Na MŚ w lekkoatletyce można zamarznąć. Mimo 37 stopni Celsjusza. Milion euro za godzinę!

Przed stadionem 40 stopni, na stadionie 20. Sesje eliminacyjne wszędzie rozgrywane rano, tu zostały przeniesione na wieczory. Lekkoatletyczne mistrzostwa świata w Dausze zaczynają się od pytania: kto zmarznie i czy aby komuś za mocno nie powieje. Bo kto za to zapłaci, wiadomo. Ile? Podobno aż milion euro za każdą godzinę produkowania chłodu.
Zobacz wideo

Piątek 27 września, pierwszy dzień MŚ, godzina 14.00 - temperatura powietrza: 37 stopni Celsjusza. Temperatura odczuwalna: 48 stopni. Ale suche liczby to za mało, żeby czytający wyobraził sobie, jak jest tu gorąco. Trzeba dodać wilgotność. Jest taka, że już po minucie od wyjścia z klimatyzowanego hotelu dobrze byłoby wrócić do środka i wziąć prysznic. Pierwszy moment zderzenia się z wilgotnym, gorącym powietrzem jest jak chwila, gdy wyjmujemy obiad z piekarnika. Albo ta, kiedy po wyjścia z klimatyzowanego biura wsiadamy do auta, które cały dzień stało na słońcu. I jeszcze za moment na pełną moc włączamy ogrzewanie. Bo tak odczuwalne są tu podmuchy wiatru.

"Większe ryzyko, że zamarzniemy niż ze umrzemy przez upał"

Lekkoatleci z ponad 200 krajów zjechali do Dauhy, wiedząc, że wybierają się w nieznane. W piątek od rana odpoczywali w hotelach albo ćwiczyli w klimatyzowanych halach. A na stadionie Chalifa trwało obniżanie temperatury. Do 23-24 stopni. Tak będzie każdego z 10 dni mistrzostw świata. Zrezygnowano z tradycyjnych dla lekkoatletyki sesji porannych, podczas których zawsze rozgrywa się eliminacje. Rywalizacja będzie się zaczynała dopiero po godzinie 16 miejscowego czasu (po godz. 15 w Polsce). Po schłodzeniu stadionu.

- W Dausze jest większe ryzyko, że zamarzniemy niż ze umrzemy przez ekstremalny upał - powiedział norweskim mediom Gjert Ingebrigtsen, ojciec i trener trzech znakomitych biegaczy średniodystansowych: Henrika, Filipa i Jakoba.

Przesada? Zbyt intensywnego schładzania boją się wszyscy, bo już zdążyli poczuć, jak nieprzyjemnie jest na przykład wysiedzieć pół godziny w autobusie z niedającym się wyłączyć zimnym nawiewem. A przecież na stadionie trzeba będzie spędzić dużo więcej czasu. I zrobić wszystko, by nie ostygły rozgrzane mięśnie. - Na zewnątrz będzie 38-40 stopni Celsjusza, a na stadionie tylko 23. Nie trzeba być sportowcem, żeby sobie wyobrazić, że to może rodzić problemy. Test mieliśmy na azjatyckich mistrzostwach, które oglądaliśmy z Anitą z trybun. Nie było ludzi na stadionie, siedzieliśmy sami pośrodku i jak klima zaczęła dmuchać w plecy, to wychodziliśmy ze stadionu na zewnątrz, żeby się ogrzać. A od startujących słyszeliśmy, że na bieżni też się ten chłód wyraźnie odczuwa i trzeba siedzieć w dresach - opowiada Krzysztof Kaliszewski, trener Anity Włodarczyk.

Żeby tylko nie wiało w oczy

Kontuzjowana mistrzyni w Dausze nie startuje, znów znajdzie się na trybunach. - Ciekawa jestem, co tym razem Katarczycy wymyślą z klimatyzacją. Ostatnio było naprawdę trudno - mówi. - Różne rzeczy mogą się dziać, jeśli organizatorzy mocno podkręcą klimatyzację. Koło jest ustawione blisko wentylatorów, jeśli podmuchy z nich będą odczuwalne, to możemy mieć naprawdę ciekawe wyniki - mówi Piotr Małachowski, który już w sobotę, drugiego dnia mistrzostw, będzie walczył w eliminacjach rzutu dyskiem.

Na szczęście z zapowiedzi organizatorów wynika, że przynajmniej na równość szans klimatyzacja nie będzie miała wpływu. Stadion na różnych poziomach trybun (góra, środek i dół, zaraz pod najniższymi rzędami krzesełek) wyposażony jest w 500 dysz mających po kilka otworów wydmuchujących zimne powietrze. Otwory są duże, mają średnicę mniej więcej piłki do szczypiorniaka. Dmucha z nich naprawdę mocno. Tak, że wiatr podrywa włosy i łopoce plandekami, którymi obito tymczasowe konstrukcje, jak podesty dla kamer.

