Lekkoatletyczne MŚ. Konrad Bukowiecki: Była szansa na polskie podium. Spieprzyliśmy

Michał Haratyk piąty, Konrad Bukowiecki ósmy w finale pchnięciu kulą. - Jesteśmy źli. Nie tak to miało wyglądać. W normalnej dyspozycji stać mnie było nawet na złoto - mówił Bukowiecki.

20-letni młodzieżowy mistrz Europy rozpoczął konkurs od nieuznanej próby. - Co to ma znaczyć w ogóle? Nie może tak być, że po raz kolejny palę pierwsze pchnięcie! Przecież to jest niemożliwe... - denerwował się na siebie Bukowiecki. - Nie wiem, czy to mnie rozbiło od początku, ale muszę się ogarnąć, albo coś z tym zrobić. Druga rzecz jest taka, że miałam tylko dwie próby zmierzone. To porażka I jest mi przykro.

Młody zawodnik przyznał, że słabo rozpoczęty konkurs nie był wynikiem stresu przed startem. - Nie czułem presji. Na rozgrzewce fajnie mi się pchało. Czułem się pewnie. Zaczynałem pierwszy, więc zdawałem sobie sprawę, że od pierwszego pchnięcia muszę ustawić konkurs i pchnąć daleko. Myślałem, że wyjdę i na pewniaka pchnę 21.5 m, a tu lipa. Nie wyszło tak, jak planowałem. Wielka szkoda.

I dodał: - W normalnej dyspozycji stać mnie było nawet na złoty medal. Wynik zwycięzcy Tomasa Walsha to 22.03 m, czyli niewiele lepszy od czwartego rezultatu w tym roku. Naprawdę w normalnej dyspozycji stać mnie było nawet na złoty medal. Powiem więcej. Była realna szansa na dwóch Polaków na podium. Niestety, spieprzyliśmy.