"Jak zachować milczenie, gdy państwo morduje swego sportowca". Ciężkie oskarżenia wobec MKOl

W 2018 roku poszedł na antyrządową demonstrację. Później był torturowany, oskarżony o zabójstwo i usłyszał wyrok śmierci, który właśnie wykonano. Za Navidem Afkarim, zapaśnikiem, który podpadł władzy, wstawił się cały świat. Dziennikarze sugerują, że Iran powinno się wyrzucić z igrzysk, a eksperci dodają, że śmierć sportowca może obudzić społeczne protesty.

- Dla niego może być już za pięć dwunasta - obrazował kilka dni temu sytuację Brendan Schwab, dyrektor wykonawczy World Players Association, organizacji, która reprezentuje 85 000 wyczynowych sportowców. Schwab sugerował, że mijają właśnie ostatnie dni życia Irańczyka, dlatego też w tym czasie chciał jeszcze mocniej zjednoczyć świat w walce o życie sportowca. Robił, co mógł. Znów napisał do irańskich władz, apelując o wycofanie oskarżeń przeciwko Afkariemu i ponowne zbadanie jego sprawy. Nie on jeden.

Zobacz wideo Jan Błachowicz zdradza plan na walkę o pas mistrzowski UFC. „To będzie największy problem”

MKOl? "Musi respektować wyroki sądów"

Rob Koehler, dyrektor Global Athlete, grupy lobbującej na rzecz sportowców, która również naciskała na uwolnienie Afkariego, przyniósł złe wieści. Jego organizacja dowiedziała się z irańskich źródeł, że egzekucja jest nieuchronna.

- On został skazany na śmierć za pokojowy protest. To ma być przestroga dla innych. Dlatego wzywam wszystkich sportowców do zabrania w tej sprawie głosu - grzmiał Koehler.

Zarówno Global Athlete, jak i World Players Association wezwały Międzynarodowy Komitet Olimpijski oraz United World Wrestling (międzynarodowy organ zarządzający olimpijskimi zapasami) do postawienia Iranowi ultimatum. Sugerowały zamknięcie Iranowi wstępu na międzynarodowe imprezy. Zapasy są w tym kraju jednym z najpopularniejszych sportów, który na samych igrzyskach olimpijskich zaprocentował czterdziestoma trzema medalami. Pogrożenia palcem ze strony MKOl-u jednak nie było.

Przewodniczący komitetu, Thomas Bach podkreślał za to, że jego organizacja "musi trzymać się zasady poszanowania suwerenności i respektowania wyroków sądownictwa wszelkich krajów". Mark Adams, rzecznik MKOl-u, oznajmił w telewizji CBS, że był w stałym kontakcie z irańskimi urzędnikami olimpijskimi i Irańską Federacją Zapaśniczą, które "robią wszystko, co w ich mocy, aby ułatwić pomyśle rozwiązanie tej sprawy".

W sprawie Afkariego próbował reagować nawet Dana White, szef UFC. Interweniował na najwyższym szczeblu. Zaapelował do Donalda Trumpa, by ten podjął działania, które sprawią, że Afkari uniknie śmierci. - Telefon do prezydenta to jedyne, co przychodziło mi do głowy - tłumaczył White cytowany przez "Mirror".

Trump na prośbę White'a zareagował błyskawicznie. "Słyszałem, że Iran chce przeprowadzić egzekucję gwiazdy sportów walki, którego jedynym przewinieniem był udział w antyrządowej demonstracji. Protestowano przeciwko pogarszającej się sytuacji gospodarczej kraju i inflacji" - napisał prezydent Stanów Zjednoczonych na Twitterze. Po czym dodał. "Byłbym bardzo wdzięczny przywódcom Iranu, gdybyście oszczędzili życie tego młodego człowieka i nie wykonywali egzekucji"

"Jak zachować milczenie, gdy państwo morduje swego sportowca"?