Ale dmuchać ma tylko przed zawodami. Wolne od startów przedpołudnia podobno wystarczą do schłodzenia obiektu. Zimne powietrze jest cięższe, więc po uniesieniu się ma stworzyć przy otwartym dachu naturalną barierę dla ciepłego powietrza. Miejscowi uważają, że dzięki temu w trakcie rywalizacji nie będzie już trzeba uruchamiać klimatyzacji.

Jeden problem rozwiązany. Ale jest wiele innych. Głównym jest stadion rozgrzewkowy. Na nim klimatyzacji nie ma. - Proszę sobie wyobrazić sprinterów, którzy przyjdą na start ze stadionu rozgrzewkowego. Tam nie ma klimatyzacji. Czyli oni z ciepłego przyjdą w zimne. Mogą się posypać kontuzje. Wiem, że Brytyjczycy swoich zawodników wyposażyli w kurtki - mówi Kaliszewski. Norwegowie poszli jeszcze dalej - polecili swoim zawodnikom zabranie nie tylko puchowych kurtek, ale też czapek i nauszników.

Katarczycy przekonują, że mimo przenoszenia się z 40 stopni do 20 sportowcy kataru unikną. Ma w tym pomóc specjalny tunel. Prowadzi ze stadionu rozgrzewkowego na startowy i temperatura w nim ma się stopniowo obniżać, by organizm zawodników powoli przyzwyczajał się do zmian. Brzmi dobrze, ale trudno uwierzyć, że czas spędzony na wędrówce tunelem załatwi sprawę.

Milion euro na godzinę

Pewne jest, że organizatorzy robią absolutnie wszystko, by unormalnić warunki. Stąd też starty maratończyków i chodziarzy są planowane dopiero na północ. Tak, to nie jest normalna pora, ale wtedy będzie jednak odczuwalnie chłodniej. Problem w tym, że warunki wyjściowe są tu po prostu nieakceptowalne. - W katarskiej pogodzie mało który sportowiec byłby w stanie wytrzymać bez klimatyzacji, więc to dobrze, że ona jest. Wyposażenie stadionów w takie systemy jest tam koniecznością - przekonuje Mariusz Rutz, szef firmy JSK Architekci, która stworzyła projekty m.in. warszawskiego Stadionu Narodowego i wielu innych obiektów sportowych na całym świecie. - Akurat w Katarze żadnego stadionu nie robiliśmy, ale dobrze znam te projekty, byłem u nich, wszystko oglądałem - dodaje.

Taki system jak stadion Chalifa będą miały wszystkie obiekty szykowane na piłkarski mundial w 2022 roku. - Turniej zostanie rozegrany na przełomie listopada i grudnia, wtedy temperatura powietrza będzie wynosiła około 20 stopni Celsjusza, więc pewnie nawet nie będzie trzeba włączać systemu. Ale przecież Katarczycy budują stadiony nie tylko na czas od grudnia do lutego - zauważa Rutz. Poza tym kiedy FIFA przyznawała Katarowi organizację turnieju, zanosiło się na to, że będzie on rozgrywany latem. A wtedy w Dausze i okolicach jest jeszcze goręcej niż teraz - termometry pokazują 50 stopni Celsjusza.

Klimatyzacja na stadionie w DauszeKlimatyzacja na stadionie w Dausze Sport.pl

Oczywiście im wyższa jest temperatura na zewnątrz, tym trudniej schłodzić wnętrze stadionu. - Właśnie dlatego stadiony klimatyzowane robi tylko ten, kto musi. Katarczycy sobie mogli na to pozwolić, bo nie mają problemów z kosztami energii. Mają bardzo tani gaz [są tu największe złoża na świecie] i mogą wyprodukować dowolną ilość prądu, który jest potrzebny do stworzenia chłodu - tłumaczy Rutz.

Szef JSK Architekci jest przekonany, że do Europy moda na klimatyzowane stadiony nie przyjdzie. - U nas budowanie czegoś takiego mija się z celem. Zwłaszcza teraz, gdy wszyscy myślimy o ociepleniu klimatu i staramy się oszczędzać energię. Ale ze względów ekonomicznych tworzenie u nas stadionów z takim systemem byłoby pomysłem abberacyjnym - przekonuje. - Koszt stworzenia takiego systemu dla stadionu jak Chalifa czy nasz Narodowy to jeszcze nie problem. Ale uruchomienie tego wymaga całej elektrowni. Moim zdaniem utrzymanie temperatury około 23-25 stopni w tak dużym obiekcie podczas gdy na zewnątrz temperatura dochodzi do 40 stopni to koszt miliona euro na godzinę - dodaje ekspert.

Katar rachunkami się nie przejmuje. Jest jeśli nie najbogatszym, to z pewnością jednym z kilku najbogatszych państw świata. A przede wszystkim chce się światu pokazywać jako potęga, co przez już kilkanaście lat robi, inwestując w imprezy sportowe. - Z pewnością klimatyzowane stadiony powstają w Katarze nie tylko ze względów użytkowych, ale i po to, by kraj zamanifestował, że jest gospodarczą potęgą - zgadza się Rutz.