Biegacz bez nóg ucieknie pełnosprawnym na igrzyskach w Tokio? "Trudno uwierzyć, że nie ma przewagi"

Biegający na protezach Blake Leeper to mistrz paraolimpijski, który walczy o możliwość ścigania się na 400 metrów z pełnosprawnymi sprinterami na igrzyskach w Tokio. - Na ostatnich metrach wszyscy słabną i zwalniają, a on nie. Jego dolne partie ciała się nie męczą, bo on ich po prostu nie ma - mówi Piotr Haczek, mistrz świata ze sztafety 4x400 m i były trener niepełnosprawnych sportowców.

Blake Leeper to 31-letni Amerykanin, który kilka lat temu zainspirował się historią Oscara Pistoriusa. On też chciałby wystartować nie tylko na paraolimpiadzie, ale i na igrzyskach olimpijskich. Na protezach biega jeszcze szybciej od byłego lekkoatlety z RPA. Życiówka Leepera na 400 m to bardzo dobre 44,38 s. A pełnosprawni zawodnicy obawiają się, że dzięki protezom Amerykanin jeszcze wyraźnie poprawi swój wynik. Żeby móc wystartować na igrzyskach w Tokio Leeper musi udowodnić, że protezy jednak nie dają mu przewagi nad pełnosprawnymi biegaczami.

Zobacz wideo Sportowa rozmowa dnia - Piotr Lisek

Łukasz Jachimiak: Blake Leeper chce bez nóg dobiec na igrzyska olimpijskie w Tokio. Kibicuje mu Pan czy nie?

Piotr Haczek: To jest tak samo kontrowersyjny temat jak przypadek Oscara Pistoriusa i niemieckiego skoczka w dal Markusa Rehma.

Sytuacja zmieniła się o tyle, że dotąd zawodnikowi trzeba było udowodnić, że protezy dają mu przewagę, a teraz to Leeper musi wykazać, że nie dają.

- Zawsze się znajdzie naukowców, którzy wykażą racje jednej strony i naukowców, którzy znajdą przeciwne argumenty. Firmy tworzące protezy dla niepełnosprawnych sportowców zawsze będą twierdziły, że one są tylko zastępstwem, że żadnej przewagi nie dają. A ja widziałem Pistoriusa z bliska, kiedy pracowałem w Szkocji. Kiedyś go zaprosiliśmy do federacji lekkoatletycznej, żeby zainspirował młodzież. Na tym spotkaniu pomyślałem sobie, że na jego miejscu nigdy bym się na coś takiego nie zgodził. Bo kiedy biegł, było widać, że na starcie na pewno nie ma przewagi, a nawet traci. Natomiast na końcówce potrafiłby wygrać z każdym zawodnikiem na świecie. Z absolutnie każdym. To dlatego, że wszyscy na ostatnich metrach słabną i zwalniają, a on nie. Jego dolne partie ciała się nie męczą, bo on ich po prostu nie ma. U innych na finiszu zmniejsza się długość kroku, a u niego się zwiększa. Kroki stają się susami, bo on im większej prędkości nabiera, tym mocniej działała sprężyna, na której biegnie.

Tu jak na dłoni widać wszystko, o czym mówię:

 

Pistorius przekonywał i Leeper też przekonuje, że jego proteza to nie jest sprężyna, tylko prosty sprzęt.

- Trudno uwierzyć, że proteza z włókien nie daje przewagi, gdy obserwujemy technologiczny wyścig producentów butów do biegania. Skoro one sprężynują, to co dopiero takie protezy?

Buty są ulepszane bez przerwy, ich konstruktorzy prześcigają się w nowych rozwiązaniach. A te protezy Pistoriusa czy Leepera mają podobno swoje lata - biegacze przekonują, że startują na nich od początku karier, przez osiem czy dziewięć lat.

- Ale jeśli samolot został wyprodukowany 30 lat temu i ciągle dobrze lata, to też się z niego korzysta. To wszystko jest naprawdę trudne i kontrowersyjne. To przede wszystkim walka prawników. I zagrożenie, że za chwilę pójdziemy dalej. Przecież nie można wykluczyć, że za chwilę ktoś wymyśli jakieś sztucze więzadła, które można wszczepiać sportowcom. I będziemy wtedy rozmawiać czy na to pozwolić?

Mówi Pan, że Pistorius przyjechał do Szkocji, żeby zainspirować młodych zawodników. Zrobił to?

