Ewa Swoboda zdenerwowana. "Nie wiem w ogóle co to za pytanie"

Ewa Swoboda zajęła czwarte miejsce w swoim biegu eliminacyjnym na 100 m na mistrzostwach świata w Dausze. Polka uzyskała czas 11,29 s i awansowała do kolejnej rundy z czasem. Ale krótko po starcie nie wiedziała, czy znajdzie się w półfinale. I z dziennikarzami rozmawiała bardzo niechętnie.
Zobacz wideo

Ewa Swoboda ma w nogach długi sezon i nie przyjechała do Dauhy w najwyższej formie. W takiej była zimą, gdy m.in. została halową mistrzynią Europy w biegu na 60 m. W sezonie letnim błysnęła miesiąc temu, gdy na mityngu w Berlinie pobiła swój rekord życiowy na "setkę", pokonując ją w czasie 11,07.

W sobotę w Dausze 22-latka nie zbliżyła się do tego wyniku. A niepewna awansu do finału była przez to, że finisz i trzecie miejsce dające bezpośrednią kwalifikację przegrała z Niemką Giną Lueckenkemper.

Ewa Swoboda zdziwiona pytaniem: Jak mam odpowiedzieć?

Zapytana przez jednego z dziennikarzy czy jest zdziwiona utratą trzeciej pozycji Swoboda odpowiedziała: - Nie wiem w ogóle co to za pytanie. I jak mam odpowiedzieć. Mogę jedynie powiedzieć, że dobrze wyszłam z bloków. I tyle. Później nie czułam nic i nie widziałam nikogo.

Po chwili nasza sprinterka trochę ochłonęła i wytłumaczyła, że problemem było to, że na torze obok biegła dużo słabsza zawodniczka. - Dziewczyna obok mnie miała życiówkę 13 sekund [chodzi o Nepalkę Serswati Chaudhary z rekordem życiowym wynoszącym 13,11 s]. Ciężko się przez to biegło.

- Nie wiem czego zabrakło na dystansie. Po rozgrzewce trenerka mówiła, że jest zadowolona. Ze startu też dobrze wyszłam, ale później było źle - oceniała Swoboda.

Ostatecznie Polka awansowała do półfinału. Ale w nim cudów nie należy się spodziewać. - Co miałam zrobić w sezonie, to już zrobiłam - mówi halowa mistrzyni Europy.