Gdy na świecie w ostatnich dniach trwała zintensyfikowana wymiana dotycząca tego, co kto robi dla Afkariego (listy, wpisy na Twitterze, apele) władze jego kraju po cichu przygotowywały się do stracenia 27-latka. Niektórzy tymczasem punktowali, kto czego dla niego nie zrobił.

Daniel Schofield z "The Telegraph" kilka dni przed straceniem sportowca pisał, że "nieuchronna śmierć Afkariego, stanowi poważny test moralnego przywództwa władz MKOl-u". Zwrócił uwagę, że komitet może - przez brak jakiejkolwiek reakcji i zasłanianie się swą apolitycznością - więcej na tej sprawie stracić. Sportowcy z Afkarim z pewnością będą się publicznie solidaryzować, nawet na międzynarodowych imprezach, na których MKOl dba, by polityki na bieżniach, torach, boiskach i ceremoniach dekoracji nie było. "Komitet musiałby wymyślić nową kategorię podwójnych standardów, aby zapobiec takim protestom sportowców. Bo jak zachować milczenie, gdy państwo morduje jednego ze swych sportowców? - zastanawiał się dziennikarz w tekście zatytułowanym "MKOl musi wyrzucić Iran z igrzysk".

Na oburzenie świata i apel prezydenta USA Iran zareagował, ale po swojemu. W ostatnią niedzielę państwowa telewizja wyemitowała oświadczenie, a także starała się przedstawiać dowody na to, że Afkari był w okolicy, w której doszło do śmiertelnego dźgnięcia nożem ochroniarza. Nikomu nie przeszkadzało, że było to godzinę po tym, jak doszło do tragedii. Pokazano też jak zmaltretowany Afkari przyznaje się do zbrodni, choć na początku sprawy stanowczo przestępstwu zaprzeczał. Zapaśnika przeniesiono natomiast w miejsce odosobnienia. Kontakt z nim straciła rodzina.

Hadi Ghaemi, dyrektor Centrum Praw Człowieka w Iranie, cytowany przez "New York Times", powiedział, że rząd nie zawsze ogłaszał, kiedy miały nastąpić egzekucje. Dał przykład sprzed miesiąca, kiedy dwóch więźniów politycznych zostało uśmierconych bez żadnego rozgłosu, a ich rodziny zostały później powiadomione o tym fakcie.

- Kazano im tylko zabrać ciała - mówił.

"Dlaczego tak się z egzekucją spieszyli?"

W niedawnej rozmowie z "Der Spigel" Tara Sepehri, irańska ekspertka w organizacji Human Rights Watch w Waszyngtonie, mówiła, że fakt, iż Afkari jest zapaśnikiem, mógł momentami działać na jego korzyść. Przynajmniej tak było w kilku innych przypadkach.

- Sportowcy to osoby publiczne, a ich rozgłos w pewnym sensie chroni ich przed pewnymi formami prześladowań, z którymi mogliby się spotkać zwykli obywatele. Na przykład, gdy sportowcy tweetują o sprawach publicznych, najprawdopodobniej otrzymają tylko wezwanie do usunięcia wiadomości, a inni obywatele pewnie byliby już wezwani na policję. Jednocześnie sportowcy odgrywają w kraju ważną rolę. Zwłaszcza jeśli są częścią drużyny narodowej, mają zachowywać się jak przedstawiciele państwa irańskiego, nie pić i nie wypowiadać się na tematy kontrowersyjne – opisywała ekspertka. Dodawała, że Afkari był celem dlatego, że brał udział w protestach i miał dopuścić się napaści na ochroniarza, która zakończyła się jego śmiercią. Zawodnik dostał zresztą kilka różnych zarzutów, od obrażania państwowego przywódcy, przez zakłócanie porządku publicznego na demonstracji, po morderstwo. Do tego zatrzymano również jego dwóch braci, którzy za udział w manifestacji dostali 54 i 27 lat więzienia. Rodzina szybko dowiedziała się, że są torturowani i zmuszani, by obciążyć brata zeznaniami. Zgodnie z relacją matki, bratu Navida, Habibowi, który w trakcie przebywania w areszcie trzykrotnie próbował popełnić samobójstwo, zakładano na głowę foliowe torby, a do nosa i gardła wlewano wrzątek.