- Tak, spotkanie było bardzo udane. Opowiedział jak trenuje, był tak ważnym gościem jak Michael Johnson czy Jeremy Wariner, którzy też do nas przyjeżdżali.

I to jest jeden z ważnych argumentów Leepera - jego historia ma być inspiracją.

- Ale przecież jest stworzony sport dla niepełnosprawnych, są różne kategorie i w nich mogą się odnaleźć takie osoby. Absolutnie nie odbieram im możliwości realizowania się w sporcie. Przeciwnie, zachęcam do tego wszystkich niepełnosprawnych.

Pan kiedyś trenował niepełnosprawnych, prawda?

- Zgadza się. Zawsze miałem do nich takie podejśćie jak do pełnosprawnych zawodników. Orka była, bo ci zawodnicy mają serce do pracy. Są bardzo ciężko doświadczeni przez los i potrafią niesamowicie się angażować. Ale nigdy nikogo nie przekonywałem, że mógłby po spełnieniu jakichś warunków rywalizować z pełnosprawnymi. Są zawody integracyjne, to co innego, starty w nich to fajna sprawa. Ale start niepełnosprawnego z pełnosprawnymi na mistrzowskich impreza to rzecz zbyt trudna do pogodzenia. Prawda jest taka, że sportowców niepełnosprawnych bardzo trudno jest pogodzić już w samym sporcie niepełnosprawnych. To dlatego, że są różne grupy, różne stopnie niepełnosprawności. Pracowałem między innymi z Januszem Rokickim. Miał amputację jednej nogi powyżej kolana, a drugiej poniżej kolana. Mimo to na paraolimpiadzie w Atenach w 2004 roku dzień przed zawodami zakwalifikowano go do grupy z jedną amputowaną i jedną zdrową nogą. I czterokilogramową kulę musiał zamienić na pięciokilogramową. Wiele razy widziałem, jak się zawodników klasyfikuje i muszę powiedzieć, że niektórzy dużo robią, żeby być sklasyfikowanymi w lepszej dla siebie grupie. Skoro tam są kontrowersje, to czy może ich nie być, gdy biegacz na protezach chce startować z pełnosprawnymi rywalami?

W czasach pana startów takich pomysłów jeszcze nie było?

- Z niczym takim się nie spotkałem. A jak kilka lat temu Pistoriusa dopuszczono nawet do startu w sztafecie, to bałem się na to patrzeć. Bo proszę sobie wyobrazić jego zwarcie z kimś. Coś strasznego mogło się wydarzyć, gdyby ktoś się na taką protezę nabił. A pamiętam, że Pistorius biegł nawet nie na pierwszej zmianie, tylko w środku, gdzie jest większe ryzyko, że jakiś młyn się wydarzy. Wystarczy, że ktoś biegacza na protezach lekko przepchnie w strefie zmian i może być bardzo groźny wypadek. A o kontakt tym łatwiej, że biegający na protezach robią ruchy koliste, zamachowe, nie ruszają się jak pełnosprawni biegacze, którzy kierują kolana w górę i w przód.

Czyli Leeperowi mówi Pan "nie"?

- Przede wszystkim środowisko tak mówi. Pamiętam jak Rehm twierdził, że proteza nie pomaga mu skakać daleko, aż poza granicę ośmiu metrów. Wtedy koledzy z Niemiec powiedzieli mu tak: "Odbijaj się z nogi, a nie z protezy i nie będzie kontrowersji".

Za tym musiałaby pójść zmiana techniki.

- Na pewno. Ale można byłoby to zrobić kosztem wyników. Jego wewnętrzne środowisko widziało problem. Widziało, że zakładał protezę, która potrafi oddać włożoną energię z dużo większą siłą od tej, którą oddaje zdrowa noga. Taka proteza naprawdę porafi zrobić więcej niż noga, gdy wstawi się na nią odpowiednio cały ciężar ciała. To nie jest naturalne. I mówię nie tylko na podstawie obserwacji Pistoriusa, bo jemu przyglądałem się krótko. Ale tu, w Danii, jest też taki chłopak biegający na protezie, który jest mistrzem Europy niepełnosprawnych.

Jest Pan nadal dyrektorem sportowym duńskiej federacji lekkoatletycznej?

- Już nie. Pracuję dla siebie, jako konsultant, a obecnie głównym zajęciem dla mnie są sprawy związane z halowymi mistrzostwami Europy 2021 w Toruniu, gdzie pełnię funkcję dyrektora zawodów.

Więcej o: