Justyna 安i皻y-Ersetic i Iga Baumgart-Witan jak Neil Armstrong i Buzz Aldrin

Wyl康owa造. Justyna 安i皻y-Ersetic i Iga Baumgart-Witan zrobi造 to, co przez lata by這 nieosi庵alne dla polskich, damskich bieg闚 na 400 metr闚. W finale M nie by這 dot康 瘸dnej Polki, a teraz s dwie. - Zawsze co si musi pierwszy raz wydarzy. Kiedy kto pierwszy stan掖 na Ksi篹ycu - dopiero co m闚il trener Aleksander Matusi雟ki. Przesada? Niekoniecznie. Fina w czwartek o godz. 22.50.

O "Aniołkach Matusińskiego" słyszał chyba każdy kibic sportu w naszym kraju. Drużyna przyjaciółek, prowadzonych przez różnych szkoleniowców, a koordynowana przez Matusińskiego, swoją misję zaczęła parę ładnych lat temu. Nie zatrzymuje się, realizuje coraz to nowe cele. Rok temu w Berlinie Święty-Ersetic i Baumgart-Witan razem pobiegły w finale indywidualnym, wygrywając go (Justyna) i zajmując piąte miejsce (Iga). A półtorej godziny później z Małgorzatą Hołub-Kowalik i Patrycją Wyciszkiewicz wywalczyły złoto w sztafecie. Teraz Justyna i Iga znów razem wystąpią w indywidualnym finale. A później?

- Na razie nie ma co myśleć o sztafecie. Ona jest bardzo ważna, w niej mamy szanse na medale, ale przyjechałyśmy tu też po to, żeby zrealizować własne marzenia. Nie ma mowy, żebyśmy odpuściły finał, myśląc o oszczędzaniu sił - mówi Baumgart-Witan. - Finał indywidualny jest w czwartek, eliminacje sztafety w sobotę, ale jeśli nawet trener będzie mi kazał w nich pobiec, to nie ma sprawy, nie wymiękam na robocie - zapewnia Święty-Ersetic.

Baumgart swój p馧fina skończyła pierwsza. Zajęła trzecie miejsce, z rekordem życiowym 51,02 s. - Stałam i czekałam czy awansuję z czasem. Jak biegła Justyna [w ostatniej, trzeciej serii], to się cieszyłam, że ona wejdzie, bo pewnie finiszowała na drugim miejsceu [dawało automatyczny awans]. Od chłopaków z telewizji usłyszałam, że ja też będę w finale, ale nie wierzyłam. Super, że mieli rację - opowiada.

- Jestem zaskoczona, że na ostatnią prostą wyszłam druga. Wtedy już wiedziałam, że nie odpuszczę, że jak mnie nawet ktoś zaatakuje, to dam radę atak odeprzeć. Ale przed biegiem spodziewałam się, że na końcówce to ja będę gonić - mówi Justyna. Jej czas to 50.96 s.

Ani Iga, ani Justyna nie chcą się zastanawiać, ile ze swoich wyników będą mogły urwać w piątkowym finale. Przyznają, że do liderek światowych list jeszcze im brakuje, że na razie jeszcze nie są gotowe do walki o medale. Ale słowo "jeszcze" dużo tu znaczy. Jeszcze dwa lata temu nie były medalistkami MŚ, a wtedy zdobyły brąz w sztafecie. Jeszcze do maja bieżącego nigdy nie pokonały drużyny USA, aż wyprzedziły je w nieoficjalnych mistrzostwach świata w Jokohamie. Wyliczać można by dłużej, ale już mamy obraz grupy, która cały czas przesuwa dalej granice swoich możliwości, prawda?

- Kocham Cię, córcia! - krzyknęła w pewnym momencie mama Igi, zagladając do mixed zony i widząc, że rozmawiamy z jej zawodniczką. - Ja Ciebie też! - odkrzyknęła córka-biegaczka mamie-trenerce. Miło trochę się wzruszyć, miło widzieć, jak pracowitym ludziom spełniają się marzenia.

A Armstrong i Aldrin? Pierwszy stopę na Księżycu postawił Armstrong. Pierwsza swój półfinał pobiegła Iga, ale technicznie to Justyna pierwsza była pewna, że jest finalistką. Trudno więc ustalić, kto jest kim w tym porównaniu. Umówmy się, że zdecydujemy po finale.

Polacy na lekkoatletycznych mistrzostwach świata

Zobacz wideo
Wi璚ej o:
Copyright © Agora SA