Dowody, jakie zawierają akta w sprawie Afkariego, poza uzyskanym torturami przyznaniem się do winy, też budzą wątpliwości. Zawierają nagranie z monitoringu jak Afkari idzie ulicą niedaleko od miejsca zbrodni i dane od operatorów komórkowych potwierdzające, że był w pobliżu. Jednak do szczegółów i treści tych informacji wglądu nie ma.

"Sędziowie na kolejnych rozprawach używali zeznań uzyskanych podczas tortur, konsekwentnie nie badali za to skarg dotyczących maltretowania Afkariego" - pisała Diana Eltahawy, zastępca dyrektora regionalnego Amnesty International na Bliski Wschód i Afrykę Północną.

To jednak wystarczyło, by skazać Afkariego na śmierć i wykonać egzekucję. Prawnik zapaśnika, Hassan Younessi przekazał, że Iran nie zastosował się przy tym do kolejnych zasad. Zgodnie z prawem karnym w Iranie "skazany ma prawo spotkać się z rodziną przed wykonaniem egzekucji". - Dlaczego tak się z tym śpieszyli, że pozbawili Navida prawa do ostatniej wizyty? - pytał Younessi.

To, co dla jednych może być szokujące, w Iranie jest na porządku dziennym. ONZ w niedawnym raporcie napisała o "powszechnym schemacie stosowania tortur w celu wymuszenia fałszywych zeznań" na protestujących przeciwko rządowi. Od 2018 roku można było doliczyć się co najmniej 355 podobnych przypadków. Tyle zostało wyemitowanych przez państwową telewizję.

"Zmiana kulturowa"

O sprawę irańskiego zapaśnika, jeszcze przed wykonaniem egzekucji, pytaliśmy Andrzeja Suprona, prezesa Polskiego Związku Zapaśniczego. Ten mówił, że związek być może napisze list otwarty do tamtejszej federacji zapaśniczej czy nawet rządu. Dodawał jednak, że to byłby bardziej symbol, gest solidarności ze sportowcem. Supron, który w Iranie był kilka razy, doskonale zdaje sobie sprawę, jak trudna jest tam sytuacja społeczeństwa i jak funkcjonuje państwo. Jednocześnie bardzo docenia tamtejszych zawodników.

- Sportowcy wszędzie mają swój kodeks postępowania, przyzwoitości, ale irańscy zawodnicy zawsze byli jego szczególnym przykładem. Dlatego solidaryzujemy się z tym zawodnikiem, bo jesteśmy sportową rodziną i zawsze będziemy stawać w obronie naszego brata czy siostry - mówi nam Supron.

Hadi Ghaemi twierdzi natomiast, że oprócz międzynarodowej presji rząd Iranu może poczuć też sprzeciw swych obywateli przeciwko karze śmierci. Afkari nie był co prawda znanym zapaśnikiem, a sukcesy odnosił raczej w swym mieście Szirazie, ale w ostatnich tygodniach stał się męczennikiem, a o jego sprawie słyszał każdy.

- To jest zmiana kulturowa, że większość populacji nie akceptuje teraz kary śmierci, zwłaszcza jeśli chodzi o sprawy polityczne - powiedział Ghaemi.

Podał przykład, że w lipcu Iran wstrzymał egzekucje trzech młodych mężczyzn, właśnie z powodu antyrządowych protestów. Choć część z nich miała charakter wirtualny - hashtag przeciwko ich egzekucjom został użyty w internecie milion razy. Tym razem, również mimo wielu akcji i popularnych hasztagów, sprawa nie miała pozytywnego rozstrzygnięcia.

Według Amnesty International Iran tylko w zeszłym roku stracił 251 osób. Więcej egzekucji wykonuje się jedynie w Chinach.

Przeczytaj też: