Ewa Swoboda: Sezon taki, że jestem w szoku. Ale nie widziałam jak mój piesek dorasta. I jak mu zęby wypadają

- Finał mistrzostw świata to by był lukier na torcie. Wisienką jest cały sezon. Nie wyobrażałam sobie, że może być tak super - mówi Ewa Swoboda, która w sobotę w Dausze zakończyła swoje tegoroczne starty, odpadając w półfinale biegu na 100 metrów. 22-letnia sprinterka opowiada, co straciła, poświęcając się pracy. - Miałam małego labradora, a teraz jest już ogromny. Nie widziałam, jak rośnie, jak mu wypadają zęby.

Czwarty raz w karierze bieg na 100 m na mistrzostwach świata wygrała Jamajka Shelly-Ann Fraser Price. Finał był szybki, zwyciężczyni osiągnęła czas 10,71 s, czyli najlepszy rezultat w tym roku. Swoboda do swojego najlepszego wyniku w Dausze już nie była w stanie się zbliżyć. - Gdybym pobiegła to, co już w tym roku biegałam, pewnie miałabym finał - mówi.

Polscy siatkarze wyróżniają się na tle innych reprezentacji!

Zobacz wideo

Polka miesiąc temu ustanowiła nowy rekord życiowy wynoszący 11,07 s. Ale na stadionie Chalifa "wykręciła" wynik o 0,20 s gorszy i swój półfinał skończyła na szóstym miejscu.

"Laska wchodzi w bloki i śpiewa. Myślę okej. Ale w trakcie biegu też?"

- Nie wiem czy jestem bardziej szczęśliwa, że skończyłam sezon, czy smutna, że nie weszłam do finału. Finał to by był lukier na torcie. Bo wisienką jest cały sezon. On dał mi pewność siebie. Nie wyobrażałam sobie, że może być tak super. Jestem w szoku. Mam nadzieję, że następny rok też taki dla mnie będzie - podsumowuje Swoboda.

I - jak to ona - rozkręca się z każdym zdaniem. - Mój bieg półfinałowy był dziwny. Przez cały dystans biegnąca obok mnie Kanadyjka [Crystal Emmanuel] krzyczała do siebie "Come on, Come on! Come on!" - opowiada Ewa. - Laska wchodzi w bloki, krzyczy - myślę okej. Ale w trakcie biegu też? Chciało mi się śmiać. Sporo lat już biegam, ale czegoś takiego jeszcze nie widziałam - dodaje.

"Zmienię wszystko, żeby być w finale olimpijskim"

- Już myślę o następnym sezonie. W hali nie będę dużo startować, odpuszczamy mistrzostwa świata. Chcę się jak najlepiej przygotować do Tokio, chcę spełnić swoje marzenie i być w finale olimpijskim. Zmienię wszystko, co będzie do zmienienia, postaram się najbardziej, jak umiem, żeby to zrobić - obiecuje Swoboda.

O co konkretnie będzie się starać i jakie zmiany wprowadzać?

- Na pewno muszę się znów nauczyć rzucać na taśmę. Kiedyś umiałam, ale w Bydgoszczy w 2014 czy 2015 roku prawie się przewróciłam i przez to przestałam. Na pewno wyjście z bloku też trzeba poprawić. I trzeba umieć się skupić tylko na swoim torze, nawet jak obok ktoś będzie głośno krzyczał - wylicza.

"Nie zależy mi na pieniądzach"

Jeszcze lepiej niż w tym roku Swoboda chce też rozplanować swoje starty. - Na pewno nie będę z nimi przesadzała. Teraz od maja do października biegałam, to jest szmat czasu, bardzo się eksploatowałam. Ale najbardziej skupiłam się na hali. W niej się na razie czuję najpewniej - mówi. W marcu w Glasgow Swoboda została halową mistrzynią Europy. - Teraz chcę się czuć coraz lepiej na mityngach Diamentowej Ligi. I kręcić się w granicach czasu 11,0 s. To jest mój cel - mówi.

Zapytana o małą liczbę startów zagranicznych Swoboda wyjaśniła, że nie są dla niej najważniejsze pieniądze, które można byłoby na takich wyjazdach zarobić. - Było dużo startów, gdzie dużo mogłam zarobić, ale wolę być w domu. Nie zależy mi na pieniądzach. W tym roku nie było mnie często i nie widziałam, jak mój mały piesek dorasta. Miałam małego labradora, a teraz jest już ogromny. Nie widziałam, jak rośnie, jak mu wypadają zęby. To jest ważniejsze niż wszystkie pieniądze. Za nie nie kupię tego, co mam w domu - podsumowała.