Rosyjskie gwiazdy proszą Putina o pomoc. "To tak, jakby Polacy informowali Hitlera"

Maria Łasickiene - złoto w skoku wzwyż, Andżelika Sidorowa złoto w skoku o tyczce, Siergiej Szubienkow srebro w biegu na 110 m przez płotki - gwiazdy lekkoatletycznych MŚ 2019 piszą do prezydenta Władimira Putina, by znalazł pięć milionów dolarów na karę za tuszowanie dopingowych wpadek ich kolegów z reprezentacji. Bez tego i niewinni mogą nie zostać wpuszczeni na igrzyska olimpijskie w Tokio.

W 2013 roku na MŚ w Moskwie rosyjscy lekkoatleci zdobyli 14 medali. Lepsi od nich byli tylko Amerykanie. Ale to był koniec potęgi. W sierpniu 2015 roku w Pekinie, na następnych MŚ, Rosjanie już tylko cztery razy stanęli na podium. A w listopadzie tamtego roku okazało się, że był to ich ostatni start pod narodową flagą. Od tamtego czasu w lekkoatletyce po prostu nie ma państwa Rosja.

Odsłonięcie korupcyjnego systemu stworzonego przez poprzednie władze światowej lekkoatletyki (tu wielkie zasługi mają dokumentaliści z niemieckiej telewizji ARD) pokazało, na jak ogromną skalę przekupność prezesa Lamine Diacka i jego świty wykorzystywali Rosjanie. Istniały cenniki tuszowania dopingowych wpadek, a rosyjscy działacze stawki świetnie znali i płacili. Swoim sportowcom często dawali wybór - bierzesz i zdobywasz medale, albo nie zabieraj naszego czasu.

Łasickiene ma wszystko. Poza tym, co najważniejsze

Rosyjscy lekkoatleci na wielkich imprezach wciąż startują, ale nie jest łatwo ich zauważyć. Od pięciu lat do zawodów są dopuszczani indywidualnie, po przejściu określonej liczby testów antydopingowych poza Rosją. Na igrzyskach w Rio de Janeiro w 2016 roku IAAF [dziś nazwa światowej federacji lekkoatletycznej to World Athletics] pozwoliła na start tylko skoczkini w dal Darii Kliszynie. Pomogło, że na stałe mieszkała w USA i zawsze funkcjonowała poza rosyjskim, haniebnym systemem niedozwolonego wspomagania.

Ten system wyniósł na szczyty wielu oszustów, a takim mistrzom jak Łasickiene zabiera największe marzenia. 27-latka z Kaukazu w 2013 roku zdobyła złoto MŚ dla Rosji, a w roku 2015 i 2017 wywalczyła złota MŚ już tylko dla siebie, bo startowała pod białą, neutralną flagą i ze skrótem nie RUS, tylko ANA - Authorized Neutral Athlete. Łasickene, wcześniej znana jako Kuczina, ma worek medali wielkich imprez, ale - nie ze swojej winy - jeszcze nie miała okazji powalczyć o medal olimpijski.

WADA: 10 lat dyskwalifikacji. Rosyjskie prawo: można pracować

I to się może nie zmienić, bo Rosjanie wciąż wolą oskarżać świat o antyrosyjski spisek niż naprawdę wziąć się za sprzątanie ogromnego bałaganu na swoim podwórku.

W ostatnich latach głośno było o trenerach, którzy są karnie wykluczeni z pracy w lekkoatletyce, ale przyłapywano ich na łamaniu zakazu. Na przykład Władimira Mochniewa zdyskwalifikowanego na 10 lat za podawanie dopingu reporterzy Reutersa zastali w Kursku na treningu z zawodnikami. Wymowne, że Światowa Agencja Antydopingowa (WADA) mu tego zabraniała, ale rosyjskie prawo nie.

Milionowa grzywna za wymyślonego lekarza i szpital, który okazał się ruiną

Z kolei „Sunday Times" ujawnił w ubiegłym roku chyba jeszcze bardziej bulwersującą sprawę Daniła Łysenki. Tu Rosjanie nabroili tak bardzo, że w listopadzie World Athletics zawiesiła za oszustwa wszystkich najważniejszych ludzi ich lekkoatletyki: od prezesa przez dyrektora wykonawczego, menedżerkę ds. zawodników, aż po koordynatorkę do spraw antydopingowych. Wszystkim zarzucono i udowodniono współudział w sfabrykowaniu alibi dla wicemistrza świata w skoku wzwyż.

Łysenko opuścił trzy kontrole antydopingowe, za co powinien zostać zdyskwalifikowany. Jednak zawodnik odwołał się do Trybunału Arbitrażowego w Lozannie. Wynajął drogiego prawnika, który wcześniej bronił w Lozannie innych Rosjan oskarżonych o doping, i przedstawił dokumentację medyczną, z której wynikało, że na jedną z kontroli nie mógł się stawić, ponieważ był ciężko chory i hospitalizowany. Po bliższym przyjrzeniu się tej dokumentacji cała linia obrony runęła. Lekarz, który się podpisał na tych dokumentach? Nie istnieje. Szpital, w którym się leczył Łysenko? Pod podanym adresem stoi jakaś ruina. Skończyło się dłuższą niż przewidywano dyskwalifikacją dla Łysenki, wykluczeniami dla jeszcze sześciu osób, a wreszcie ogromną karą finansową dla Wszechrosyjskiej Federacji Lekkoatletycznej VFLA.

