"Królowa sportu wraca na Stadion Śląski". Zawodnicy muszą się przepalić przed sierpniem

"Królowa sportu wraca na Stadion Śląski" - tak nazywa się pierwszy mityng lekkoatletyczny, który odbędzie się Polsce w pandemii koronawirusa. W Chorzowie inaczej niż w Oslo na Impossible Games nie będzie prób bicia rekordów świata i łączeń z rywalami z Kenii i Francji. Ale na kolejne tygodnie my też mamy ambitne plany.

- Ten sezon jest z wiadomych względów inny niż wszystkie. Aby wprowadzić formę na wyższy poziom, potrzeba nam startów, a tych do tej pory brakowało. Zwykle w czerwcu miałam już za sobą kilka mityngów, dlatego cieszę się, że w końcu będę mogła wystąpić w zawodach i to na moim ulubionym stadionie. 20 czerwca pobiegnę na 300 metrów - mówi Justyna Święty-Ersetic. Mistrzyni Europy w biegu na 400 m i w sztafecie 4x400 m oraz wicemistrzyni świata z tej sztafety będzie największą gwiazdą imprezy na Stadionie Śląskim. W Chorzowie zaprezentują się też m.in. mistrz Europy, brązowy medalista MŚ i ME młociarz Wojciech Nowicki oraz wicemistrz Europy kulomiot Konrad Bukowiecki. Nieźle jak na mityng, który trzeba zrobić w mniej niż trzy tygodnie.

Zobacz wideo Piotr Lisek opowiada, co zyskał dzięki odpoczynkowi od treningów

Lekkoatleci dzwonili

W czwartek 28 maja trener Aleksander Matusiński zrobił na Stadionie Śląskim sprawdzian Justynie Święty i Annie Kiełbasińskiej. Później padła propozycja, żeby spróbować zorganizować jakiś mityng. A że w sobotę 30 maja rząd zezwolił na robienie zawodów lekkoatletycznych do 150 osób, to Polska stanie się kolejnym po Niemczech, Estonii, Izraelu, Szwecji, Słowenii, Austrii, Finlandii, Norwegii, Danii i Czechach krajem w Europie, który odmrozi swoją lekkoatletykę zamrożoną przez epidemię koronawirusa.

- Stoję za organizacją najbliższego mityngu na Śląskim. Zawodnicy są głodni startów, o tej porze roku zwykle byli już po kilku mityngach. Moi lekkoatleci dzwonili i pytali czy jest szansa coś zorganizować, więc skoro już można, to trzeba było wyjść naprzeciw i im, i wszystkim zawodnikom - mówi nam Marcin Rosengarten, menedżer m.in. Justyny Święty czy Piotra Małachowskiego. - Nasi sportowcy potrzebują sprawdzić się, zobaczyć w jakim są obecnie miejscu. A nawet najlepszy trening nie zastąpi zawodów. Dla polskich lekkoatletów będzie to pierwszy sprawdzian w sezonie, muszą wreszcie poczuć startową adrenalinę i przepalić się przed sierpniem, gdy ruszą największe mityngi i kiedy muszą być w formie - dodaje szef grupy Athleteam i jednocześnie organizator największego polskiego mityngu, czyli Memoriału Kamili Skolimowskiej.

Rzuty i skoki pod telewizją

Zawody poświęcone pamięci przedwcześnie zmarłej mistrzyni olimpijskiej w rzucie młotem są zaplanowane na Stadionie Śląskim na 6 września. Wcześniej, również w Chorzowie, odbędzie się Memoriał Kusocińskiego. Data jeszcze nie jest ustalona, będzie to albo 12, albo 25 sierpnia.

Wtedy już na dobre ma się rozpędzić światowa lekkoatletyka, bo od 14 sierpnia ruszą mityngi Diamentowej Ligi.

To w nich największe gwiazdy będą chciały w tym roku błysnąć i zarobić, bo żadnej imprezy rangi mistrzowskiej nie będzie. Nasza krajowa czołówka w terminie, w którym miały odbyć się mistrzostwa Europy w Paryżu, będzie walczyła w mistrzostwach Polski we Włocławku (28-30 sierpnia). A na przełomie lipca i sierpnia, czyli w czasie, w którym miały się odbywać igrzyska olimpijskie w Tokio, polscy lekkoatleci będą mogli startować w krajowych zawodach, których kalendarz poznamy za kilka dni.

