Lekkoatletyka. Poprzeczka Kamili Lićwinko idzie w górę

- Zawsze na treningu poprzeczka jest zawieszona na 2,10. Trener mówi, że muszę się oswajać z tą wysokością - mówi ze śmiechem rekordzistka Polski w skoku wzwyż Kamila Lićwinko.

Tadeusz KądzielaTadeusz Kądziela Fot. Jacek Dymkowski Lićwinko to halowa mistrzyni świata z Sopotu z zeszłego roku, a obecnie w Spale przygotowuje się do halowych mistrzostw Europy, które od 5 do 8 marca odbędą się w Pradze. W sobotę podczas mistrzostw Polski w Toruniu już drugi raz w tym sezonie poprawiła rekord kraju, skacząc 2,02. Jak sama przyznała, nie sądziła, że po ostatnich ciężkich treningach stać ją na taki rezultat. - Jestem bardzo zadowolona, nie myślałam, że mogę tak wysoko skoczyć, a po tym wyniku wiem, że stać mnie na więcej - mówi.

Zawodniczka Podlasia Białystok w przyszłym miesiącu skończy 29 lat, ale dopiero od dwóch lat należy do światowej czołówki. - Cieszę się z regularności. To jest spełnienie moich marzeń, że w końcu zaczęłam skakać wysoko, liczyć się w świecie, mogę jechać na zawody i rywalizować z każdym. Najsłabszym startem w tym sezonie było 1,95, co wcale nie jest takim słabym wynikiem - mówi.

Mąż, trener i motywator

Kluczem do sukcesów okazał się trening z Michałem Lićwinko, który od 2013 roku jest też mężem zawodniczki. - Dojrzałam do tego, że mogę skakać wysoko, ale też trening jest tak pomyślany przez mojego męża, że dokładamy po kilka procent co roku i to daje efekty. Ufam mu bezgranicznie - mówi z przekonaniem. - Oczywiście czasem podyskutuję, bo taka jest moja natura, ale co powie, to zrobię wszystko od A do Z. Gdy nie mam na coś siły, to Michał to gdzieś niepostrzeżenie wplecie innym razem i finalnie realizuję jego plan. Do treningu podchodzę bardzo profesjonalnie - deklaruje.

To trener buduje też w Lićwinko wiarę, że może skakać wyżej. - On mówi, że stać mnie na takie wysokości, że się z tego śmieje, jeżeli się sprawdzi, to będzie super - mówi.

Rekord świata od 1987 roku należy do Bułgarki Stefki Kostadinowej i wynosi 2,09, ale Lićwinko nie peszy się, gdy pada o niego pytanie. - Nie jest to bardzo realistyczne, ale stać mnie na to, by skakać wysoko. Trzeba sobie podnosić poprzeczkę coraz wyżej, choć nie mówię, że to będzie aż rekord świata - mówi. - Zawsze na treningu technicznym poprzeczka jest zawieszona na 2,10, Michał mówi, że muszę się oswajać z tą wysokością. Ale tylko tak wisi, ja się w tym czasie rozgrzewam, jakieś ćwiczenia robię na zeskoku - śmieje się.

Kontrolując ból

Lićwinko, choć dwukrotnie poprawiała ostatnio rekord kraju, zmaga się z bólem w stawie skokowym. - Kości ocierają się o tkanki miękkie i powodują stan zapalny i opuchliznę. Zabiegiem nic się z tym nie da zrobić, można najwyżej popsuć, bo zmniejszy mi się ruchomość w stawie skokowym. W takim przypadku może pomóc tylko rehabilitacja i stabilizacja - tłumaczy i stara się podchodzić do sprawy ostrożnie. - Nie ma powodu do obaw, ale asekuracyjnie dbam o nią. Jeśli ból pojawia się na treningu, to przerywamy, ale nie jest źle. Wystartowałam dwa razy w zeszłym tygodniu, we wtorek i w sobotę, i utwierdziłam się tylko w przekonaniu, że jest w porządku. Jestem pod dobrą opieką i dbam o to, żeby nie doszło do przeciążeń jak latem - uspokaja.

Praga, Pekin, Rio

Lićwinko jako jedyna w tym roku na świecie przeskoczyła dwa metry i to aż trzy razy. Na halowe mistrzostwa Europy jedzie jako faworytka i liderka polskiej ekipy. - Zdaję sobie sprawę, że wszyscy liczą na złoto, ale nie nakręcam się. Chcę skakać tak dobrze jak dotąd w tym sezonie. Na mistrzowskich imprezach trzeba zachować zimną głowę - studzi emocje i wyjaśnia, że startowi na mistrzowskiej imprezie towarzyszy zupełni inna atmosfera. - Na mityngach można ryzykować, a tu będzie ważna każda wysokość. Zrzutka na niższej wysokości może zadecydować o miejscu, więc nie wiem jeszcze, jaką zastosujemy taktykę. Na pewno mocne będą Rosjanka Maria Kuczina i Ruth Beitia, ale stawka jest wyrównana, a do finału wejdzie tylko osiem zawodniczek - analizuje.

O presji, jaka ciąży na Lićwinko, mogą też świadczyć jej sny. - Nie mam takich o wysokim skakaniu, ale zdarzają mi się takie jak dziś, że mam na rozbiegu jakieś przeszkody, ławki i finalnie nie wchodzę do finału mistrzostw Europy - śmieje się.

Najważniejszą imprezą w tym roku będą jednak sierpniowe mistrzostwa świata na otwartym stadionie w Pekinie. Lićwinko liczy, że forma z hali przełoży się na kolejne miesiące. - Jednym z celów i marzeń jest to, żeby na stadionie też skakać ponad dwa metry. To jeden wymogów, by z Pekinu przywieźć medal. Dalszą perspektywą są igrzyska w Rio, a później to trudno mi powiedzieć, czy będę kontynuowała karierę czy nie. Lubię skakać, cały czas sprawia mi to przyjemność i to jest najważniejsze - kończy.

Arena konkurencji żeglarskich na igrzyska w Rio zagrożona. Stosy martwych ryb, śmieci... [ZDJĘCIA]

źródło: Okazje.info

Więcej o: