Sport.pl

Koronawirus uderza w polskich sportowców. "Są pod obserwacją po powrocie z Włoch"

Najpierw z okolic Rzymu ściągnięto do kraju polskich kajakarzy, potem zawróceni zostali chodziarze. Polscy sportowcy mieli się teraz rozjechać się na obozy po całym świecie, ale przez koronawirus zmieniają plany. - Wiem, że stawiamy zawodników w trudnej sytuacji, ale musimy podejmować mądre decyzje. Nie wolno narażać zdrowia - mówi nam dr Jarosław Krzywański. - W tym momencie mamy zatem mały kryzys sportowy - przyznaje.

Polscy kanadyjkarze musieli przerwać zgrupowanie w miejscowości Sabaudia niedaleko Rzymu. Zawrócono stamtąd również 15-osobową reprezentację juniorek wraz z trenerami. Jak dowiedział się Sport.pl, również Polski Związek Lekkiej Atletyki tuż po weekendzie ściągnął grupę naszych chodziarzy, którzy wraz z trenerem i fizjoterapeutą ćwiczyli niedaleko stolicy Włoch - w Ostii.

Zobacz wideo Flavio Paixao o Lechii i Lidze Mistrzów [SEKCJA PIŁKARSKA]

Chodziarze ściągnięci do Polski, są pod obserwacją

- Ja zaproponowałem takie rozwiązanie - mówi Sport.pl dr Jarosław Krzywański z Centralnego Ośrodka Medycyny Sportowej (COMS). Dodaje, że taki wniosek złożył dyrektorowi sportowemu PZLA. - Spotkało się to z dużym zrozumieniem kierownictwa związku, a także zawodników i trenerów - zapewnia.

Włochy są obecnie najbardziej zainfekowanym przez koronawirusa krajem Europy. Do środy odnotowano tam 325 przypadków zakażeń oraz 11 zgonów, w większości wśród pacjentów w podeszłym wieku. Najbardziej dotknięte epidemią są Lombardia i Wenecja. Wirus rozprzestrzenia się szybko.

- W sobotę wszystko było dobrze, a w niedzielę w nocy ściągaliśmy naszych sportowców do Polski. W poniedziałek do południa pierwsza grupa chodziarzy była w kraju. Kolejna doleciała we wtorek - opisuje nam dr Krzywański. Tłumaczy, że nikt z nich nie czuł się źle, ale COMS wolał działać prewencyjnie i nie narażać ich na niebezpieczeństwo.

- Chodziarze są obserwowani. Są w kontakcie z lekarzem kadry narodowej. Cały proces jest nadzorowany - opisuje. Dodaje, że dla wszystkich zawodników z Polski zaczyna się teraz bardzo trudny czas. Marzec i kwiecień to okres największej liczby obozów klimatycznych. Gdy w Polsce temperatura wynosi od kilku do góra kilkunastu stopni, sportowcy właściwie wszystkich dyscyplin szukają miejsca, gdzie mogą w cieple trenować na pełnych obrotach. W naszych warunkach obecnie nie da się tego zrobić. Wioślarze szukają cieplejszej wody, lekkoatleci temperatur w okolicach 20 stopni. Wszyscy chcą wyjeżdżać. Trzeba jednak działać rozważnie.

Zgrupowanie na Teneryfie, czyli szacowanie ryzyka

Sami lekkoatleci w marcu mają zaplanowane zgrupowania w 5 miejscach na świecie m.in. w Hiszpanii (Alicante, Malaga, Teneryfa), Portugalii, Japonii i RPA.

- To są sytuacje, w których dyskusja o tych wyjazdach i szacowanie ryzyka musi się odbyć jak najszybciej. Na Teneryfie jeden z hoteli, w którym wykryto ognisko zakażenia koronawirusem, jest objęty kwarantanną. Kilka kilometrów od tego miejsca ma udać się grupa polskich lekkoatletów. Teneryfa to bardzo popularne miejsce wśród turystów, których jest tam ogromna liczba. Jest też duże zagęszczenie hoteli. Rozprzestrzenianie wirusa może być tam zatem bardzo szybkie. Nie chce powiedzieć, że na pewno odwołamy wszystkie te planowane na marzec wyjazdy, ale trzeba mocno przedyskutować ryzyko z nimi związane - dodaje kierownik COMS.

- We Włoszech była mała grupa naszych sportowców, ale za chwilę po całym świecie powinno rozjechać się dużo więcej zawodników. Niebawem spotykamy się i będziemy dyskutować, jak do sprawy podejść. Myślę jednak, że w tych kwestiach trudno będzie ustalić coś optymalnego. Trzeba raczej reagować na bieżąco i do wszystkiego podchodzić indywidualnie. Zalecić tylko trenowanie w kraju? Przecież nie wszyscy dadzą radę się tu przygotować. Poza tym równie dobrze koronawirus za chwilę może być i u nas - mówi nam w nieoficjalnej rozmowie jeden z lekkoatletycznych działaczy.

Włodarczyk rezygnuje

Do Japonii w kwietniu polecieć miała Anita Włodarczyk, zresztą na przedolimpijskim rekonesansie była tam też pod koniec 2019 roku. Chwaliła sobie cały wyjazd i treningi. Przed igrzyskami w Tokio miała powrócić tam jeszcze dwa razy. Trener Krzysztof Kaliszewski szybko oszacował ryzyko i najbliższą podróż tam odradził. Nie ma oficjalnej informacji w tej sprawie, ale dwukrotna mistrzyni olimpijska w rzucie młotem raczej w kwietniu do Azji nie poleci.

- Ja też wydałem o tej podróży negatywną opinię - przyznaje nam dr Krzywański. Na razie Włodarczyk trenuje w Stanach Zjednoczonych. Dla doktora, ale też różnych sportowych związków szykuje się jednak gorący czas.

- Dziś, gdy wysyłamy 70 osób do Hiszpanii i 50 do Portugalii, też nie wiem, czy za tydzień nie będziemy ich musieli stamtąd ściągać? Na razie ryzyko zarażenia jest tam niskie. Porównywalne do Polski. Trudno jednak prognozować, co będzie niebawem - mówi nam Krzywański.

"Wiem, że stawiamy sportowców w trudnej sytuacji"

Zmiana miejsc zgrupowań, przebukowania biletów wiąże się też z ponoszeniem dodatkowych kosztów. Przy kilkunastu osobach i jednorazowo nie ma z tym problemu, ale przy kilkuset i ciągłych zmianach planów?

- Będziemy namawiać na treningi w Polsce wszystkich tych, którzy nie muszą wyjeżdżać. Tylko że trwają przecież kwalifikacje olimpijskie. Kilka imprez już zostało odwołanych, m.in. halowe MŚ w Nankinie w Chinach. Obóz przygotowawczy przed tą imprezą miał być w Daegu w Korei. W mieście, w którym jest teraz najwięcej zakażeń. Dlatego my cały czas musimy mieć nasłuch i monitorować, co się dzieje i gdzie się dzieje. Musimy podejmować mądre decyzje i nie narażać sportowców. Ale wiem, że stawiamy ich trudnej sytuacji. W tym momencie mamy już zatem mały kryzys sportowy. 

Więcej o: