Polak kontra rekordzista świata! Szwedzi sprowadzają rywalizację do ich pojedynku

Rekordzista świata w skoku o tyczce Armand Duplantis kontra trzykrotny medalista mistrzostw świata Piotr Lisek: oto główne wydarzenie sobotniego mityngu w Goeteborgu. - Bardzo się z tego powodu cieszę. Lubimy się z Mondo, super, że będziemy mogli razem postartować - mówi nam Lisek, który pojechał do Szwecji na trzy mityngi.

Duplantis w październiku zdobył srebrny medal mistrzostw świata w Dausze (Lisek wywalczył tam brąz), w listopadzie skończył 20 lat, a w lutym dwukrotnie pobił rekord świata. Najpierw skoczył 6,17 m w Toruniu. - Mega się cieszę. I nie zazdroszczę. Będę pracował, żeby nawiązać z nim walkę - mówił wtedy Lisek w rozmowie ze Sport.pl.

Kilka dni późnej w Glasgow Szwed poprawił swój wynik na 6,18 m. Możliwe, że dalej śrubowałby rekord, gdyby nie pandemia koronawirusa.

Przez nią trudno będzie też oczekiwać niesamowitego poziomu rywalizacji Duplantisa z Liskiem w Goeteborgu. Ale już samo spotkanie dwóch znakomitych tyczkarzy (życiówka Liska to 6,02 m) jest wydarzeniem. Mityng Jump Challenge, w którym panie i panowie będą rywalizowali w skoku o tyczce i w skoku w dal, Szwedzi sprowadzają przede wszystkim do tego pojedynku.

Łukasz Jachimiak: Jak wyglądała Twoja pierwsza, zamorska wyprawa w pandemii? Logistyka skomplikowana czy niespecjalnie?

Piotr Lisek: Byłoby prościej, gdybyśmy się z trenerem nie spóźnili na prom. Ale popłynęliśmy drugim, nie było problemu. Wybraliśmy taki środek transportu, czyli samochód i prom, żebyśmy się czuli bezpiecznie, żeby się niepotrzebnie nie narażać. Z Marcinem podeszliśmy do wszystkiego z głową. Mieliśmy na uwadze, że koronawirus wcale nie odpuścił i postanowiliśmy nie szukać połączenia lotniczego. Trzeba o siebie dbać.

Z przewiezieniem tyczek nie było problemu?

- Żadnego, jechały na dachu samochodu.

Do Goeteborga chyba nie masz daleko, skoro mieszkasz w województwie zachodniopomorskim?

- Zgadza się - do Świnoujścia mam półtorej godziny jazdy. W sumie bardzo fajna, szybka podróż.

W Geoteborgu też będzie fajnie? Lista startowa pokazuje, że konkurs jest właściwie jak pojedynek Duplantis - Lisek.

- Nawet nie patrzyłem kto tam jeszcze jest zgłoszony.

Szwed Jacobsson, Norweg Lillefosse i Belg Broeders.

- Oni potrafią nieźle skakać. Myślę, że konkurs będzie fajny, widowiskowy. Polecam.

Czujesz się wyróżniony, że to Ciebie Szwedzi zaprosili jako głównego rywala dla swojego rekordzisty świata?

- Jasne! Bardzo się z tego powodu cieszę. Lubimy się z Mondo, super, że będziemy mogli razem postartować.

Na jak wysokie skakanie jesteś przygotowany? Może być dużo wyżej niż niedawne 5,60 m z Warszawy?

- Okaże się, takich rzeczy nie lubię deklarować.

A jak Ci idzie na treningach? Czujesz, że w tym dziwnym sezonie jest słabiej niż chciałbyś, czy wszystko idzie dobrze?

- Wszystko jest okej, ale formę wolę potwierdzać wynikami na zawodach niż niepotrzebnie strzępić język. Dlatego musimy poczekać.

Jak wygląda Twój kalendarz startów?

- Jest coraz lepiej. W Szwecji będę skakał teraz 4, a później jeszcze 8 i 9 lipca. Później będę miał kolejny start w Warszawie, 16 lipca.

Dokąd jedziesz w Szwecji po Goeteborgu?

- Nie pamiętam nazw miast.

Ale Duplantis jedzie z Tobą?

- Tak, w najbliższych dniach zmierzymy się kilka razy.

Jest szansa, że skoro Ty pojechałeś na gościnne występy do Szwecji, to Duplantis przyjedzie do Polski w sierpniu, choćby na Memoriał Kamili Skolimowskiej?

- Mam nadzieję!

Będziesz lobbował?

- To muszę zostawić organizatorom mityngów. Ale ja zawsze lubię skakać z najlepszymi. Bo to jest najlepsza motywacja, żebym skakał jak najwyżej.

Więcej o: