Nowy rekordzista świata inspirował się Kozakiewiczem: Oglądałem ten skok z igrzysk w Moskwie. To był wielki moment

Dla tyczki zrezygnował ze studiów. Ma 20 lat, a za chwilę kłaniać będzie mu się cały świat. W Toruniu znów zaatakował rekord świata, tym razem skutecznie. W piłce nożnej grę Liverpoolu w uwielbieniu metod Jurgena Kloppa nazywa się "heavy metal football", więc idąc tym tropem Duplantisa należałoby nazwać Aviciim skoku o tyczce. Mistrz Europy sprzed dwóch lat stworzył historię i obrał kurs na wielkie rzeczy podczas igrzysk olimpijskich w Tokio.

6 metrów i 17 centymetrów. Tyle od dziś wynosi rekord świata w skoku o tyczce. Śmiałek, który pozwolił sobie na pokonanie takiej wysokości bez strącenia poprzeczki to Armand Duplantis. 20-latek ze Szwecji, który musiał zrezygnować ze studiów, żeby zarabiać na sporcie. Chłopak, który mistrzem Europy seniorów został już dwa lata temu, a teraz postawił sobie za cel przeskoczyć Sergieja Bubkę. Inspirował się Władysławem Kozakiewiczem, choć w Toruniu zamiast politycznych gestów wystarczyła mu zwykła, czysta radość. Nie spełniał marzeń, on stworzył je na miejscu, w Toruniu.

Piotr Lisek o tym, co osiągnął na mistrzostwach świata:

Zobacz wideo

Coś trudnego ma być czymś łatwym

Jeśli Liverpool określa się mianem obecnie najlepszej drużyny piłkarskiej i mówi o ich sposobie gry „heavy metal football” to skok Armanda Duplantisa na 6,17 w Toruniu był występem, za który można go nazwać Aviicim tyczki. Stwarza wrażenie, że rzeczy, które w rzeczywistości są bardzo trudne, wyglądają niezwykle łatwo.

- To właśnie próbuję osiągnąć. Nie zawsze się tak dzieje. Największe i najważniejsze skoki są tak naprawdę tymi najłatwiejszymi. Wszystko się po prostu wydarzyło. Poleciałem, minąłem poprzeczkę i już. To dziwne, że to działa. Nie czułem, że to ja miałem wpływ na to, że to się stało łatwe, bo wątpię, żebym sięgnął aż do 6,20, ale czujesz, że cokolwiek byś nie zrobił, te wyniki się pojawiają. Ale to w zasadzie mój cel: żeby te skoki przychodziły łatwo – opisywał Armand „Mondo” Duplantis”.

Atak

W Toruniu Duplantis do hali wkroczył pewnie. Już na rozgrzewce skakał rozluźniony, spokojny. Po prostu cieszył się sportem. Na prezentacji rozejrzał się po widowni i pomachał do kibiców. Potem już skupiony poszedł oglądać, jak konkurs rozpoczną koledzy. Klaskał im rytmicznie z publicznością, przypatrywał się, a potem sam zaczął konkurs. Od 5,52, przez 5,72 i 5,92 aż do 6,01 – najlepszego w wyniku na świecie w tym sezonie.

Chwilę przed tamtym skokiem grupką dziennikarzy podeszliśmy do przechodzącego Pawła Wojciechowskiego. Ten jednak tylko oddał numerek startowy. - Nie teraz – odkrzyknął na nasze pytanie o rozmowę i odbiegł, żeby patrzeć na niego. Na Duplantisa tworzącego historię.

Chwila napięcia. Duplantis podnosi tyczkę i biegnie. Wygląda lekko, swobodnie, ale na wysokości poprzeczki orientuje się, że pierwsza próba przejścia do historii będzie nieudana. Poprzeczka spada, on podnosi tyczkę i odchodzi. Rozmawia z trenerem, oficerem zawodów, czeka na odpowiednią chwilę w całym chaosie tego, co dzieje się podczas mityngu Copernicus Cup. W końcu ponownie staje przed bieżnią.

Chwilę później już wszystko jest jasne. Duplantis przy wrzawie trybun zagłuszających „Levels” wybrzmiewające z głośników, pokonuje poprzeczkę. Przelatuje nad nią i da się usłyszeć emocje na jego twarzy. Euforyczny wrzask, czysta radość z przejścia do historii. 6,17 zostało pokonane.

Może jeszcze wyżej? Oczywiście

- Czy mogę wyżej? Oczywiście, że tak – zapewnia rozradowany Szwed w mixed zonie. - Czy następne rekordy będą dla mnie bardziej specjalne? Kiedy skoczę 6,18, to powiem wam, jak może smakować. Teraz nie wiem i nie będę wiedział, dopóki tego nie zrobię. Wtedy ocenię, czy będzie bardziej wyjątkowo niż tu. Na razie zrobiłem coś i chcę się tym nacieszyć. Nie wiem nawet jeszcze, co się stało. To wszystko mnie przytłoczyło, ale wiem, że mam rekord świata i zobaczyć siebie na tej liście, a nawet wyobrazić sobie to jest czymś niesamowitym – mówił Duplantis.

Inspirował się Kozakiewiczem

Parę godzin przed wskoczeniem do historii Duplantis opublikował na swoim Instagramie zdjęcie Władysława Kozakiewicza. - Tak, to była moja inspiracja. Zazwyczaj przed zawodami siedzę sobie i oglądam konkursy i wpadłem na to na YouTubie. Oglądałem ten skok z igrzysk w Moskwie sprzed 40 lat i ekscytowałem się nim. Wyglądał wspaniale i to był wielki moment dla historii skoku o tyczce. Dlatego zdecydowałem, że skoro jestem w Polsce to przed zawodami wstawię to zdjęcie na moje Instagram Stories. Historię Bubki też znałem i jest dla mnie legendą. Wciąż nie mogę uwierzyć, że mam lepszy od niego wynik – przyznał zawodnik.

Co dalej?

- Nie wiem, co teraz. Na razie muszę ochłonąć. Mam jeszcze kilka startów i wiem, że w każdym będę silny. Zobaczymy, czy na tyle, żeby skoczyć jeszcze wyżej już teraz. Bezpiecznie powiedzieć, że teraz jestem szczęśliwy z rekordu i nie myślę o kolejnych rekordach. Zasnę spokojnie - tłumaczył Duplantis. Nowy rekordzista świata w skoku o tyczce.