Nie ma na pensje, nie będzie na karę

"Jeśli przed 1 lipca VFLA nie wpłaci na konto World Athletics pięć milionów dolarów kary, zawodnicy mogą stracić prawo do startów pod neutralną flagą" - informuje sports.ru. Wymieniona kwota to pierwsza rata i połowa kary. Drugą połowę WA może umorzyć, jeśli rosyjska lekkoatletyka pokaże wreszcie wolę odpokutowania i oczyszczenia.

Problem w tym, że VFLA nie ma pieniędzy. Pięć milionów dolarów to ogromna kwota dla związku, którego w ostatnich miesiącach nie było stać nawet na wypłacanie pensji swoim pracownikom.

Łasickiene, Sidorowa i Szubienkow doskonale znają realia. "Kryzys lekkoatletyczny trwa od 2015 roku. W tym czasie wiele razy zmieniano ministra sportu i szefa Rosyjskiego Komitetu Olimpijskiego, przez ten czas wiele razy słyszeliśmy, że w celu ochrony rosyjskich sportowców zostało zrobione wszystko, co możliwe. Ale po pięciu latach nadal nie możemy wykorzystywać swojego potencjału. Przez brak działań Wszechrosyjskiej Federacji Lekkoatletycznej [VFLA] od ostatniej jesieni nie mamy już nawet możliwości występowania jako sportowcy neutralni w zawodach rozgrywanych poza Rosją, a 1 lipca nasza lekkoatletyka może zostać wydalona z międzynarodowej federacji" - piszą.

"Mamy nadzieję na Twój udział i Twoje zrozumienie"

Gwiazdy tłumaczą, dlaczego zwracają się już nie do swoich bezpośrednich przełożonych, a do prezydenta Putina. "Nasz niepokój związany jest z faktem, że nadal nie widzimy konkretnego planu przezwyciężenia przedłużającego się kryzysu. Dlatego jesteśmy teraz zmuszeni skontaktować się z Tobą bezpośrednio. Już straciliśmy igrzyska olimpijskie w 2016 roku, a teraz grozi nam utrata szans na start w igrzyskach w Tokio. Pytanie, które stawiamy dotyczy nie tyle naszych karier, które wcześniej czy później się skończą, ale ogólnie rosyjskiej lekkoatletyki. Chcemy zwracać uwagę na katastrofalny stan naszego sportu. Jesteśmy na skraju ostatecznego upadku i zniszczenia lekkoatletyki. Mamy ogromną nadzieję, że wkrótce skończą się czasy, w których sportowcy i trenerzy cieszący się dobrą reputacją zostają sami ze swoim nieszczęściem. Mamy nadzieję na Twój udział i Twoje zrozumienie" - czytamy w liście.

Putin na razie na list nie odpowiedział. A ci, w których sportowcy zwątpili, też nie palą się, żeby to zrobić. - Nie komentuję listu do prezydenta - ogłosił minister sportu Oleg Matytsin.

"To tak, jakby Polacy informowali Hitlera, że zostali zaatakowani"

Rosyjskie społeczeństwo jest w tej sprawie podzielone. "Zwracają się po pomoc do tego, który pozwolił na stworzenie systemu niszczącego reputację rosyjskiego sportu". "To tak, jakby Polacy w liście do Hitlera informowali go, że zostali zaatakowani i prosiliby o pomoc". - czytamy w komentarzach na stronach sports.ru. Ale w dyskusjach kibiców padają i takie stwierdzenia: "Ta trójka chce, żeby kraj zapłacił za jej start pod białą szmatą".

- Nie rozumiem, dlaczego World Athletics bierze na zakładników uczciwych sportowców - komentuje Giennadij Gabrilan, trener Łasickiene w rozmowie z rosyjską agencją prasową TASS. - Ale przede wszystkim staliśmy się zakładnikami polityki prowadzonej przez sportowych urzędników. Uważam, że ministerstwo sportu, Rosyjski Komitet Olimpijski i Wszechrosyjska Federacja Lekkoatletyczna muszą współpracować. Pora przestać narzekać na niesprawiedliwość, potrzebne są konkretne działania - podkreśla szkoleniowiec.

- Śledzę to, co się dzieje. Wszystkie słowa, które padły są zrozumiałe, pokazują cierpienie i konieczna jest odpowiedź na nie - mówi z kolei szef rosyjskiej lekkoatletyki Jewgienij Jurczenko. - Trwają nasze negocjacje z World Athletics, a także rozmowy z ministerstwem sportu i z Rosyjskim Komitetem Olimpijskim - dodaje. A czas ucieka.

Więcej o: