Anita Włodarczyk odebrała w Dausze złoty medal MŚ. "To jest ciężki temat"

- Myślałam, że się nie będę wzruszać, ale jednak był grany hymn Polski, a jak go słyszę, to zawsze czuję niesamowite emocje - mówi Anita Włodarczyk. W niedzielę w Dausze nasza młociarka odebrała złoty medal za MŚ w Moskwie z 2013 roku. Konkurs wygrała tam Tatiana Łysenko, a Polka była druga. Po latach Rosjance odebrano tytuł, bo brała doping. - To jest ciężki temat - mówi Włodarczyk.
Zobacz wideo

Łukasz Jachimiak: Jak to jest odebrać złoty medal mistrzostw świata sześć lat po zawodach?

Anita Włodarczyk: Były większe emocje niż się spodziewałam. Doskonale pamiętam moskiewski stadion i na podium go sobie wizualizowałam. Myślałam, że się nie będę wzruszać, ale jednak był grany hymn Polski, a jak go słyszę, to zawsze czuję niesamowite emocje. W ogóle to byłam zaskoczona, że będzie "Mazurek Dąbrowskiego". Myślałam, że hymnu mi tu nie zagrają, dopiero w godzinach popołudniowych dowiedziałam się, że hymn będzie. Powiedział mi o tym nasz, polski DJ, który dba tu na mistrzostwach o oprawę muzyczną. IAAF mi mówił, że hymnu nie będzie. Żałowałam. A tu taka niespodzianka. Aż miło mi się jechało na tę ceremonię.

Szkoda tylko, że tu stadion był pusty, a wtedy w Moskwie przed tysiącami kibiców dostałaś srebro.

- No tak, tu ogólnie za dużo publiczności nie ma, są pustki na stadionie. Widać, że w takim państwie jak Katar nie ma sensu organizować mistrzostw świata. Przecież my trenujemy nie tylko dla siebie, ale też dla kibiców. Gdyby ktoś tu ustanowił rekord świata przy pustym stadionie, to byłby skandal.

Mimo wszystko Twoja ceremonia jest dowodem, że sport idzie w stronę sprawiedliwości? Chociaż idzie ciągle za wolno.

- Tak. Cały czas trwa walka z dopingiem. Ale to jest ciężki temat. Oczywiście teraz jestem szczęśliwa, ale to są jednak już inne emocje niż gdybym od razu wtedy dostała złoto. Jest mi przykro, że tak się wszystko potoczyło. Chociaż ciekawostka jest taka, że teraz za mistrzostwa świata z Moskwy mam dwa medale. Srebro zostało w domu.

Złoto ma ten sam wzór?

- Tak. Ale jest jedna różnica. Na srebrnym medalu jest moje imię i nazwisko, a na tym nie ma.

Może srebrny medal warto przekazać na jakąś licytację?

- Zobaczymy. Muszę pomyśleć. Na pewno nie będę miała dwóch medali olimpijskich z Londynu. Srebrny już musiałam oddać do MKOl-u.

A złoty dostaniesz lada chwila. Namnożyło Ci się dekoracji.

- Tak, już za miesiąc kolejna ceremonia. Złoto dostanę 26 października w Warszawie podczas gali stulecia Polskiego Komitetu Olimpijskiego.

Kilka minut po Tobie swój srebrny medal wywalczony tu, w Dausze, odebrała Joanna Fiodorow. Jak skomentujesz jej sukces, poziom konkursu?

- Poziom był bardzo wysoki, już począwszy od eliminacji. Dziewięć zawodniczek uzyskało minimum wynoszące 72 metry. Nigdy w historii takiego poziomu nie było. Myślałam, że rywalizacja o złoty medal będzie między DeAnną Price a Chinką, jednak dziewczyny - DeAnna i Asia - już pierwszymi, mocnymi rzutami ustawiły konkurs. DeAnna rzuciła swoje. A Asia rekord życiowy. Zapowiadała, że przyjedzie tu dobrze przygotowana i słowa dotrzymała.