnie te halowe ME w Toruniu. Toruń to do tej pory największy sukces. Mieliśmy wtedy bardzo ciekawą koncepcję prezentacji. Wspólnie z Moniką Pyrek porozmawialiśmy w takiej koncepcji, że dwoje byłych lekkoatletów rozmawia o tym, jak zazdrości obecnemu pokoleniu różnych świetnych rozwiązań. I w rozmowę wpletliśmy wszystkie atuty toruńskiej oferty. To przyniosło sukces, a teraz znów zrobimy coś, czego wcześniej nie było. Covid pozwala zastosować trochę niekonwencjonalne rozwiązanie. Normalna oferta prezentowana online traciłaby na atrakcyjności, postawiliśmy więc na rozwiązania przykuwające uwagę.

Ale mówi Pan teraz o postawieniu na formę reportażu czy chce Pan powiedzieć, że stać Was było na hollywoodzkie efekty specjalne?

- Nie te budżety, nie, nie. Ale prezentację zrobiło profesjonalne studio, wszystko będzie ładnie wyglądało. Symulacje 60 tysięcy fanów na Stadionie Śląskim nie były nam potrzebne, jednak liczymy na to, że w 2024 roku ten obiekt naprawdę będzie się wypełniał taką liczbą kibiców.

Ma Pan jakieś przecieki ku czyjej ofercie skłania się Rada EA?

- Mam te same informacje co Tomek Majewski, jest raczej 50 na 50. Ważne dla nas jest, że po raz pierwszy zrobiono w wymierny sposób ewaluację. Wydzielono wiele kategorii, podkategorii i każda jest punktowana. Nie liczy się więc tylko to, co się wizualnie spodoba, ale będą punkty za najważniejsze kwestie. I wiemy, że na podstawie tych kryteriów idziemy z Rzymem łeb w łeb. Mam tylko taki sygnał, że jeden z kandydatów ma minimalną przewagę, ale nie wiem który. Być może nasza komunikacja, walory naszej prezentacji będą miały znaczenie. Bo w przypadku remisu w ewaluacji członkowie Rady będą wybierać na podstawie swoich emocji i uczuć. Najważniejszy będzie jednak twardy rachunek, czyli będą się liczyły budżety, hotele, transport. A niekoniecznie te rzeczy Rzym musi mieć lepsze. Koloseum nie przebijemy, ale ono jest tylko jedną ze składowych oferty rywala. Liczymy na to, że kompleksowość naszej propozycji w wielu aspektach przebije Rzym. Wiem, że w wielu aspektach tak jest. Prezentację będziemy robili pełni nadziei.

Ryan Reynolds kupuje 3. najstarszy klub piłkarski. Ryan Reynolds kupuje 3. najstarszy klub piłkarski. "Chcemy uczynić z niego światową potęgę"

A dlaczego nasza oferta nazywa się Katowice-Silesia, a nie Chorzów, skoro zawody miałyby się odbywać na Stadionie Śląskim w Chorzowie? Pytam, bo to dla Ślązaków pewnie ważne.

- Najpierw był pomysł, żeby to była po prostu Silesia, ale europejska federacja słusznie zauważyła, że Śląsk to nie tylko Polska, że Śląsk jest też po stronie czeskiej. Trzeba było wskazać jeszcze miasto, a Katowice jako stolica Śląska są naturalnym kandydatem. To trochę skomplikowane, ale pasuje do charakterystyki Śląska. Każdy kto był w komisji ewaluacyjnej odwiedzającej Śląsk, wie, że tam nie wyjeżdżając z jednego miasta nagle znajduje się w drugim, a czasami zaraz i w trzecim mieście. U nas hotele mają być rozlokowane w kilku miejscowościach, a wszystkie będą w odległości 30 minut jazdy do stadionu. To pokazuje charakter Śląska. Ten region jest pod każdym względem ciekawy i ludzie z European Athletics już o tym wiedzą.