Na środę Polski Związek Lekkiej Atletyki planuje konferencję prasową, na której ten kalendarz ogłosi. Wiadomo, że ważną częścią będą mityngi organizowane w Warszawie na terenie Telewizji Polskiej. - Jeszcze nie mamy domkniętych szczegółów organizacyjnych, jeszcze jesteśmy na etapie rozmów m.in. z zawodnikami - mówi nam Sebastian Chmara, wiceprezes PZLA i jednocześnie ceniony komentator lekkoatletyki w TVP. Jednak wiadomo, że na Woronicza będą rozgrywane tylko konkurencje techniczne, bo na więcej nie pozwolą ograniczenia przestrzenne.

Co miesiąc uciekają tysiące i dziesiątki tysięcy

Wiadomo też, że za najbliższe starty w Chorzowie czy w Warszawie lekkoatleci nie zarobią tak, jak przyzwyczaili się przez lata. - Jaki budżet można zorganizować w ciągu trzech tygodni? Tylko taki, który pozwoli zorganizować zawody - mówi Rosengarten. - To będą starty z kalendarza PZLA, a nie europejskiego czy światowego, więc nie nie ma możliwości, aby zawodnikom płacić tyle, ile dostawali na dużych mityngach. Ale oni doskonale to rozumieją. - dodaje.

A ile dostawali? Oficjalnie lekkoatleci swoich stawek podawać nie chcą. Ale nie ujawniając nazwiska zawodnik jeszcze bez medali, za to z finałami wielkich imprez mówi nam, że za start kasuje 2,5-3 tys. złotych, a przed pandemią od maja do września zawsze miał średnio po 10 startów w miesiącu. - Przez pandemię cierpią wszyscy, cały świat musi się pogodzić z konsekwencjami obecnej sytuacji i musi to przetrwać. Sport i lekkoatletyka nie są oderwane od rzeczywistości. Wszyscy jedziemy na tym samym wózku. Ale oczywiście największe gwiazdy otrzymywały najwyższe gaże i wygrywały największe premie finansowe, więc najwięcej tracą właśnie oni - mówi Rosengarten. - Polski multimedalista wielkich imprez uśredniając ma za start zdecydowanie więcej niż trzy tysiące złotych - dodaje.

Nie trzeba wymieniać nazwisk, by wiedzieć, kto z polskich lekkoatletów traci najbardziej. Ale warto wiedzieć, że w trudniejszej sytuacji są jednak ci, którzy tracą mniejszy zarobek. - Top jest zabezpieczony, bo ma stypendia, kontrakty, umowy sponsorskie. Najlepsi funkcjonują w lekkoatletyce nie od dziś i nie opierają swojej działalności tylko na mityngach. Starty to jest ważna część ich dochodów, ale nie najważniejsza, to po prostu jeden z elementów. Natomiast zawodnicy średniego szczebla i ci, którzy wchodzą w wiek seniorski, są obecnie w najtrudniejszej sytuacji. Wielu nie ma stypendiów i sponsorów, dlatego brak startów właśnie ich dotyka najmocniej - wyjaśnia Rosengarten.

Impossible? Nie dla Oslo

Kończąc wątek finansowy, trzeba zauważyć, że największe zarobki przechodzą właśnie koło nosa Armandowi Duplantisowi. Genialny 20-latek w sezonie halowym dwa razy bił rekord świata w skoku o tyczce (osiągnął 6,17 i 6,18 m) i gdyby teraz normalnie trwał sezon letni, Szwed byłby największą i najlepiej opłacaną gwiazdą. - Jego honorarium za start trzeba liczyć w dziesiątkach tysięcy dolarów. Gdyby nie pandemia, w tym momencie miałby za sobą już ze sześć startów, czyli przepadła mu okazja do zarobienia nawet kilkuset tysięcy dolarów - wylicza Rosengarten.

Duplantis odrobinę się odkuje dzięki imprezie Impossible Games. Na 11 czerwca w Oslo pierwotnie planowano jeden z mityngów Diamentowej Ligi. Po przesunięciu cyklu Norwegowie z terminu nie zrezygnowali i za pośrednictwem telewizji chcą dać kibicom wyjątkowe widowisko. W programie znalazły się między innymi korespondecyjna walka Duplantisa i byłego rekordzisty świata Renauda Lavilleniego. Szwed będzie skakał na stadionie w Oslo, a Francuz w swoim ogrodzie. W samotnym biegu rekord świata na nietypowym dystansie 300 m przez płotki spróbuje pobić norweski as Karsten Warholm. Życiówkę w biegu na 10 000 m, również biegnąc samotnie, aż o pół minuty będzie chciała poprawić mistrzyni biegów, ale narciarskich, Therese Johaug. A hitem ma być drużynowe starcie na 2000 m braci Jakoba, Filipa i Henrika Ingebrigtsena ze wspaniałymi średniodystansowcami z Kenii. W pięcioosobowym zespole tych drugich pobiegną m.in. mistrzowie świata na 1500 m z 2019 i 2017 roku Timothy Cheruiyot i Elijah Manangoi. - Chcemy, żeby jeden z nas przebiegł dystans w czasie poniżej 4 minut i 44 sekund - mówi Cheruiyot. To znaczy, że Kenijczykom marzy się pobicie rekordu świata od ponad 20 lat należącego do Hichama El Guerrouja.

Lewandowski: startów jeszcze nie potrzebuję

Nietypowy mecz Norwegia - Kenia widzowie moję obserwować na podzielonych ekranach.

Ale czy na pewno będzie to mecz Norwegia - Kenia? Jeszcze nie wiadomo, kto pobiegnie razem z braćmi Ingebrigtsenami i czy na pewno będą to ich rodacy. - Ja się do Oslo nie wybieram. Chyba nawet samolotem bym nie mógł, musiałbym popłynąć promem. Wydarzenie zapowiada się bardzo fajnie, ale ja startów jeszcze nie potrzebuję - mówi w rozmowie ze Sport.pl Marcin Lewandowski.

Polski średniodystansowiec na ostatnich MŚ zdobył brązowy medal w biegu na 1500 m. W Dausze był lepszy od startujących na tym samym dystansie Jakoba i Filipa Ingebrigtsenów. - Na razie nigdzie nie będę biegał. Teraz zasuwałem nad wytrzymałością i jeszcze nie jestem gotowy na starty. Od 15 czerwca będę w Szklarskiej Porębie na zgrupowaniu, w którym wejdę w typowo treningowy reżim. Sezon zacznę od połowy sierpnia. Szykuję się na duże polskie mityngi, czyli Memoriał Kusocińskiego i Memoriał Kamil Skolimowskiej, no i oczywiście na mityngi Diamentowej Ligi - tłumaczy nam "Lewy".

Kibice na piłce i na żużlu. Lekka będzie się uczyć

Lewandowski ma nadzieję, że duże polskie mityngi odbędą się z udziałem publiczności. - Mnie generalnie nie interesują takie starty, że biegnie nas trzech czy czterech, że to nie ma atmosfery. Teraz trenuję i liczę na powrót do normalności, chociaż połowiczny - mówi. I bardzo się cieszy, że od 19 czerwca kibice będą wpuszczani na mecze piłki nożnej i żużla. Na początek stadiony będą wypełniane widzami tylko w 25 procentach. - Ale super, że to się zaraz wydarzy. Dzięki temu na sto procent i na lekką ludzie będą mogli przychodzić - zapala się Lewandowski.

Od organizatorów Memoriału Kusocińskiego słyszymy jednak, że przygotowania trwają z założeniem, że impreza odbędzie się bez kibiców. Rosengarten też tłumaczy, że nie może się nastawiać na Memoriał Skolimowskiej z udziałem publiczności. - Na razie rozporządzenie o wpuszczaniu kibiców dotyczy wyłącznie meczów piłki nożnej i żużla. Od 19 czerwca kibice mogą wchodzić na spotkania Ekstraklasy i I ligi oraz PGE Ekstraligi - zauważa. - Oczywiście liczymy na to, że za jakiś czas i na lekkoatletyczne zawody kibice będą mogli przychodzić. Spokojnie czekamy na swoją kolej i będziemy się bacznie przyglądać jak to wszystko będzie wyglądało w przypadku futbolu i żużla - dodaje.

Świat pyta o Polaków

- W jaki sposób wchodzącym na stadion ma być mierzona temperatura? Jak kibice mają siedzieć na trybunach: z zachowaniem odstępów czy nie? Co ma się dziać, jeśli kibice na trybunach nie będą przestrzegać zaleceń; czy wtedy ma interweniować ochrona? - Rosengarten wymienia najważniejsze pytania.

A my pytamy, jak prężnie działa w tym momencie jako organizator Memoriału Skolimowskiej. Czy szykuje już dziesiątki tysięcy dolarów na ściągnięcie do Chorzowa Duplantisa? - Oczywiście, że chciałbym go zaprosić. My zawsze celujemy w największych i stawiamy na konkurencje, w których mamy swoich mistrzów - mówi. - Ale w tym momencie jeszcze nie wiem, jakim będę dysponował budżetem. Do tego dochodzą też kwestie dotyczące możliwości podróżowania. W Oslo startować będą tylko Norwegowie i zawodnicy z państw ościennych, ale organizatorzy dużych imprez planowanych na sierpień i wrzesień mają nadzieję, że do tego czasu wszystko się wyklaruje. O moich zawodników już wstępnie pytają, już chcą wiedzieć, kto będzie dostępny - podsumowuje Rosengarten.